//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Mateusz Muchel: Pseudokibice pasożytem prawicy

Za każdym razem, gdy autor poniższej wypowiedzi będzie używał
sformułowań: „kibole”, „pseudokibice” należy przez to rozumieć bandę bezideowych
rzezimieszków łaknących rzucenia się w wir zadym i walki, dla zaspokojenie własnych
chuligańskich pożądań, nie zaś ludzi cieszących się swoją kibicowską pasją, godnie
połączoną ze szczytnym propagowaniem patriotyzmu i kultywowaniem martyrologii narodu
polskiego. Szalenie istotnym jest, by unikać krzywdzącego generalizowania i upraszczania
istoty problemu pseudokibiców, których pod żadnym pozorem nie należy łączyć z kibicami,
ludźmi honoru i miłości do ojczyzny, konstruktywnie krytykujących obecne władze, w
poczuciu odpowiedzialności za losy kraju. Największą tragedią owych patriotów- jak i całej
prawicy- jest fakt, iż granica pomiędzy nimi, a hołotą podszywającą się pod postacie
patriotów/ narodowców, dla usankcjonowania swoich bandyckich zapędów, jest bardzo
cienka, obecnie wręcz niedostrzegalna, stąd też cały ruch kibicowski stał się w oczach agory
kotłem najohydniejszych niegodziwości i barbarzyństwa, właśnie przez wspomniane
szumowiny. Jest to o tyle niesprawiedliwe i irytujące, że kręgi „kiboli” skrzętnie podczepiły
się pod idee kibicowskich patriotów, powodując swoimi ekscesami zatracenie niesamowicie
pożytecznej i chwalebnej działalności tych wspaniałych obywateli. Czarę goryczy przelewa
fakt, że obecna władza idąc na wojnę ze środowiskami kibiców krytykujących jej arogancje i
nadużycia, dokonuje celowego zakwalifikowania wszystkich kibiców, bez względu na to, jak
wiele robią dla podtrzymania tożsamości narodowej, do jednej kategorii, zawierającej
usprawiedliwienia dla wszelkich nieudolności i porażek rządzących o nazwie : „kibole” . Stąd
też w powszechnej świadomości społecznej kibice to mglista masa oszołomów o iście
ekstremistycznym charakterze. Ten aplikowany opinii społecznej punkt widzenie z pewności
się nie zmieni, jeśli „kibole” wciąż będą broczyć zaszczytny sztandar patriotycznej
działalności kibiców swoim bandyckim błotem, lepkim od anarchistycznych zapędów, zaś
obecna władza nadal wszelkie zło mające miejsce w Polsce przypisywać będzie- blokującej
jej wspaniałe wizje i plany- zaporze niepokornych stadionowych chuliganów,
rozpatrywanych, jako jedna zbita demoniczna całość. Wina takiego stanu rzeczy leży również
po stronie ugrupowań prawicowych. Mimo szeregu istniejących zarzutów pod adresem
polskiej prawicy o naturze organizacyjnej, programowej, retorycznej oddalających możność
poważnego wpłynięcia na bieg zdarzeń politycznych w Polsce pragnę, by ten jeden, szalenie
istotny cierń, reprezentowany przez rzeszę bandyckich pijawek został jasno zdefiniowany,
jako jeden z ważniejszych hamulców, wręcz czynnik miażdżący, obezwładniający i tak wątły
potencjał polskiej prawicy.

Wydarzenia z dnia meczu Polska – Rosja, prócz wysoce korzystnego, niemalże
zwycięskiego remisu, jakkolwiek przewrotnie by to nie brzmiało, zarysowały ponurą
symbolikę słabości polskiej prawicy, wyrażającej się w bezprzykładnej naiwności i
nieprzemyślanych posunięciach o olbrzymim negatywnym ładunku społecznym. Jakkolwiek
kontrowersje wokół przemarszu Rosjan oraz ich rzekomej akcji wymierzonej w polską
martyrologię, z symboliką komunistyczną w roli głównej zostały skrzętnie rozpalone i
podsycane przez szeroko rozumiany mainstream współczesnej demoliberalnej Polski, to
uderzające i przygnębiające zarazem jest bezrefleksyjne zacietrzewienie w demagogicznych
fobiach, monotematycznych żalach pod adresem wszystkiego i wszystkich przejawianych
przez ludzi tzw. prawdziwej prawicy, które ujawniły się po raz kolejny, tym razem w sprawie
marszu rosyjskich kibiców. Podrzucane hasła o marszu kibiców rosyjskich wespół z flagami
sowieckimi z miejsca okazały się być płachtą na byka dla stronnictw narodowych i
niepodległościowych, ale i nie tylko. Zrazu zwietrzyły one niepowtarzalną szansę wytoczenia
dział przeciw demoliberalnej szarańczy oraz komunistycznej nawale, której to ofensywy
podstawą mieli być niezastąpieni w irracjonalnych burdach kibole, zmobilizowani do
bezkompromisowej walki z niezbędnym dla obecnej prawicy wrogiem, którego ta łaknie, jak
powietrza w swej bezproduktywnej i bezowocnej w aspekcie merytorycznym i politycznym
działalności. Postrzeganie rzeczywistości przez pryzmat wszechobecnego spisku i zmowy
lewaków oraz argumentacja usprawiedliwiająca wszelkie nieudolne działania najdalej
posuniętej prawicy nagonką, kompromitują ją w oczach społeczeństwa sukcesywnie od
dłuższego czasu, jak i marginalizują owe ugrupowania.. Daliśmy się wszyscy poniekąd
oszukać wieszcząc olbrzymią hańbiącą paradę komunistyczną na ulicach polskiej stolicy,
jednakże pewne kręgi osób wprost owładnęło opętanie wizją ideologicznej walki wbrew
murowi kosmopolitów i zdrajców oraz neokom unistów, chcących w spokoju i przy odrobinie
racjonalizmu napawać się sportowym świętem. Była to perspektywa nastręczająca tym
większych namiętności, iż szturmem przywarli do owej możliwości zamanifestowania
swojego elitarnego patriotyzmu pseudokibice i to Ci najniższego pokroju intelektualnego.
Tym samym z góry było jasne, że obraz rozwścieczonych w ferworze „faszystowskich” żądz
kiboli zdominuje przekazy o próbie przeciwstawienia się, wówczas szeroko jeszcze
zapowiadanej wrogiej manifestacji rosyjskiej nawiązującej do komunistycznej symboliki, bez
względu na to jaki przebieg miałby ten incydent. Rzecz jasna środowiska tzw. prawdziwej
prawicy nie tylko nie odżegnały się od nakręcania spirali nienawiści, gromadzenia agresji i
antypatii narodowościowych, ale wręcz zagrzewały do obrony godności Polaków i dumy z
polskiej historii w sposób stricte transparentny, tak jakby po całej stolicy rozwieszono plakaty
z informacją o manifestacji flag ZSRR. Przy tak mglistym rozwoju sytuacji, czy też
wynikających z logiki i znajomości realiów polskiego życia polityczno-społecznego
przejawów prowokacji, mającej skompromitować kiboli i popierającą ją część prawicy,
nieodpowiedzialnym wydaje się tak zdecydowane i emocjonalne kreowanie przyszłej
rozprawy z „czerwoną hołotą”, jak i destrukcyjne, uparte podtrzymywanie marginalizacji
prawicy nędznym sojuszem z pseudokibicami. Cześć środowisk prawicowych dopuszczając
się owych działań przyczyniło się do rozrostu rusofobicznej furii, a w następstwie do
wyrzucenia pomyj pretensji oraz żalów- zdegustowanego marną bufonadą kiboli- narodu na
wszelkie kręgi polityczne na prawo od Platformy. Tym samym utrwalono rozdmuchiwane
przez władzę przekonanie o prawicowym rodowodzie pseudokibiców i ich ideologicznym,
jak i mentalnym oparciu w tychże ugrupowaniach. Społeczeństwo nakarmione medialnymi
zakalcami o prawicowych oszołomach, zakłócających największą imprezę w historii Polski
pogłębiło swa niechęć do środowisk prawicowych, czy też narodowych,
niepodległościowych, obwiniając je- w ślad za rządzącymi i mediami- o szerzenie etosu
nacjonalistycznego, agresywnego, ksenofobicznego zadymiarza, posługującego się w swej
żałosnej retoryce sloganami rodem z języka niektórych prawicowych polityków. Wszystko to
odbywa się przy niebywałej korzyści establishmentu obecnej Polski, wietrzącego zagrożenie
ze strony krytykujących go kibiców, gdyż uproszczoną całość, ubraną w neofaszystowski
kubraczek, chętnie sugerowany przez demoliberalne media zarysowuje, jako przeklętą siłę
zaprzepaszczającą rozwój kraju i inicjatywy władzy. Przy okazji rządzący pozbywają się
problematycznych dlań działań prawicy, stawiając ją nad kibolami, jako inspirującą ich siłę,
bez większego zaangażowania bombardując ją społecznym potokiem niechęci i oskarżeń. Co
gorsza wiele osób z kręgów o których wspominam posuwa się do usprawiedliwiania
chuliganów znanymi frazesami rodem z thrillera politycznego, o mocnym spiskowym
zabarwieni, co również staje się w oczach społeczeństwa przejawem daleko posuniętej
frustracji politycznej. Kibole pokroju tych z 12 czerwca, winni być poddani
natychmiastowemu ostracyzmowi, w pierwszej kolejności przez ludzi prawicy, bo to oni
najwięcej tracą w wydźwięku społecznym przez ową zbieraninę oprychów. Stało by się to
środkiem do oddzielenia- w świadomości polityków i opinii publicznej- prawdziwych
kibiców- patriotów, od prostackich uzurpatorów prawicowych idei, wykorzystujących je
haniebnie do swej wyimaginowanej walki o wolność słowa. Zważywszy na powyższe
konkluzje , jak i fakt, jak wiele tracą środowiska prawicowe przez kiboli, którzy zatracają ich
społeczny poziom szacunku i autorytetu, należy dosadnie powiedzieć, iż pseudokibice
stanowią dziś kręgi pasożytnicze wobec prawicowego łona. Dalsze trwanie w tym
niszczącym konglomeracie kiboli ze środowiskami prawicowymi spowoduje, iż nasze
postulaty, wybitni ludzie prawicy oraz pokaźne rzesze ludzi utożsamiających się z polską
prawicą, dalej pozostawać będą na utopijnej wyspie o nazwie „gdyby nie wszechobecny
spisek i państwo policyjne, bylibyśmy przy władzy”.

Społeczna destrukcja „kiboli” rozbija się o absurdalność patriotyzmu przezeń
prezentowanego, który wraz z dumnymi, wzniosłymi hasłami i narodowymi frazesami
opiera się na rozbijaniu szyb, demolowaniu polskich miast, które to naprawy wszak
wymagają uszczuplenia budżetu kraju. Problem z patriotyzmem kibiców polega na wąskim
postrzeganiu przez nich jego istoty, a właściwie jego niezrozumieniu, co jest zasługą
pewnych kręgów prawicowych, chcących na tym stanie rzeczy zbudować własne stronnictwo
polityczne, przy okazji pełniące niejako rolę bojówek (?). Otóż chuligani Ci, bądź to nie
interesują się kwestiami narodowymi, chcąc jedynie pod ich płaszczykiem emanować
nienawiścią i agresją, bądź to przesiąknięci wzniosłymi, na wskroś romantycznymi hasłami
zapominają o pozytywistycznym wymiarze patriotyzmu, burząc porządek społeczny w iście
bezceremonialny sposób, pomijając wszelkiej maści normy prawne i moralne. Czy zatem
gardzenie prawem, porządkiem jest wymiarem ich patriotyzmu? Niestety lwa część kiboli
błądzi w abstrakcji frazesów podsycanych przez różne prawicowe ugrupowania, chcących
kurczowo powiększyć swoje kręgi poparcia roztaczając mit zatwardziałego spisku i potrzebie
walki z rzeszą różnorakich wrogów. Momenty furii i skandowania monotematycznych,
nudnych, niemalże zaprogramowanych, ograniczonych w swej rozciągłości przekazu haseł
w stylu: „Raz sierpem raz młotem w czerwoną hołotę” są inspirowane przez ugrupowania
prawicowe w przeświadczeniu, że zapoczątkuje to swego rodzaju ideologiczną krucjatę,
którego trzonem będą butni „kibole” Wędrówka tym szlakiem demagogii nieuchronnie
zaprowadzi te kręgi na wspomnianą wyspę, na której polska prawica zdążyła się już nieco
zasiedzieć, nota bene nic nie wskazuje, by mogła to miejsce opuścić. Jeśli tak ma wyglądać
wizja polskiego patriotyzmu. Jeśli prawica w Polsce ma definiować przywiązanie do ojczyzny
zaangażowaniem w uliczne burdy i rzekomo insurekcyjne przedsięwzięcia ksenofobiczne, nie
mające nic wspólnego z ideami narodowymi, to w ślad za prof. Adamek Wielomskim proszę
o wykreślenie mnie z grona „prawdziwych polskich patriotów”. Mimo wszystko wierzę,
iż polska prawica odetnie się od zadymiarzy, ciągnących ją na dno i pocznie promować
kibiców szerzących wielkość naszej historii w swej kibicowskiej pasji. Zrozumiało to Prawo
i Sprawiedliwość, które bez względu na wątpliwą prawicowość tego ugrupowania zwłaszcza
w wymiarze programu gospodarczego, odeszło od ręczenia za „ulicznych patriotów”, czego
najlepszym przykładem jest rozsądna neutralność i szalenie korzystna polityczna cisza 12
czerwca. Apeluje ponadto do wspaniałych kibiców, którzy stanowią na stadionach przykład
ambasadorów polskiego patriotyzmu, zasługując się akcjami pokroju wzniecania legendy
żołnierzy wyklętych itp.: napiętnujcie tych butnych rzezimieszków, społecznych szkodników,
burzycieli dorobku polskich kibiców w sferze narodowej, którzy przysłaniają poświatę
waszego patriotycznego dorobku swymi ciemnymi, żałosnymi w swej bandyckiej formie
rzekomego patriotyzmu ekscesami, spychając was w boczny nurt, chętnie podkreślany i
kultywowany przez mainstreamowi media i obecnych rządzących.

Mateusz Muchel

Discussion

No comments yet.

Post a Comment