//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Za łby wzięły się dwie sitwy

  • W Gorzowie Wlkp. za łby wzięły się dwie sitwy, które wyrosły z jednego lewicowego pniaka i toczą wojnę jak buldogi, ale jawnie, już nie pod dywanem.

Pierwsza to koteria obecnego prezydenta miasta Tadeusza Jędrzejczaka, który pełni ten urząd już 16 lata. Nie przeszkodziła mu rządzić w mieście afera budowlana i kilkumiesięczny pobyt w areszcie ani rola podejrzanego, a następnie oskarżonego. Obecnie dzięki niezawisłemu sądowi cieszy się na powrót statusem osoby podejrzanej. Drugie towarzystwo zorganizowało się wokół byłych członków egzekutywy wojewódzkiej KW PZPR w Gorzowie (wojewoda gorzowski Stanisław Nowak, sekretarz propagandy Edward Korban), działaczy podziemnej Solidarności (Zenon Michałowski, Marek Rusakiewicz, Grażyna Pytlak) i księdza prałata Witolda Andrzejewskiego, kapelana Solidarności, wielokrotnie odznaczonego za wolną Polskę patrioty. Solidaruchy i komuna z pierwszego tłoczenia (poseł Rafalska mówi o nich „zła lewica”, bo dobra to ona i PiS) uzyskali poparcie NSZZ Solidarność i wespół zespół wystrugali kandydata na prezydenta Gorzowa. Został nim Ireneusz Madej, do niedawna członek PiS i były jej wicewojewoda lubuski, który w powołanym właśnie komitecie wyborczym wyborców „Solidarność i Madej” wyrabia kiełbasę wyborczą. Obiecuje mianowicie powołać do życia Akademię Gorzowską i twierdzi, że ona będzie kołem zamachowym rozwoju miasta.

Choć obecny prezydent jest tego samego zdania, to jednak zwalcza Madeja i postulowaną przez niego Akademię. W Gorzowie są dzisiaj 2 państwowe szkoły wyższe: zamiejscowy wydział AWF Poznań i Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, którą powołał PiS z Kazimierzem Marcinkiewiczem na czele. AWF był kuźnią kadr dla miejscowej służby bezpieczeństwa. PWSzZ nie znajduje się w gospodarskim obejściu Tadeusza Jędrzejczaka i nie ma on wpływu na obsadę w niej stanowisk. Zarówno rektor jak i senat tej szkoły nie należą do jego kamaryli. Z jego punktu widzenia to wraża instytucja i postanowił budować Akademię tylko w oparciu o AWF. Rektor AWF Poznań poparł plan prezydenta w zamian za sprzedanie miastu za 7 mln zł hali sportowej i stadionu, które wcześniej Gorzów jej podarował. Niezwykle ciekawe jest to, że PiS atakuje „Solidarność i Madej”, ale jednocześnie bez zastrzeżeń popiera PWSzZ i jej starania, aby utworzyć Akademię z ominięciem Jędrzejczaka. Wniosek z tego taki, że Madej jest Surmacza i Rafalskiej wrogiem na niby.

Konflikt między tymi sitwami przybiera na sile, a miastu przybyły na utrzymaniu kolejne kosztowne obiekty, które nie są mu niezbędnie potrzebne. Prezydent uważa, że wejdą one w skład bazy przyszłej Akademii Gorzowskiej i ich nabycie jest koniecznym krokiem do jej utworzenia. Oczywiście, to nieprawda, gdyż decyzja o powołaniu kolejnej państwowej uczelni akademickiej należy do rządu i sejmu. Po jej podjęciu będzie ona finansowana z budżetu państwa. Gorzów oczywiście taki „podarunek” powinien przyjąć z pocałowaniem i z dobrodziejstwem inwentarza. Jednak zadłużonego miasta nie stać na wielomilionowe wydatki na nową uczelnię. Bardzo jest wątpliwe, aby Warszawa utworzyła w mieście nową szkołę wyższą w czasie niżu demograficznego i spadku liczby kandydatów na studia. Nawet gdyby Akademia powstała, to i tak zdolna gorzowska młodzież będzie studiowała na renomowanych uczelniach np. w Poznaniu, Krakowie czy Warszawie.

Przyszły Prezydent Gorzowa musi, jeśli miasto ma wyjść z prowincjonalnej dziury, przeciwstawić się sitwom, których programem jest robienie interesów (zarządzanie wydatkami miasta) na rachunek mieszkańców (rzekomo w ich interesie). W rezultacie ewentualne straty z nich wynikłe na pewno obciążą gorzowian. Natomiast wydatki z miejskiej kasy mają szanse jak zwykle zamienić się w prywatne zyski władzy samorządowej, która najlepiej wie jak w „plątaninie rur i rurek malutki zamontować kurek”. Wedle tych sitw pieniądze publiczne to pieniądze obywateli wydawane rękoma ich demokratycznych wybrańców. Całkiem podobnie, jak za pierwszej komuny, szampan, który był napojem klasy robotniczej pitym ustami jej przedstawicieli.

Poza tym prezydent powinien ulżyć mieszkańcom i przedsiębiorcom niskimi opłatami i podatkami lokalnymi oraz zmuszając swoich urzędników do nierestrykcyjnego (ale zgodnego z prawem) egzekwowania ustaw i rozporządzeń. Np. według patentu Stefana Oleszczuka: każdemu koncesję na handel alkoholem, byleby tylko spełnił twarde warunki ustawy, bez żadnych lokalnych ograniczeń, które samorząd może, ale nie musi, nałożyć dodatkowo. Równie ważna jest polityka polegająca na oddaniu miasta mieszkańcom poprzez sprzedanie im nie tylko mieszkań komunalnych, ale i użytkowych. W Gorzowie toczy się dyskusja nad koncepcją ożywienia centrum, która jest pretekstem do przyszłego wywalenia na ten cel publicznych milionów. A przecież wystarczy sprzedać na licytacji lokale użytkowe a ich właściciele będą najlepiej wiedzieli jak je wykorzystać zyskownie. Przecież nie kupią ich po to, aby stały puste jak dzisiaj. Centrum ożywi wolna przedsiębiorczość uzbrojona we własność. Ponadto jest konieczne zminimalizowanie represyjnego oblicza lokalnej władzy m.in. poprzez zlikwidowanie Straży Miejskiej. Ona jest po to, aby rabować portfele obywateli i dokuczać im na różne sposoby. Ludziom zawraca głowę nonsensownymi pouczeniami, przegania od czasu do czasu handlujące starsze panie, łobuzom krzywdy nie czyni.

Discussion

One Response to “Za łby wzięły się dwie sitwy”

  1. Panie Zapadka, Akademia Gorzowska musi powstać. Takie miasto jak Gorzów musi posiadać prężną szkołę wyższą, PWSZ obecnie taka nie jest z winy prezydenta. Zielona Góra dofinansowuje prawie 6 mln zł rocznie do Uniwersytetu a Gorzów 15 tys. Pieniądze idą tylko na AWF. Dobrze pan napisał o tym prezydencie Jędrzejczaku. Ale sprawa gorzowskiej uczelni jest bardzo ważna. Kończyłem tą szkołę i wiem jacy ludzie zdolni tam trafiają a dlatego trafiają bo nie stać ich na wyjazd do większego miasta w celu skończenia renomowanych studiów.

    Posted by Roman | 17 października 2014, 14:29

Post a Comment