//
czytasz właśnie...

Pod fasadą

Ochota na trufle

  • Czegóż jeszcze potrzeba, aby przekonać niedowiarków, że nasze życie publiczne to kloaka?

Mój nieżyjący Ojciec mawiał w czasach gomułkowskich, że w Polsce rządzi „k… i złodziej”. Minęło 50 lat, dużo się zmieniło, ale wiele pozostało po staremu. A złodziejstwo pieniędzy publicznych jest większe niż wtedy, bo dzisiaj w puli jest znacznie więcej do kradzieży.

Telewizor podnieca, że posłowie rąbią nas na delegacjach. To nieładnie z ich strony. Cały naród żyje uczciwie (nieprawdaż?), a oni potrafią wyniuchać każdą okazję, aby się nażreć po pachy. A to np. latają tanio, a ryczałt biorą za samochód, innym zaś razem delektują się ośmiorniczkami na koszt wspaniałomyślnego podatnika. To oczywiście jest wielka niesprawiedliwość, że mogą tak bezkarnie rwać kasę. Każdy by tak chciał, ale nie każdemu się chce brać przykład z naszych wybrańców, którzy nie przepuszczą żadnej okazji i schylą się po każdy grosz publiczny. Opanowali to do perfekcji na tyle, że mogą z powodzeniem wyręczać świnie, uznawane niesłusznie, za nie do zastąpienia w wyszukiwaniu trufli.

W takich okolicznościach, stworzonych przez podróże posła Hofmana i udrękę marszałka Sikorskiego, który z obowiązku wobec wyborców musiał zużyć benzynę za 80 tys. zł, w USA odpalono raport o nielegalnym torturowaniu więźniów przez ichnią razwiedkę, czyli CIA. Jak tylko amerykańscy torturanci zaczęli rozglądać się, gdzie by tu wynająć odpowiednią rzeźnię, w której mogliby bezpiecznie „wykraczać daleko poza granice prawa”, natychmiast z ofertą zgłosił się eseldowski duet: prezydent Kwaśniewski z premierem Millerem. Ich predylekcja do wyszukiwania trufli jest przecież sławna na całym świecie. Każdemu się nadstawią, oddadzą nie jeden kawałek kraju, będą się wysługiwać obcym byleby utrzymać rentę władzy. Ich następcy, których dopuściliśmy po nich do żłóba, też są nie od macochy i dla miłego grosza potrafią nawet to i owo obciągnąć, jak twierdzi Zdradek.

W każdym razie, jeden z drugim, bez zmrużenia oka podepczą konstytucję i każdą z miliona ustaw, które dla naszego dobra uroczyście uchwalili. W PRL konstytucja była tylko świstkiem papieru. Podobnie jest i w III RP. Wydzierżawienie Starych Kiejkut Amerykanom odbyło się oczywiście z pogwałceniem prawa. Nie pierwszy to raz „nasi nadzorcy” udowadniają, że cała ta gadka o tzw. demokratycznym państwo prawa, to tylko tak dla picu, dla „ciemnego ludu”. Jeszcze w 2006 r. w naszej konstytucji był art. 55, który uroczyście zapewniał, że ‘’Ekstradycja obywatela polskiego jest zakazana’’. Wtedy zewnętrzne znamiona władzy dzierżył PiS i Kaczyńscy. I co? W podskokach, na żądanie członków UE, Polska wydała obcym swoich obywateli, a dopiero później dopasowano do tego ustawę zasadniczą.

Jeśli nie konstytucją i ustawami, to czym kierują się te trutnie, pracowicie przychylając nam nieba? Wychodzi na to, że starą, wypróbowaną przez towarzyszy Szmaciaków w PRL, prostą zasadą: „My tutaj rządzim i my dzielim, bez nas by wszystko diabli wzięli”.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment