//
czytasz właśnie...

Pod fasadą

Takie rzeczy to tylko w kolonii

  • Dawniej koloniami zarządzało się stosunkowo łatwo, bo o tym kto jest panem, a kto się musi słuchać, przesądzał kolor skóry.

Odkąd jednak kolonizuje się głównie za pomocą Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, to biali spekulanci pasożytują na każdej nacji, białych gojów nie wyłączając. Czynią to w sposób wyrafinowany, bez ostentacji, ukrywając przed tubylcami, że faktycznie rządzą nimi zagraniczni bankierzy i politycy.

W krajach skolonizowanych według tego strychulca czarną robotę utrzymania w ryzach miejscowych Indian wykonuje na co dzień odpowiednia Targowica, która skacze przed swoimi mocodawcami z gałęzi na gałąź. Te wszystkie prezydenty-rezydenty, ministrowie-tajni współpracownicy, wystrugani z buraka posłowie za wypełnianie „powinności swej służby” oczekują rzecz jasna zapłaty, czyli prawa urządzania sobie tłustych synekur na majątku narodowym.

W kondominium najpierw muszą się zaspokoić metropolie, a resztki są pozostawione dla spauperyzowanych mas, aby miały siły produkować nadwyżki lądujące w bilansach zachodnich banków. Jednakże Indianie muszą dać pierwszeństwo żarłoczności nadzorującym je sitwom. W takich okolicznościach tubylcy wegetują, bo recesja, w najlepszym razie zastój. Zdesperowani emigrują za chlebem, ale większość pozostaje w domu i jakoś się godzi na kiepską opiekę zdrowotną, bezrobocie, niskie płace i emerytury. Jeśli skolonizowany kraj ma buntowniczą ludność i jest położony między ostrzami potężnych szermierzy, to zostaje uruchomiony proces depopulacji, wzmocniony udostępnieniem 15-letnim dziewczynkom tabletek „dzień po” i propagandą proaborcyjną. Taka kolonia zwija się szybko.

Zarządzające nią oligarchie obficie piją i zakąszają nie tylko z dochodów z synekur, ale przede wszystkim kradnąc wielkie kwoty z publicznych funduszy. W krótkim czasie potrafią zasoby kraju wyżreć do gołej ziemi. Metody są różne. Np. państwowa agencja, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych, wydaje olbrzymie środki na budowę dróg i nie wykonuje nadzoru inwestorskiego, godząc się na wady i fuszerki m.in. wynikające z użycia materiałów kiepskiej jakości. Z tej przyczyny, ale przede wszystkim z ustawionych przetargów w Polsce są najdroższe w Europie drogi, które kilka miesięcy po przecięciu wstęg trzeba remontować. Średnio koszt budowy 1000 metrów kwadratowych drogi w Polsce wynosi 445 tysięcy Euro, a w skolonizowanej Grecji 357 tysięcy, natomiast w kraju panów, w Niemczech, tylko 287 tysięcy Euro.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment