//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

SZPITAL W GORZOWIE – SIEKIERA DO PNIA PRZYŁOŻONA

Bardzo wiele wskazuje na to, że gorzowianie pozostaną bez szpitala. Na gruzach obecnego bankruta z czasem powstanie zapewne inna lecznica, ale lata upłyną nim będzie ona zdolna świadczyć tak szeroki wachlarz usług, jak to jest obecnie. Do tego czasu gorzowianie będą zmuszeni szukać ratunku i leczyć się w Zielonej Górze, Szczecinie czy Poznaniu. Tych, których nie będzie na to stać czekają kolejki i narażanie się na podłą jakość usług medycznych.

Zadłużony, zdezorganizowany, zdemoralizowany

Oficjalnie podaje się, że szpital ma ok. 260 mln zł długu. Nieoficjalnie mówi się, że to już blisko 300 mln zł, jeśli m.in. uwzględnić zasądzone koszty w licznych przegranych procesach o zapłatę. Co miesiąc wytwarza on nowy dług w wysokości ok. 1 mln zł. Takie wiadomości można znaleźć w mediach. Niestety jesteśmy skazani na przyjmowanie na wiarę informacji dyrekcji o stanie finansów. Nawet Przewodnicząca Społecznej Rady Szpitala Danuta Łastowska czuje się niedoinformowana i stwierdza -„Nie znam natomiast dokładnych miesięcznych wydatków”. Od lat firma tonie i gnije. Nielicznym przysparza wysokich dochodów, a średniemu i pomocniczemu personelowi oferuje marne pensje i strach przed zwolnieniem. Zmieniające się kierownictwo, co rusz nowe plany uzdrowienia lecznicy powodują dezorganizację. Kolejki, opryskliwe traktowanie pacjentów, uzależnianie jakości usług od dodatkowych opłat, to tylko niektóre objawy postępującej demoralizacji.

Śmiertelne zagrożenie

Żywotne interesy lubuskiej biurokracji są śmiertelnie zagrożone, bowiem zadłużony szpital może stać się gwoździem do trumny województwa lubuskiego. Nie ma takiej możliwości, żeby dług gorzowskiego szpitala został kiedykolwiek spłacony przez samorząd. Gdyby chcieć go spłacić jednorazowo, to trzeba by przeznaczyć ok. 65% środków zaplanowanych na wydatki w 2012 r. Sprawa jest zatem bardzo poważna dla … obrony wesołych, ale bardzo dobrze płatnych, posad marszałków, radnych wojewódzkich i setek czynowników zatrudnionych w urzędzie marszałkowskim. Jednak to przede wszystkim ustawa o działalności leczniczej z 2011 r. zmusiła ich do działania. Dlatego wprowadzają właśnie w życie plan przekształcenia publicznej placówki w spółkę z o.o. Według Przewodniczącej Danuty Łastowskiej marszałek Polak ogłosiła konkurs na dyrektora dopiero w marcu br., gdyż czekała na wejście w życie nowych przepisów, wedle których w skład komisji konkursowej nie wchodzą przedstawiciele związków zawodowych. Gdy przewaga gorzowian w komisji została wykluczona, na jej czele stanęła sama marszałek, wspomagana przez dwóch urzędników z Południa. Dwoje gorzowian, członków tej komisji, nie miało szans, aby na dyrektorskim stołku posadzić jakiegoś tubylca. Zasiadł więc na nim p. Twardowski z Nowej Soli, którego marszałek wybrała do przeprowadzenia tej operacji.  Podkreślić należy fakt, że zaplanowali ją i wykonują ludzie z Zielonej Góry, którzy nie czują na plecach oddechu gorzowskiego wyborcy.  Jak ją schrzanią, to nie dosięgnie ich jego gniew, gdyż schronią się na kartkach wyborczych na południu województwa.

Siekiera do pnia przyłożona

Zgodnie z wymienioną ustawą zarząd województwa musi albo zlikwidować bankruta, albo przekształcić go w spółkę, najpóźniej do 31.12.2013 r. Likwidacja nie wchodzi w grę, bo pociągnęłaby za sobą bankructwo samorządu wojewódzkiego, który musiałby przejąć zobowiązania zlikwidowanego szpitala. Trudno się więc dziwić, że wybrano komercjalizację. Dla zielonogórskiego „marszałkowa” to najlepsze rozwiązanie, gdyż będzie musiało wziąć na siebie tylko część zadłużenia.  Z tej przyczyny szpital będzie spółką, jak amen w pacierzu. Wielu nie chce zaakceptować tego rozwiązania. Np. Zenon Fabianowicz, członek Rady Społecznej Szpitala, postuluje: „ ustawowo państwo powinno przejąć np. starsze niż 5 lat długi szpitali”. Takiej ustawy jednak nie ma. Na pomoc państwa również  wskazuje marszałek Polak i dyrektor Twardowski. Rozpowszechniają oni, że komercjalizacja oddłuży szpital, bo zostaną umorzone jego zobowiązania publicznoprawne, a utworzona spółka otrzyma od rządu dotację celową. To są oczywiście bzdury mające usprawiedliwić zaordynowaną Gorzowowi niebezpieczną operację.  

„Cały pogrzeb na nic”

Zarząd województwa nie ma prawa twierdzić, że umorzenie i dotacja na pewno staną się ciałem. Warszawa deklaruje, że może na oddłużanie przekształconych szpitali przeznaczyć co najwyżej 1,4 mld zł, przy łącznym zadłużeniu szpitali w kraju przekraczającym 10 mld zł. O pomoc można się ubiegać wyłącznie wtedy, gdy do 31 grudnia 2013 r. szpital – spółka z o.o. zostanie wpisany do rejestru sądowego. (Przy okazji rodzi się ciekawe pytanie: czy niezawisły sąd wpisze do rejestru spółkę, która jest bankrutem w momencie utworzenia?) Dopiero po tym fakcie wolno złożyć wnioski o pomoc. Nawet jak już będzie spółka i zostaną zachowane wszystkie terminy, to w międzyczasie mogą się wyczerpią środki przewidziane na ten cel. Okaże się wtedy, że „cały pogrzeb” gorzowskiego szpitala „na nic”. Oddłużenie przez budżet państwa należy do kategorii rzeczy przyszłych niepewnych. Pewne natomiast jest to, że przekształcony w spółkę szpital będzie mógł, a nawet będzie musiał ogłosić upadłość. Z chwilą wpisania lecznicy do rejestru spółek prawa handlowego, jej zarząd musi wystąpić do sądu z wnioskiem o upadłość w momencie, gdy jej zobowiązania przekroczą wartość majątku. Nowo powstała spółka będzie więc w następującej sytuacji: przejmie większość długów starego szpitala, odziedziczy kontrakt z NFZ, działalność będzie prowadziła w wydzierżawionych od samorządu budynkach. Nawet jeśli nie będzie przynosiła bieżących strat, to nie spłaci starych długów, bo i z czego. Konieczna stanie się likwidacja upadłościowa, która dług unicestwi, a wierzycieli odprawi z kwitkiem. Wolno przypuszczać, że to jest głównym celem operacji pod kryptonimem „komercjalizacja”.

Wesołe posady zostaną obronione

Jeśli wypełni się nakreślony wyżej scenariusz, to jedynym wygranym będzie „marszałkowo”, które może się w ten sposób pozbyć lwiej części wielkiego zadłużenia. Liczy one na to, że w rezultacie uda się zachować wesołe i ciepłe posadki w obronionym województwie lubuskim.

Zapyta ktoś, a gdzie w tym wszystkim dobro pacjentów, którym politycy różnych opcji wycierają sobie gęby? Wychodzi na to, że chorzy muszą zaakceptować, iż dla nich dobre jest to, co jest dobre dla polityków i urzędników. Jeśli gorzowscy pacjenci i personel szpitala z tym się nie pogodzą i nadal będą się burzyć, to może się zdarzyć, że jakiś kolejny arogancki czynownik z Zielonej Góry wygarnie im prosto z mostu kolejne „prawdy”. A to mianowicie, że tzw. bezpłatna służba zdrowia miałaby się znacznie lepiej, gdyby nie ci marudni pacjenci i wiecznie narzekające pielęgniarki, że przeciwdziałanie komercjalizacji nosi znamiona sabotowania nieubłaganego postępu, że nie należy rzucać władzy kłód pod nogi, gdy ona ciężko pracuje nad przychylaniem nieba ludziom. W rzeczy samej owo przychylanie, szczególnie w wykonaniu marszałek Polak et consortes, to wszystko co ma najlepszego władza samorządowa dla Gorzowa.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment