//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Rafał Zapadka, Zadawanie głupich pytań w kampanii wyborczej w 1988 r.

Dokładnie 30 lat temu, w 1988 r., pierwszy raz w życiu wziąłem czynny udział w wyborach do samorządu. Ostatnie w PRL wybory do rad narodowych odbyły się 19 czerwca 1988 r. Junta Jaruzelskiego, z PRON na fasadzie, wystrugała na kandydatów dziesiątki tysięcy Szmaciaków i przy głuchym milczeniu społeczeństwa odegrała lipną kampanię wyborczą. Należałem wtedy do podziemnej opozycji i wraz z kilkoma innymi „podziemniakami” chodziliśmy w Gorzowie na zebrania przedwyborcze, aby zadawać czynownikom „głupie” pytanie i obserwować ich reakcje. Za stołami prezydialnymi kilka sztuk czerwonej nierogacizny, a poza tym pustki. I w takich okolicznościach 15 czerwca 1988 r. odczytałem poniższy teksy a następnie rozdałem obecnym w sali „przemysłówki” (dzisiaj kaplica Katedry Gorzowskiej).

 

PRO MEMORIA 1988

Władza często mówi do opozycji – na ulicach nie będziemy z wami dyskutować. Przyszliśmy więc na zebranie organizowane przez władzę. Występujemy na nich jako wyborcy, którzy krytycznie oceniają dotychczasowe rządy w mieście, województwie i kraju. Deklarujemy uczciwie, że w wyborach udziału nie weźmiemy, a mimo to jesteśmy aktywnymi wyborcami, nieomal jedynymi w mieście, którzy usiłują nakłonić przyszłych radnych, jeśli już nie do przedstawienia rzetelnych programów, to choćby do głębokiej refleksji nad wspólnym dobrem.

Niestety odnosimy wrażenie, że obecność członków Rady Regionu NSZZ „Solidarność” w Gorzowie Wlkp. na przedwyborczych spotkaniach jest ponad siły i chęci władz i jej funkcjonariuszy. Jest także niemiła kandydatom. Zamiast dialogu i zwyczajnej ludzkiej rozmowy spotykamy się z arogancją organizatorów tych zebrań, obojętnością kandydatów, a nawet słowną agresją jednych i drugich.

Ponieważ organizatorem kampanii przedwyborczej jest Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego, to na niego w pierwszym rzędzie spada odpowiedzialność za zrywanie zebrań przedwyborczych. W kilku przypadkach prowadzący zebranie, przedstawiciel RM PRON, przedstawił kandydatom pod głosowanie alternatywę: zgadzacie się czy też nie zgadzacie się, aby wyborcy – ludzie „Solidarności” nadal zadawali wam pytania? Jak się można było tego spodziewać przyszli radni odbierali głos wyborcom i w ten sposób zamykali zebranie. W bezpardonowy sposób zwalczali obecność naszą p. Marek Golemski i przewodniczący Rady Miejskiej PRON p. Edward Urbański.

Ciekawi nas jak przewodniczącemu E. Urbańskiemu udaje się pogodzić propagowanie idei dialogu i porozumienia narodowego z antydemokratycznym sposobem prowadzenia zebrań przedwyborczych (bez podania przyczyny zamknął raptownie, w trakcie dyskusji, zebranie 14.06. w ZDK „Chemik”)? Z przykrością przychodzi nam stwierdzić, że jesteśmy głęboko rozczarowani przedwyborczymi praktykami gorzowskiego PRON-u. Nie mają one zbyt wiele wspólnego z kulturą współżycia społecznego i politycznym rozsądkiem.

Prawdopodobnie nasze aktywne uczestnictwo w spotkaniach przedwyborczych, poza zmąceniem samozadowolenia władzy lokalnej, jest wykroczeniem przeciwko swoistej konwencji obowiązującej w oficjalnym życiu publicznym. Pytamy bowiem kandydatów na radnych o ich program, o powody, które sprawiły, że najpierw zostali kandydatami na kandydatów, a potem już pełnymi kandydatami, o stosunek do różnych ważnych kwestii ekonomicznych i politycznych. Najczęściej można było usłyszeć niekończącą się listę usterek, narzekań i spraw na tyle drobnych, że w dobrze funkcjonującym państwie rozwiązuje je bezzwłocznie urzędnik najniższej kategorii bądź stowarzyszenie wolnych obywateli. I tylko wymowne spojrzenia kandydatów zdawały się nas pytać: o co wam właściwie chodzi?, dlaczego zadajecie nam głupie pytania?, po co udajecie naiwnych, którzy nie mają rozeznania w regułach „socjalistycznej demokracji”?, czemuż nas pytacie o programy, o sposoby ustalania list kandydatów?, przecież jak jest, wszyscy wiemy, to publiczna tajemnica, czy nie wiadomo wam w jakim kraju żyjecie?

Tak, to prawda. Łamiemy i odrzucamy taką konwencję, bo jest ona objawem zakłamania życia publicznego i oficjalnych instytucji. Polska jest u progu kataklizmu, więc powoływanie do życia fasadowych instytucji opartych na kłamstwie i wygodnickiej konwencji jest ciosem w nadzieje na zmiany na lepsze. Ani nasze pytania, ani nasze oceny nie są demagogią. Demagogia to bowiem głoszenie nierealnych obietnic i pochlebstw w celu np. pozyskania wyborców. Kto naszą aktywność przedwyborczą określa mianem demagogii ten, poza złą wolą i polityczną wyobraźnią zaludnioną „zaplutymi karłami reakcji”, odznacza się ignorancją w dziedzinie słownika wyrazów obcych.

Uczestnictwo w zebraniach przedwyborczych dało nam niepowtarzalną okazję, by zorientować się czy już słowa władzy o dialogu i porozumieniu pokrywają się z jej czynami w tej mierze. Zorientowaliśmy się, że do tego jeszcze daleko. Z drugiej strony zorientowaliśmy się, że część kandydatów na radnych ze zrozumieniem, a nawet sympatią, przyjęła naszą obecność i nasze wystąpienia w dyskusji. Można założyć, że gdyby nie nadzór i ingerencja osób zza stołów prezydialnych, to pomiędzy członkami Rady Regionu a przyszłymi radnymi wywiązałaby się wcale rzeczowa i konstruktywna rozmowa. Mamy nadzieję, że do tego jeszcze dojdzie.

Brak zainteresowania społecznego tymi wyborami nie powinien nikogo zaskakiwać, a przyczyn tego stanu rzeczy trzeba szukać w: 1. niedemokratycznych i niezgodnych z Konstytucją PRL rozstrzygnięciach ordynacji wyborczej, która i na wyborcach, i na kandydatach wymusza bierność, 2. braku programu władz, który zapewniałby zatrzymanie i następnie odwrócenie procesów rozkładu Polski. W 81 r., na początku tzw. I etapu reformy, byliśmy winni Zachodowi 20 mld dol. Dzisiaj, po 7-iu latach reformy, jesteśmy już winni 40 mld dolarów. Reformy w wykonaniu władz kosztują społeczeństwo zbyt wiele.

Ktokolwiek zasiądzie w przyszłych radach musi sobie zdawać sprawę z tego, że będzie bardziej petentem władzy niż gospodarzem mającym wpływ na decyzje. Kto za plecami nie czuje autentycznego poparcia społecznego, ten nie obroni swojej niezależności i rzetelności w zetknięciu z dobrze zorganizowaną nomenklaturą. Pozycję kandydatów osłabia także i to, że zgodzili się konkurować o mandaty bez jednoznacznego programu wyborczego. Twierdzenie, że program taki powstanie po wyborach, na pierwszym posiedzeniu rady jest co najmniej nieuczciwe, gdyż wtedy to będzie program pracy nowej rady, a nie program wyborczy. W tym stanie rzeczy jest całkiem oczywiste, że program ten napiszą urzędnicy, tym bardziej, że musi on być w zgodzie z uchwalonym już dawno programem 5-letnim 1986 – 1990. Czy w tej sytuacji nowe rady narodowe mogą nie być instytucjami fasadowymi?

Rafał Zapadka

Discussion

One Response to “Rafał Zapadka, Zadawanie głupich pytań w kampanii wyborczej w 1988 r.”

  1. dajsobieSiaNa https://i.imgur.com/qDlq1HR.gifv :)

    Posted by antropometriastosowana | 3 lipca 2018, 00:53

Post a Comment