//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Zasrancen rządzą w Lubuskiem?

Te wszystkie lubuskie wojewody, marszałki, prezydenci, przewodniczący nie przewyższają poziomem szulerów i nachalnie pozują na zatroskanych polityków, aby tylko ukryć swą miernotę. Demokracja wyniosła ich do grubej forsy i stanowisk, i umożliwiła im wydawanie publicznych pieniędzy, często według swojego widzimisia i ze szkodą dla wyborców. (Zdaniem Rosjan bardziej adekwatne jest posługiwanie się nazwą diermokracja, bo system ten kreuje diermo u władzy; diermo znaczy gówno.) Żyją odgrodzeni od normalnych zjadaczy chleba złotymi kartami kredytowymi i pojęciami politycznej poprawności. Wysforowali się do Nowej Klasy, która tępi patriotyzm, lży Boga i Ojczyznę, promuje permisywizm. Dla wielu Polaków są nowym gatunkiem Onych, których korzenie tkwią w czasach 1. komuny. Nowej Klasie rozpoczęty właśnie 2013., rok recesji i biedy, nie straszny. Mogliby bez zahamowań podpisać się pod słowami szydercy PRL-u Janusza Szpotańskiego: „Nie mówcie nam, że ciężkie czasy,/że wszędzie nędza, wszędzie źle,/bo my jesteśmy Nowa Klasa/i świetnie nam powodzi się!”.

Wojewoda Lubuski Marcin Jabłoński ponad rok temu rozpoczął urzędowanie od afery. Przykleił się mianowicie do kosztownego służbowego laptopa, który dostał w użytkowanie, pracując jeszcze na posadzie w starostwie słubickim. Gdy poszedł do województwa, to go nie oddał i starosta Andrzej Bycka zażądał jego zwrotu, czym obraził kapryśnego czynownika, przyzwyczajonego do luksusów i wesołego życia na koszt podatników. Choć obaj należą do PO, to charcząc i plując wzięli się za łby. W międzyczasie sprawa laptopa zeszła na plan dalszy, a Jabłoński zaczął dokuczać staroście, wykorzystując możliwości zajmowanego urzędu, np. odmówił powiatowi sprzedanie terminala w Świecku. Wojewoda nie tylko dowala jak może staroście, ale zaciekle zwalcza i innych nieprzychylnych mu czynowników rodem z PO, tzn. marszałek Elżbietę Polak, przewodniczącego sejmiku Tomasza Możejkę, a nade wszystko posłankę PO Bożennę Bukiewicz. Możejkę oskarżył o przestępstwo podpisania uchwały sejmiku, której nie było. Świadczy to o tym, że lubuskiej władzuchnie w d…ch się poprzewracało. Nadmiar buty i poczucie bezkarności zniewala ich do bylejakości i przyzwyczaja do pracy w żenującym bałaganie, w którym ogłoszenie za obowiązującą nieuchwalonej uchwały to prostaja oszibka. Czyż ten cały sejmiku lubuskim, to nie jest wesołe miejsce pracy, gdzie głównie diety są prawdziwe, a z uchwał tylko te, które dotyczą radosnego wydawania pieniędzy, jak np. skandaliczna decyzja o futrowaniu prywatnej spółki lotniczej pod pozorem utrzymywania lotniska w Babimoście?

Gdy w grudniu 2011 r. Jabłoński zasiadł na stołku, to wydał kuriozalne oświadczenie, że jest obiektem „agresji samorządu lokalnego”. W ten sposób obwieścił, że województwem rządzi Platforma, która – z braku skutecznej opozycji – podzieliła się na 2 zwalczające się frakcje. I to one obstawiły całe koryto, robiąc trochę miejsca wyjadaczom z PSL-u. Nie potrafią jednak konsumować fruktów władzy w cichości i bez rozgłosu. Okładają się w mediach, ciągają się po sądach. Od koryta co i raz dochodzi wściekły kwik. W ostatnich dniach zakotłowało się przy nim, gdy 8 starostów napisało do premiera, aby ten odwołał wojewodę. Jednym słowem wojna na całego. Na Nowy Rok mamy w Lubuskiem dziadostwo i chryję. Co dalej będzie: ubaw po pachy czy tylko tandetny kabaret?

Tak z grubsza mają się sprawy w województwie. A co w Gorzowie? Tutaj też nie brakuje czynowników sowicie opłacanych na wesołych etatach i odwdzięczających się za to różnymi pomysłami, co to mają „uzdrowić” albo „rozwinąć”. Według nich Gorzów miał dokonać skoku w świetlaną przyszłość po utworzeniu uniwersytetu z połączenia AWF z PWSzZ. Okazało się jednak, że zarządzający tymi szkołami właśnie pogrzebali doszczętnie ten projekt. Rektor PWSzZ puściła z błędami wniosek o dotację z UE na urządzenie laboratorium, które ponoć ma podnieść wartość i prestiż tej uczelni. 20 mln zł przeszło koło nosa i wyszła na jaw niekompetencja czy wręcz miernota kierowników tej firmy. Inna rzecz, że poziom tej szkoły nie odbiega dramatycznie od poziomu nauczania w wyższej szkole gotowania na gazie. A główne korzyści z jej istnienia odnoszą chałturnicy ze Szczecina, bez których nie mogłaby ona powstać, gdyż tubylczych samodzielnych pracowników nauki jest tyle, co kot napłakał. Natomiast jej absolwenci w realnym życiu, czyli na rynku pracy są wyceniani prawie tak jak osoby bez kwalifikacji. Jak trzeba fachowców, to poważne gorzowskie firmy muszą ich szukać z innych ośrodkach. Druga gorzowska uczelnia, AWF, ma także poważny problem finansowy. Rok temu wypowiedziała umowę na remont byłego akademika i jeśli go nie dokończy, to będzie musiała samodzielnie pokryć koszt kilkunastu milinów złotych. I bez tego już cienko przędzie i w popłochu wystawia na sprzedaż halę sportową i inne nieruchomości. A więc zwija się. Nie ma zapotrzebowania na wuefmenów. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, uniwersytet w Gorzowie to kompletna mrzonka.

Przykro mi to pisać, ale Gorzów coraz bardziej staje się dziurą bez większych perspektyw. Pogarsza się z roku na rok jakość życia jego mieszkańców. Przede wszystkim za sprawą zadłużonego i przez to niewydolnego szpitala. Jest on bankrutem i jego dni w obecnej postaci są policzone. Gorzowianie będą musieli się pogodzić z kiepską jakością usług szpitalnych także w przyszłości. Jest prawdopodobne, że przyszły nowy szpital, działający jako spółka, nie zdoła obronić obecnego II poziomu referencyjnego jaki mają szpitale wojewódzkie, a to oznacza mniej oddziałów i mniej lekarzy-specjalistów. Sprawcami katastrofy w gorzowskim szpitalnictwie są czerwoni, którzy – mając pełnię władzy – połączyli 3 szpitale w jeden moloch i pozwolili wystrzelić zadłużeniu do ok. 300 mln zł. Głównymi zaś architektami tego opłakanego w skutkach połączenia byli członkowie SLD: b. wicemarszałek Bogusław Andrzejczak, oraz Jakub Derech-Krzycki. Ten ostatni dzisiaj udaje, że z połączeniem szpitali nie miał nic wspólnego i że od zawsze był tego przedsięwzięcia przeciwnikiem.

Trudno nie zauważyć, że hołubiona przez gorzowian lewica wciągnęła Gorzów do czarnej dziury, gdzie ogólna mizeria i dominacja miernoty w życiu publicznym. Mało tego, za sprawą afery budowlanej lewicowego prezydenta Jędrzejczaka i jego skorumpowanych współpracowników nasze miasto zostało przenicowane z Gorzowa Wielkopolskiego na Gothan Wielkopolski. Nim została ona ostatecznie rozliczona prawomocnym wyrokiem, to już wybuchła następna, z urzędnikami ratusza w roli głównej, związana z budową filharmonii. Ile przekrętów zrobili czynownicy w Gorzowie, które pozostają zakryte przed oczami mieszkańców? Czy pod rządami Jędrzejczaka została zrealizowana bez nieprawidłowości choćby jedna inwestycja miejska?

Jaki jeszcze numer wytnie w 2013 r. władzuchna, ta wojewódzka i ta miejska? Bo że jakiś wytnie, to tego możemy być pewni. Jak ją udelektować za dotychczasowe osiągnięcia? Może za lwowskim muzykiem Janem Gallem zaśpiewać im: Man kann singen, man kann tanzen aber nicht mit den Zasrancen.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment