//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Udoskonalanie demokracji w Falubazie

Jeden z czytelników Przewietrzyć Gorzów zwrócił mi uwagę, że nie jest dla niego jasne, z jakiego powodu zaczepiłem Prezesa Radia Zachód i dlaczego on grozi mi sądem. Na drugą wątpliwość nie potrafię odpowiedzieć, a wyjaśnienie pierwszej jest możliwe poprzez przedstawienie ciągu wydarzeń.

Rada Programowa Radia Zachód przyjęła w lutym 2012 r., po namiętnej dyskusji, uchwałę popierającą TV Trwam oraz zaleciła Andrzejowi Kawali, przewodniczącemu rady, szerokie jej rozpropagowanie. W marcu br. zgłosiłem na piśmie wniosek, aby przewodniczący złożył informację o jej rozkolportowaniu. W ten sposób wywołałem popłoch wśród tych towarzyszy z Rady, którzy działali w niej na bazie i po aktualnej linii partii oraz rządu. Wniosek mój miał być rozpatrzony na marcowym posiedzenie, ale Przewodniczący Andrzej Kawala nie przybył na nie. Natomiast sekretarz Rady Olszewski przyznał, że uchwała nie wyszła poza opłotki Rady i podał się do dymisji. Ochłonął kilka dni później, dymisja mu się nie przyjęła i ją odwołał.

Nabrałem podejrzeń, że podobnie została „ukryta” uchwała w sprawie katastrofy smoleńskiej z 2010 r. i zażądałem, aby p. Kawala złożył Radzie także informację z jej upublicznienia. W reakcji zablokował on odbycie zwołanego na kwiecień posiedzenia, uniemożliwiając w ten sposób zrealizowanie prawa członków do miesięcznej diety. Na kolejnym majowym posiedzeniu 7 towarzyszy nie zgodziło się na to, aby Przewodniczący Rady złożył informację o formach rozpropagowania obydwu uchwał. Oczywiście sam Andrzej Kawala także tego nie chciał, głosując przeciw. Mało tego, Przewodniczący i 6 innych członków zablokowali kolejny mój wniosek o okazanie na posiedzeniu dokumentów Rady. Uchwał i protokołów nie ujawniono, a Andrzej Kawala na odczepne oświadczył, że dokumentacja znajduje się w sekretariacie Zarządu Radia Zachód i każdy członek Rady może się z nią tam zapoznać.

Nie pozostało mi nic innego jak osobiście przejrzeć papiery Rady we wskazanym miejscu. Ponieważ ani uchwał, ani odpowiednich protokołów nie znalazłem, to zażądałem od Zarządu Radia, któremu pieczy te dokumenty zostały powierzone, ich zwrotu. Zarząd miał wybór i mógł mi odpowiedzieć, że albo p. Kawala nie dostarczył mu do przechowania poszukiwanych przeze mnie dokumentów, albo ewentualnie mógł też poinformować, że uchwały się gdzieś zawieruszyły, ale szczęśliwie się odnalazły i już są do wglądu. Zamiast tego Prezes Frejman zareagował nerwowo i zagroził mi wytoczeniem powództwa .

Niespodziewanie na czerwcowym posiedzeniu uchwały, podpisane przez p. Kawalę, się znalazły, a w lipcu nawet umożliwiono mi ich skserowanie. Co się tyczy ich ewentualnego zatajenia przed opinią publiczną, to Przewodniczący Andrzej Kawala do teraz nie puszcza farby w tej sprawie. Szczerze pisząc nie ma to już większego znaczenia, gdyż kadencja tej Rady kończy się we wrześniu, a działania Kawali, Olszewskiego i 5 innych członków Rady (na 15.), oraz Prezesa Frejmana nolens volens przyczyniły się do ich rozreklamowania. Pozew D. Frejmana, którego oczekuję, jeszcze bardziej je nagłośni. Nawiasem pisząc, przyczyny dla których Prezes Frejman wmieszał się w tę awanturę są zagadkowe. Po co mu to było?

Prawdopodobnie Andrzej Kawala stanowi dla woj. lubuskiego wzór inteligenta-priżiwalszczika, a w każdym razie istnieją poszlaki uzasadniające takie podejrzenie. Natomiast jest pewne ponad wszelką wątpliwość, że jest on człowiekiem rozumnym. Jako taki boleśnie zapewne przeżywa fakt, że demokracja cierpi na wiele immanentnych sprzeczności. Najważniejszą z nich generuje przesadnie poważne traktowanie najświętszej zasady demokracji –  IM WIĘKSZA LICZBA TYM SŁUSZNIEJSZA RACJA. Trzeba brać pod uwagę, że może ona sprawić, iż do steru zostanie dopuszczona przypadkowa większość, która z natury rzeczy nie gwarantuje właściwego odczytania wymagań etapu i prawidłowego odcyfrowania wezwań, które stoją. Nie warto się szeroko rozwodzić nad opłakanymi skutkami dojścia do głosu takiej większości. Wybryki demokracji ściągają ruję i porubstwo, a na dodatek zaostrzają walka klas.

Zważywszy na uroczyste zatwierdzenie demokracji jako najlepszego ustroju i surowego nakazania jej powszechnego praktykowania na całym globie, wyżej przedstawiona sprzeczność zrodziła prawdziwie hamletyczny dylemat. W klasycznej demokracji socjalistycznej był on rozwiązywany za pomocą spiżowej zasady „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”. Niestety w dzisiejszej nowoczesnej demokracji nie zawsze ją można zastosować. Niekiedy liczenie głosów musi być jawne i uczciwe, i za nic nie da się je policzyć jak trzeba. Nie znaczy to, że wszystko stracone i sprośny błąd, np. w rodzaju uchwały popierającej  niewłaściwą telewizję, nieodwołalnie musi ujrzeć światło dzienne. Wystarczy kierować się dyrektywą, którą można sformułować tak: nieważne kto i co uchwalił, ważne czy znajdzie się przewodniczący lub choćby sekretarz, który będzie zdolny schować lub zagubić to co uchwalono błędnie. „Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”.  

Czy Andrzej Kawala z Zielonej Góry potrafiłby w praktyce zastosować taką dyrektywę, z maestrią właściwą człowiekom inteligentynym, a rozumnym?

Discussion

No comments yet.

Post a Comment