//
czytasz właśnie...

Mirosław Raiter

Mirosław Raiter: Twardo stąpać po ziemi

Wśród antyputinowskiej histerii jaka opanowała polskich polityków, zarówno rządowych jak i opozycyjnych, pojawiła się wreszcie opinia z którą powinien zapoznać się każdy polityk, dla którego dobro Polski jest najwyższą racją stanu. Portal Defence 24 opublikował opinię gen. bryg.  Adama Sowy na temat aktualnych wydarzeń na Ukrainie.

Jest to chyba jedyna opinia tak pragmatyczna i realna, jaka ukazała się w polskich mediach, szkoda, że tylko w blogosferze.  Wśród wielu tez generała , który w latach 2001-2004 służył w Kwaterze Głównej NATO, dwie  wydają się najważniejsze:

1. To jest rozgrywka strategiczna zawodników wagi ciężkiej. Polska do nich nie należy.

2. Nierozważna retoryka antyrosyjska może nas drogo kosztować.

Poprzez takie wnioski trzeba patrzeć na to co się dzieje na Ukrainie. Od wielu lat Zachód próbuje zrealizować  doktrynę Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcy ds. bezpieczeństwa prezydenta J.Cartera. W tej doktrynie zawarta jest teza, że warunkiem koniecznym pozbawienia  Rosji (wcześniej ZSRR) statusu mocarstwa globalnego jest wyrwanie z rosyjskiej strefy wpływów Ukrainy. Próby realizacji tej doktryny są cyklicznie ponawiane. Naiwnością jest sądzić , że przywódcy Rosji o tym nie wiedzą. Można Rosjan wyzywać od ruskich kacapów i wylewać morze medialnych pomyj na Putina i jego KGB-owską ekipę. Rzeczywistości w realnej polityce to nie zmieni. Rosja ze swoim potencjałem jądrowym i termojądrowym jest dalej mocarstwem globalnym, które ma  jednoznacznie zdefiniowaną rosyjską rację stanu. Ta racja jest sprzeczna z doktryną Brzezińskiego. Stąd taki przebieg konfliktu na Ukrainie. Polscy politycy muszą przyjąć do wiadomości, że Rosja ze względów historycznych, gospodarczych, militarnych, a i też prestiżowych, nigdy z Ukrainy nie zrezygnuje.

 Musi to też zrozumieć premier Donald Tusk. Posługując się agresywną antyrosyjską retoryką, może na Polskę sprowadzić nieszczęście. Ten sam premier, który w Sejmie nie wprost nawiązuje do słów Józefa Becka z 1939 r., nawet jednym wystąpieniem nie zaprezentował polskiej racji stanu po 10 kwietnia 2010 r. Zamiast żądać wsparcia od sojuszników z NATO w tym krytycznym momencie przeszedł do całkowitej defensywy w relacjach z Moskwą. Wśród tak licznych medialnych wystąpień premier ani razu nie podniósł problemu zwrotu wraku Tu-154M do Polski. Chciałoby się zadać pytanie: czyje interesy reprezentuje Donald Tusk skoro nie walczy o polskie.

Nie jako żart, ale jako kpinę z polskiego wojska należy potraktować wyjazd Donalda  Tuska  do Radomia na otwarcie nowej fabryki broni. Jeszcze w połowie 2013 r. Tusk w trybie natychmiastowym zażądał od szefa MON Tomasza Siemoniaka redukcji wydatków na armię w wysokości 3 mld zł, tj. 10% całego budżetu MON. To obecny premier ponosi odpowiedzialność za fatalny stan armii. Od momentu gdy Polską rządzi koalicja PO-PSL, nigdy nie zrealizowano ustawowego obowiązku wydatkowania 1.95 % PKB na obronę narodową. Od roku 2007 obcięto wydatki obronne na kwotę ponad 8 mld zł, które w znakomitej większości miały być przeznaczone na zakup nowej techniki wojskowej. Jedynie czym może pochwalić się rząd, to fakt zakupienia 5 „Sokołów” w wersji VIP czy 60 autobusów. Luksusowo wyposażone śmigłowce służyć chyba będą  do ucieczki aktualnych zarządców Polski, a autobusy do przewozu urzędników ubranych w wojskowe mundury na marsz urządzany przez kancelarię prezydenta  z okazji święta 11 Listopada.

 Od 10 lat nasze MON nie podpisało żadnej umowy o dostawach nowego uzbrojenia o znaczeniu strategicznym. Ubiegłoroczne umowy z Finami i Niemcami nie stanowiły żadnego przełomu. Z fińską Patrią aneksowano wcześniejszą umowę o dostawach  kołowych transporterów opancerzonych „Rosomak”, a od Niemców zakupiliśmy kilkunastoletnie czołgi Leopard 2A5 z nadwyżek niemieckiej Bundeswery.

Podczas gdy Donald Tusk najgłośniej w Europie krzyczy na Rosjan, całkiem odmienną postawę zaprezentował wicepremier Janusz Piechociński. Lider PSL-u realnie ocenił, że zarówno Europy jak i Rosji nie stać na konflikt gospodarczy. Wicepremier chyba wie co mówi, wszak pełniąc eksponowaną funkcję w polskim rządzie musi mieć dostęp do najtajniejszych informacji. Kontrolowane przecieki z brytyjskiego MSZ i próby dyplomatycznej interpretacji słów premiera Szwecji  Fredrika Reinfeldta  jednoznacznie wskazują, że ze strony Zachodu ostracyzmu w stosunku do Rosji nie będzie.

Medialne nagłośnienia symbolicznych sankcji ze strony UE dowodzą, że w realnej polityce liczą się konkretne narodowe interesy. Bogaty Zachód nie będzie poświęcał się dla Ukrainy. Najważniejsze, żeby ropa i gaz wartkim strumieniem  płynęły do przemysłowych i indywidualnych odbiorców. Powinni to zrozumieć politycy opozycji. Panowie Kaczyński, Ziobro czy Kowal zanim zaczną żądać wprowadzenia embarga na rosyjską ropę i gaz, niech dokładnie przemyślą  jakie skutki wywołałyby takie sankcje dla Polski. Łączna sprzedaż  PKN „Orlen” i  Grupy„Lotos” odpowiada 10% PKB Polski. Dostawy rosyjskiej ropy zaspokajają 90% zapotrzebowania tych dwóch koncernów. Cały importowany gaz pochodzi z Rosji i zaspokaja 75% polskich potrzeb. Myli się Donald Tusk, twierdząc że Polska może w całości importować gaz z innych kierunków. Aktualnie nie ma takich możliwości. Budowa gazoportu w Świnoujściu opóźniona jest prawie o rok. Interkonektorowe połączenia z Niemcami i Czechami zapewniają dostawy gazu na poziomie 3 mld m3 tj. 19% całego zapotrzebowania. Wprowadzenie embarga najdotkliwiej odczułaby Polska. Przez wiele miesięcy nasza gospodarka ponosiłaby olbrzymie straty. Politycy o gorących głowach zanim będą wygłaszali wojownicze mowy dla ochłonięcia powinni  wylać na nie kubeł zimnej wody. Realna polityka polega na tym, że dąży się do osiągnięcia wytyczonych celów możliwych do osiągnięcia w danych warunkach geopolitycznych.

Do polskiej klasy politycznej trzeba apelować, aby twardo stąpała po ziemi i nie narażała Polski na niepotrzebne zagrożenia. Wydaje się, że jedynym ugrupowaniem politycznym rozumiejącym te kanony polityki jest tworzony przez młodych polityków Ruch Narodowy. To z tego ugrupowania wyszedł apel o militaryzację narodu.

Na całą klasę polityczną należy wywierać społeczny nacisk, aby sprawa obronności stała się zagadnieniem pierwszoplanowym. Polska  armia musi posiadać takie zdolności obronne, że dla wszystkich potencjalnych agresorów nieopłacalny stanie się konflikt zbrojny z Polską.

Mirosław Raiter

Discussion

One Response to “Mirosław Raiter: Twardo stąpać po ziemi”

  1. No cóż wiem, że pytanie czyje interesy reprezentują poszczególne opcje polityczne jest retoryczne. Oczywiście niepolskie. Polska racja stanu została sprytnie skanalizowana w osobie J. Kaczyńskie a jego realne możliwości działa, jak widać na przestrzeni ostatnich lat ograniczają się do płomiennej retoryki. Apel skądinąd słuszny, lecz ogólny stan III RP możnaby zilustrować oficerami na klęczkach jedzącymi z amerykańskiego pudełka do butów. Gdyby obraz taki wydał się komuś niesprawiedliwy, to niech wie że następne 3 mln marzy aby zostawić te postkomunistyczne pomyje i czmychnąć stąd przy pierwszej okazji. Dlatego ciekawszym wariantem z punktu widzenia Rosji jest, że dyktatura ciemniaków zostaje z drogim gazem i bez niewolników ale za to z teczkami ( teczusiami kochanymi ).

    Posted by Marcin | 21 marca 2014, 00:03

Post a Comment