//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

„Umiłowany przywódca” dostał kopniaka w górę

Za pierwszej komuny kopniak w górę oznaczał awans towarzysza, który sprawiał kłopoty i był zwalczany przez jakąś koterię w partii. Obecnie takim towarzyszem w lubuskiej PO jest Marcin Jabłoński, doświadczony czynownik, który nawet ze zawiązanymi oczyma potrafi rozpoznać z której strony jest chleb posmarowany. Kierując się wyostrzony węchem, smakiem i sprytem zdobywał kolejne synekury i dostęp do luksusów opłaconych przez podatników.

Najpierw był on wicewojewodą gorzowski, później marszałkiem lubuskim, ostatnio wojewodą lubuskim, a dzisiaj jest wiceministrem spraw wewnętrznych. Jako marszałek wsławił się tym, że kazał wstawić do swego gabinetu włoskie meble za 130 000 zł.  Spadłszy na krótko do niższej ligi, objął stanowisko dyrektora powiatowego szpitala i natychmiast umilił sobie urzędowanie zakupem laptopa za ponad 7000 zł i drogiej komórki. Zbyt długo nie przebywał na wygnaniu. Gdy awansował na wojewodą lubuskiego, to nie zwrócił od razu starostwu słubickiemu  wspomnianych zabawek (pisałem o tym tu). Będąc już wojewodą kazał kupić limuzynę za ok. 145 000 zł. Nie najeździł się nią, bo poszedł w ministry, gdzie będzie miał do dyspozycji nowe i droższe oznaki władzy.

Powiedzmy sobie szczerze, Marcin Jabłoński posiada wrodzone predyspozycje do wykrywania i zajmowania wesołych etatów, wypasionych przedmiotami zbytku i wysokim funduszem reprezentacyjnym. W świecie przyrody wyjątkowe predyspozycje do wykrywania rarytasów – jakimi są trufle – posiada świnia, która w tym przypadku ma lepszy węch od psa.

Klakierzy, których nie brakuje nad Wartą, uważają go za sprawnego menedżera i w ogóle. Jednak owoce jego urzędowania są marne. Nie powstrzymał rujnacji szpitala w Gorzowie. Wojował z samorządowcami rozgłaszając, że jest obiektem „agresji samorządu lokalnego”. Nie współpracował blisko z samorządem wojewódzkim, a nawet prowadził z nim swoistą wojnę. Np. zlekceważył debatę, którą w grudniu 2012 r. zorganizowała marszałek Polak na temat przyszłości gorzowskiego szpitala. Nie wziął również udziału w podobnej debacie w Gorzowie. W ten sposób powiedział opinii publicznej, że sprawy leczenia szpitalnego obywateli go mniej interesują. Co zatem go interesuje i podnieca?

„Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa, (…) Bo to co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest”.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment