//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Skandal i kompromitacja

  • Gorzowska opozycja solidarnościowa od okrągłego stołu do dzisiaj

Fenomen Gorzowa w latach 80-tych ubiegłego wieku polegał na tym, że miasto było rozpalone opozycyjną aktywnością polityczną. Po 1989 r. wczorajsi opozycjoniści albo walczyli z grubą kreską, albo się z nią oswajali. Dzisiaj po tamtej sławnej epoce niewiele już pozostało. Ludzie Solidarności nie zdołali w mieście wiele zmienić. Obecnie dominują postkomuna i zwyczajni karierowicze, którzy niemiłosiernie doją Gorzów, a pod ich rządami wszystko parszywieje.

Okazało się, że opozycja w Gorzowie ostatecznie działała wg zasady: „trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. Przede wszystkim kompromitowała się i pogrążała w skandalach. Największym było wybranie po stanie wojennym na przewodniczącego zarządu regionu NSZZ Solidarność w Gorzowie kapusia Andrzeja Radlińskiego. Był on wtedy kierownikiem cegielni w Brzozowcu i wiceprezesem Klubu Inteligencji Katolickiej, a także działaczem Komitetu Obywatelskiego Solidarność, na który donosił do SB jako TW Szerszeń. Do pracy w Komitecie rekomendowali go, jako słusznego działacza, Teresa i Władysław Klimkowie. A później w zrobieniu niebywałej kariery w Solidarności pomogła mu senator Stefania Hejmanowska, Jerzy Korolewicz, Kazimierz Modzelan i Zbigniew Bodnar. W styczniu 1990 r. gorzowska Solidarność shańbiła samą siebie, nie wybierając na szefa działacza podziemia Bronisława Żurawieckiego, lecz człowieka znikąd i konfidenta. Do stanu wojennego najgroźniejszymi znanymi współpracownikami tajnych służb byli Anatol Kąsik, szef związku w Stilonie, i Ryszard Kotarski, pracownik WPEC, członek władz krajowych związku. Po 13 grudnia 1981 r. najcenniejszymi donosicielami SB byli Tadeusz Kołodziejski, zrejestrowany jako TW Zygmunt, i właśnie Andrzej Radliński.

Na destrukcję legendy gorzowskiej konspiracji wpłynęły wydarzenie różnej wagi. Np. w czerwcu 1989 r. sen. Hejmanowska wystąpiła przeciwko uchwale Solidarności, która wyrażała opinię, że tygodnik Ziemia Gorzowska nie powinien „być dłużej organem PZPR”. Później jego likwidator przedstawił sen. Stanisławowi Żytkowskiemu ofertę przejęcia gazety przez Solidarność. Jednak odrzucił on szansę skorzystania z ugruntowanego na rynku tytułu twierdząc, że należy się on Zysnarskiemu i innym propagandzistom dyspozycyjnym wobec PZPR. Z braku innego wyjścia trzeba było budować na pniu nowy tygodnik. Z inicjatywy piszącego te słowa i pod jego redakcją powstał wiosną 1990 r. tygodnik „Tydzień”. Hejmanowska i kierujący Solidarnością konfident Radliński zablokowali nadanie tej gazecie nazwy podziemnego biuletynu Feniks, który cieszył się sławą i poważaniem. Tygodnik ruszył bez poparcia Zarządu Regionu. Na dodatek jego redagowanie sabotowała Grażyna Pytlak, redaktor Solidarności Gorzowskiej 1980-1981, a Wojciech Szczepanowski, redaktor Feniksa, odmówił z nim współpracy. Tydzień upadł po roku, a biuletyn Feniks przetrwał niewiele dłużej – dziś nie ukazuje się od dawna.

Więcej mówi niż wyjaśnia sprawa rozliczenia pieniędzy pozostałych po podziemnej Regionalnej Komisji Wykonawczej. Wiosną 1990 r. Żytkowski zebrał członków RKW i oświadczył, że pozostało ponad 6 000$. Zaproponował utworzenie Fundacji dla Solidarności i przekazanie jej tych środków. Jednakże w wrześniu tego roku okazało się, że znalazł on [sic!] jeszcze 5000$ i udzielił z nich pożyczek: 2300$ Zdzisławowi Wiernickiemu (członek RKW) i 2700$ księdzu Witoldowi Andrzejewskiemu. Znamienne jest także ogłoszenie przez Żytkowskiego w 2006 r., że ekipa Jaruzelskiego „kierowała się interesem Polski” likwidując NSZZ Solidarność. Po tym oświadczeniu można było oczekiwać, że złoży samokrytykę za czynne przeciwstawianie się juncie, która jako – według Sądu Okręgowego w Warszawie – „tajna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym” stan wojenny „nielegalnie wprowadziła”. Nie pokajał się jednak, ale dał wyraz swoim niepokojom wywoływanym przez krytyczne wypowiedzi innych o stanie wojennym i okrągłym stole, gdyż przebija w nich „poczucie goryczy, niespełnienia, jeżeli nawet nie przegranej”.

Degrengoladę Solidarności dopełnia wydarzenie najświeższej daty, z marca 2014 r. Oto gorzowskie solidaruchy zawiązały z komuchami Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Gorzowskiej, w celu wystawienia wspólnego kandydata na prezydenta miasta w osobie Ireneusza Madeja, członka PiS. Gorzowskie wróble ćwierkają, że za sztamą solidaruchów z komuchami stoi Kazimierz Marcinkiewicz, który jak wiadomo nie tylko wysługiwał się obcemu kapitałowi (Goldman Sachs), ale nawet „myśli państwowo”, odkąd zapisał się do Instytutu Myśli Państwowej Romana Giertycha. Były premier ma doświadczenie w kombinacjach z czerwonymi. W 1998 r. promował, jako szef ZCHN, zawarcie w Radzie Miasta porozumienia Akcji Wyborczej Solidarność z SLD. Bezpośrednim jego skutkiem było wywalenie pyszałkowatego Macieja Henryka Woźniaka z Unii Wolności z fotela prezydenta Gorzowa. Jednak ten numer umożliwił SLD nieprzerwaną do dzisiaj okupację Gorzowa przez układ zamknięty, którego zwornikiem i symbolem jest – ciągle bez wyroku – Tadeusz Jędrzejczak. Wracając do Stowarzyszenia, to jego powstanie ujawniło zblatowanie się byłych opozycjonistów Zenona Michałowskiego i Marka Rusakiewicza ze zmurszałymi komuchami, z samych szczytów władzy PRL w Gorzowie, tzn. ze Stanisławem Nowakiem, byłym wojewodą gorzowskim i Edwardem Korbanem, sekretarzem propagandy KW PZPR. Już po tym wydarzeniu Rusakiewicz całkiem serio tłumaczył, że jest razem z dawnymi przeciwnikami, aby wspólnie z nimi reperować gorzowskie chodniki. Jakby tego było mało, to księdzu prałatowi Witoldowi Andrzejewskiemu (honorowy członek NSZZ Solidarność) także spodobało się publicznie bratać z czerwonymi etatowymi prześladowcami Polski i Kościoła. Jest on nie tylko członkiem tego Stowarzyszenia, ale i występuje w roli jego ojca duchowego, cokolwiek miałoby to znaczyć. W ten sposób udzielił on niebywałej lekcji normalnym gorzowianom. Jej sens pomaga zrozumieć cenna uwagą księdza dobrodzieja Bronisława Bozowskiego, że „nie ma przypadków, są tylko znaki”. Na marginesie warto przypomnieć równie niezrozumiały postępek innego działacza Solidarności Ryszarda Sawickiego. Był on pierwszym przewodniczącym Rady Miasta Gorzowa po okrągłym stole i zasłynął sprzeciwem wobec umieszczenia krzyża w sali obrad. Z kolei zasłużona T. Klimek bardzo negatywnie oceniła upublicznienie w grudniu 2006 r. listy gorzowskich esbeków. Uznała, że aż na takie napiętnowanie (!?) to oni nie zasługują. Zasugerowała nawet, że autor tej listy, Sławomir Wieczorek, układając i publikując ją nawiązał do „najgorszych instynktów na pograniczu zemsty i mściwości”.

Biorąc to wszystko pod uwagę, czy wypada się dziwić, że odwołujący się do etosu Solidarności Ireneusz Madej, ubiegając się o urząd prezydenta Gorzowa, deklaruje, że potrafi współpracować z różnymi osobami, czyli z każdym? Jasne, że nie wypada, choćby z uwagi na to, że prałat od wielu lat akceptuje i zaleca współpracę z czerwonymi. W 2005 r. nakłonił on przewodniczącego Solidarności Romana Rutkowskiego, aby zaprosił na uroczystość z okazji 25-lecia Solidarności gorzowskich komuchów, z Tadeuszem Jędrzejczakiem na czele. I Madej, i ks. Andrzejewski nie zdają sobie sprawy, że kto kolaboruje z każdym, czyli także z byle kim, wpadnie prędzej czy później w złe towarzystwo. Kto idzie tą drogą, to zbisurmani się w najlepszym razie.

Są znaki na niebie i ziemi, że część vipów gorzowskiej opozycji solidarnościowej, która wcześniej stała po naszej, czyli właściwej, stronie przeszła do onych. Uczyniła to w sposób spektakularny i w momencie, gdy podział my – oni został odtworzony boleśnie i z całą mocą. Dzisiaj, za drugiej komuny, jest tak samo dojmujący jak za pierwszej, w czasach PRL-u.

Rys. Tadeusz Krotos

(Artykuł ten został opublikowany w gazecie Stowarzyszenia Narodowy Gorzów „Jedynie prawda jest ciekawa”, Gorzów Wlkp., kwiecień 2014 r.)

P.S. Zamieszczone w powyższej publikacji fakty są prawdziwe. Moi dawni koledzy z podziemia nie zarzucili mi ani kłamstwa, ani przeinaczenia np. z powodu mojej złej pamięci. Skorzystali z prawa do zignorowania treści i wymowy tego artykułu. Jedynie red. Roman Błaszczak był uprzejmy zapytać mnie (oddelegowano go do wykonania zadania?): „po chusteczkę pan sra we własne gniazdo?” - więcej http://www.tvgorzow.pl/fabryczna19/2014/052601fabryczna.html

Discussion

2 Responses to “Skandal i kompromitacja”

  1. Jak ktos sledzi wydarzenia od 1981 roku to wie ,ze taka jest prawda.
    Poklepuja sie, przytakuja sobie i w taki sposob usiluja zmieniac rzeczywistosc.

    Posted by Maria | 29 maja 2014, 23:03
  2. Coz solidarnosc to banda idiotów przynajmiej ta Gorzowska ,w czasie komuny byłem muzykiem grałem w Sezamie nalepszy lokal w Gorzowie z danzingami.Kazdego dnia pełna sala ludzie sie bawili pili zamawiali piosenki itd.Az pewnego dnia solidaruchy wymysliły wolna sobote???
    dla wszystkich !!!nikt nas muzyków nie pytał czy chcemy miec wolne !A przy okazji stolik nr 2 byl dla SB i wszyscy solidarnosciowcy wspolpracowali z SB ,niestety mi nikt nie proponował wspolpracy a szkoda chetnie bym przylal komus palą czy napisal donos

    Posted by Rychu | 27 lutego 2015, 20:01

Post a Comment