//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Operacja „Podmiana Prezia” bez przerywania snu wyborcom

- Tadziu zużył się nam. Z niego nic już nie będzie. W południe łazi nawalony jak tramwaj. Ludzie to widzą i gadają. Po co nam to? – zagaił Kurcyna. Skwapliwie przytaknął mu Kaczanawski, który gdyby tylko mógł, to by Tadzia utopił w łyżce wody.

Naradę prowadził Gruby Rycho z Warszawy. – Panowie, przestańcie pieprzyć. Skupmy się na najważniejszym. Gorzów jest naszą ostoją, naszą perłą w koronie. Tu lewica była, jest i będzie. Do cholery, raz zdobytej władzy przecież nie oddamy! Pozostali ze zrozumieniem i respektem dla niego pokiwali w zamyśleniu głowami.

- To może – nieśmiało zaczął Kaczanawski – SLD wystawi swojego kandydata na prezydenta, obok Tadzia i jego komitetu. Zaprotestował z impetem Kurcyna – Oczadziałeś, czy co?! Tu będzie Tadziu ze swoimi, a tu nasz komitet z jakimś nowym. I oba komitety z jednego lewicowego pniaka. Bez sensu. Po co ludziom robić mętlik w głowie konkurencją na lewicy?

Zapadło milczenie. Widać było, że niektórzy gorączkowo myślą. Cichutko weszła kelnerka i podała zebranym szklaneczki z whisky. Gruby Rycho obrzucił ją wzrokiem samca alfa.

- Nie tak panowie. Tu trzeba więcej finezji. Wyborcy są oczywiście durni jak cud, ale my nie jesteśmy prostakami. My – zmienił głos i zaczął udawać Gomułkę – dziś musimy nie tylko przewodzić, ale i rządzić. Do rozwiązania PZPR tylko przewodziliśmy, a rządził wybierany przez nas rząd. Obecnie nie musimy być tacy dwulicowi. Możemy otwarcie i przewodzić, i rządzić – powiedział Gruby Rycho. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, który szybko przeszedł w rechot. Kaczanawski zakrztusił się łyskaczem, którego pił trochę z przymusu towarzyskiego. Normalnie woli golić dobrze zmrożoną czystą.

- Proponuję poszukać jakiegoś młodego ładnego chłopaka, na którego oczywiście są grube haki, i popychać go, za pomocą bezpartyjnego komitetu, na prezydenta Gorzowa – wyrzucił z siebie Kurcyna. Zapadło milczenie. Przestali na chwilę wesoło łykać. Wszyscy z szacunkiem czekali na grymas lub cień uśmiechu Grubego Rycha.

– A co nie, jak tak! – wypalił on i przyjacielsko walnął Kurcynę w plecy. Wszyscy w lot pojęli, że właśnie powstał plan dla Gorzowa. Umówili się za tydzień, aby zatwierdzić szczegółowe działania.

Gruby Rycho przedstawił dystyngowanego szpakowatego jegomościa, do którego zwracał się z atencją „panie pułkowniku”. – No to dawać konkrety – zażądał.

Zaczął Kurcyna. – Jest grupa wariatów, którzy walczą z Tadziem o jakieś pierdoły, alejki, czy coś takiego. Oni uważają się za bezpartyjnych, ale serduszka mają po właściwej, naszej stronie. Jednym słowem lewacy całą gębą, ale nieudacznicy i nawiedzeni.

- Tacy są w sam raz. Kogo postawimy na ich czele – zapytał Gruby Rycho. Odpowiedział dystyngowany i szpakowaty – nada się Bejnatrowicz i aktoreczka Czyżowska. Mamy zrobione ich profile. Już je prowadzimy. Nie będzie żadnego kłopotu. Bejnatrowicz jest na liście Korwina-Mikke do europarlamentu, a więc będziemy ją sprzedawać jako prawicowca, co ją dodatkowo uwiarygodni.

- Świetnie – z uznaniem wykrzyknął Gruby Rycho. – A towarzysze z Gorzowa, co mają do zaproponowania? – zapytał z przekąsem.

Niepewnie, spoglądając na szpakowatego, zaczął Kurcyna – Długo nad tym radziliśmy i wydaje się nam, że najlepszy będzie wójt Jacek Kurczak-Wójcik. Ładnie wygląda na zdjęciu. Władował wielkie pieniądze w Święto Kurczaka, więc ludzie go znają i lubią. Ma oczywiście, a jakże by inaczej, swoje za uszami. Tak, więc trzymamy go za jaja. Zrobi to, co mu powiemy. Zapadło milczenie, które zostało przerwane lekkim skinieniem głowy dystyngowanego i szpakowatego pułkownika.

- Jest problem. On ma zarzuty karne. Sprawa w sądzie, czeka na wokandę – nieśmiało podniósł Kaczanawski.

- No i dobrze. Przecież Kurcyna powiedział, że trzymamy go za jaja. Nie rozumiesz tego?! – ofuknął go Gruby Rycho. – A jak ktoś zacznie to wyciągać, to powiecie ludziom w Gorzowie, że to przejaw nienawiści, przykład brudnej walki … a zresztą sami wiecie co … poradzicie sobie. Ważniejsze, kto da kasę?

- Nie ma z tym problemu. Jest w gminie taki Zuzo. Zależy mu na wybudowaniu wytwórni masy bitumicznej. Jest zainteresowany i innymi biznesami. Nowy prezydent da mu wyłączność na remont dróg w mieście. Obiecał płacić. Inni też się znajdą. Odpieprzymy taką kampanię, jakiej jeszcze w mieście nie było. W Gorzowie słońca nie będzie widać, deszcz nie będzie padał, bo wszystko przesłonią banery Kurczaka-Wójcika. Gdzie by nie splunąć, tam będzie jego plakat i ulotka. Ulice będą krzyczeć – Kurczak-Wójcik na prezydenta! Miasto na jego punkcie oszaleje, zobaczycie – z przekonaniem nakreślił wizję Kurcyna.

- A co z Tadziem? Jak on zareaguje? Nie zrobi nam jakiegoś kuku? – z troską odezwał się Gruby Rycho.

- Dowie się o naszym świetnym planie jako ostatni. Nim się połapie, to będzie za późno – zawyrokował z satysfakcją Kaczanawski.

- No to wszystko gra i koliduje. My tu w centrali też parę groszy dorzucimy. Przecież musimy tak odnowić Gorzów, aby nikt nie wytrącił go nam z rąk, nieprawdaż? Jak to się mówi: abyśmy rośli w siłę, a naszym ludziom żyło się dostatnio. Wszędzie. Nie tylko w Gorzowie. No to towarzysze, do roboty, do mas … Te dwie, jak im tam … Bejnatrowicz, Czyżowska, za pysk i niech pchają naszego kurczaka na grill, tj. chciałem powiedzieć – na stołek prezydenta. A ludziom w Gorzowie możecie powiedzieć: zdrowie wasze w gardło nasze – krztusząc się od śmiechu rzucił znaną sentencją Gruby Rycho.
Wszyscy obecni zaśmiali się zabójczo i do ostatniej kropli osuszyli szklanki z łyskacza.

Opowiadanie science fiction. Zbieżność nazwisk, miejsc i sytuacji jest zupełnie przypadkowa.

Za: http://mydlo-i-powidlo.blog.pl/

Discussion

No comments yet.

Post a Comment