//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Recepta Ostroucha na szczęście mieszkańców

Wojewoda lubuski, z nadania PO, Jerzy Ostrouch był łaskaw nazwać ostatnio samorządowców, czyli prezydentów, burmistrzów, wójtów, „ambasadorami marzeń”.

Red. Bogdan Sadowski zapytał go przytomnie w Radio Gorzów czyich to mianowicie marzeń ambasadorami mają być. Dobrze byłoby to wiedzieć, gdyż w rzeczy samej od marzeń tych notabli dużo zależy, w tym stan środków publicznych, którymi zarządzają. Jeśli np. jakiemuś prezydentowi zamarzy się 1 milion zł na drobne wydatki, to w taki sposób wybuduje drogę, że przedsiębiorcy z kontraktów odpalą mu 800 000 zł, a brakujące 200 000 zł dobierze sobie z sadzonek. Niestety nie było odpowiedzi na wyżej wymienione wnikliwe pytanie. Skazani zatem jesteśmy na domysły, spekulacje i błądzenie po manowcach teorii spiskowych.  Czy samorządowiec na etacie ma być rzecznikiem tylko swoich własnych interesów, czy jego marzenia powinny też obejmować pragnienia lokalnych grup trzymających władzę? A może burmistrz czy wójt powinni być przepełnieni po czubki głów marzeniami wszystkich mieszkańców razem wziętych?

Obawiam się, że wojewoda lubuski, odmawiając dookreślenia „podmiotu marzeń”, może nolens volens wyrządzić krzywdę lubuskim wspólnotom miast i wsi, gdyż pozbawieni światłych jego wskazówek samorządowcy zaczną eksperymentować z realizacją pragnień na własną rękę. W rezultacie w pierwszej kolejności będą zaspakajać marzenia swoich rodzin i układów zamkniętych, do których należą. Jednak Ostrouch absolutnie się tego nie obawia i twardo stoi na stanowisku, że nieważne kogo i jakie będą to marzenia, byleby tylko samorządowcy mieli „odwagę marzyć”, bo prędzej czy później przełoży się to na to, że mieszkańcy będą szczęśliwsi”. Innymi słowy szczęście, pełny spontan i odlot będą  gwarantowanym udziałem ludności, jeśli tylko czynownicy będą mogli do woli oddawać się marzeniom. Gdyby coś takiego powiedział mój dobry kolega, to poradziłbym mu: zmień dilera, nie bierz więcej tego świństwa. A tak to tylko, jako pointę, przytoczę inne trzeźwe pytanie red. Sadowskiego: „Subwencje są coraz mniejsze, to jak tu być ambasadorami marzeń”. Choć z drugiej strony marzenia dużych i małych reprezentantów władzy nadają życia hasłu By żyło się lepiej. Im.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment