//
czytasz właśnie...

Pod fasadą

Ryszard Miechowicz: Antyjanosik – czyli jak złupić biednego i dać bogatemu

  • Janosika wszyscy znamy – zabierał bogatym i rozdawał biednym. Teoretycznie socjalizm ma działać tak samo. A jak jest w praktyce? Zobaczmy na paru przykładach.

Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych.  No piękna zdobycz ludzia pracującego: dzięki ZFŚS może wyjechać na wczasy, wysłać dziecko na kolonie, pójść do teatru. Żyć i nie umierać.

Ile wynosi odpis na ZFŚS? Ustala się go na każdy rok osobno. Najpierw jest określana podstawa do wyliczenia odpisu: na rok 2014 jest to 2914 zł 14 gr. Od tej podstawy jest odprowadzana kwota 37,5% na każdego pracownika, a na pracownika zatrudnionego w warunkach szczególnych – 50%.  Są jeszcze jakieś kwoty odprowadzane od pracowników młodocianych i emerytów, ale to drobiazgi.

Reasumując: na każdego pracownika firma odprowadza od 1000 zł do ok. 1500 zł na fundusz socjalny. Czyli, zamiast płacić pracownikowi, musi te pieniądze przelać na konto ZFŚS, zatrudnić pracowników, którzy te środki dzielą, zarządzają nimi, rozpatrują wnioski itd.

A jak to działa w praktyce? Kto korzysta ze środków zgromadzonych w ZFŚS

Jest grupa ludzi, którzy jeżdżą na wczasy do Hiszpanii, do Włoch, na włoską Rivierę, czy do Grecji. Oczywiście biorą sowite dofinansowania do tych wczasów. Wiadomo, że jadąc na takie wakacje trzeba mieć niezłą kasę: bo co to za wakacje, które spędzimy w całości w hotelu? Więc trzeba mieć pieniądze na wstęp do muzeum, na wizytę (nie jedną), na zakup pamiątek i zakupy tak ogólnie…

Kogo więc stać na takie wczasy? Tego najmniej zarabiającego pracownika? Z doświadczeń z mojej firmy wynika, że ZFŚS funduje letni wypoczynek dyrektorowi, jego zastępcom, kierownikom działów. A więc ludziom najlepiej w firmie zarabiającym. Ludzie z brygad na wczasy nie jeżdżą – ich na to nie stać. A firma, zamiast im zapłacić 1000 zł rocznie więcej (lub 1500), odkłada te pieniądze na fundusz socjalny, aby fundować wczasy najlepiej uposażonym.

Innym świadczeniem ZFŚS są pożyczki na budowę domu. Zasada ta sama: domów nie budują pracownicy zarabiający w firmie najmniej.

A teraz przykład z innego podwórka: gmina.

Wyobraźmy sobie jakieś duże miasto. Jest unijna pomoc, można pobudować jakiś pomnik aktualnej władzy. Na przykład aquapark. Unia da 50%, na resztę się weźmie kredyt, we wniosku napisze, że to dla społeczeństwa, że mieszkańcy będą mogli korzystać. Potem się buduje – koszty olbrzymie. Potem dochodzą koszty utrzymania i eksploatacji – i co, gmina ma za to płacić? Niech zarabia na siebie – i ustalamy wysokie ceny biletów.

Efekt? Społeczeństwa nie stać na bilety. Na basen chodzi elita finansowa. Społeczeństwo sfinansowało im atrakcję, mogą swobodnie i komfortowo z niej korzystać.

Basen został sfinansowany z budżetu gminy. A na budżet gminy składają się wszyscy mieszkańcy: płacą podatki od gruntów, nieruchomości. Wszyscy: biedni i bogaci. Biedniejszych jest więcej, wobec tego płacą więcej. Można powiedzieć, że biedniejsi mieszkańcy gminy zafundowali tym bogatszym basen.

Kolejny przykład: Podatek dochodowy od osób fizycznych, tak zwany PIT.

Płacący PIT mogą (mogli) sobie odliczyć wydatki na Internet, budowę domu, darowizny, od indywidualnych kont zabezpieczenia społecznego, wydatki na rehabilitację, na pomoc domową… to wszystko dla tych mniej zamożnych, żeby im się lepiej żyło? Biedniejszych stać na Internet, pomoc domową, darowizny, dodatkowe zabezpieczenie emerytalne, budowę domu itp.? Myślę, że dla osób o mniejszych dochodach korzystniejszym byłaby likwidacja wszystkich ulg – ale wraz z podatkiem PIT.

I tak jest prawie z każdym socjalistycznym pomysłem. Jeżeli wymyślono coś, żeby odbierać wszystkim i wspomagać biedniejszych, efekt końcowy będzie taki, że to biedniejsi będą finansować tych majętniejszych.

Ryszard Miechowicz

Discussion

No comments yet.

Post a Comment