//
czytasz właśnie...

Pod fasadą

Na brukselskiej smyczy

  • W telewizjach trwa festiwal poparcia dla protestujących Ukrainców. Obowiązuje przekaz: manifestujący w Kijowie są wyłącznie dobrzy i szlachetni, a prezydent i rząd Ukrainy to zło wcielone, które należy obalić. Odmienny punkt widzenia jest nieomal zakazany. Inaczej ocenia te wydarzenia np. Włodzimierz Bukowski i prof. Jacek Bartyzel. Poniżej fragment opinii tego ostatniego.

[…] W tej chwili oglądamy właśnie – od kijowskiego Majdanu po Warszawę – tragikomiczny spektakl takiego zespolenia mocy złoczynnej. W Kijowie prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, Jacek Protasiewicz z Platformy Obywatelskiej (a wcześniej Paweł Kowal z PJN), otoczeni wianuszkiem feministek i gejowskiego aktywisty z „Krytyki Politycznej”, stają ramię w ramię z przywódcami neobanderowców, aby gardłować przeciwko legalnym władzom suwerennego państwa. Premier Donald Tusk chwali prezesa PiS i karci ministra Sikorskiego za jego powściągliwość w tej kwestii. Również „Gazeta Wyborcza” chwali Kaczyńskiego piórem red. Jarosława Kurskiego, nie omieszkując wszelako wypomnieć mu tej myślozbrodni, że jeszcze kilka miesięcy temu domagał się, aby w uchwale Sejmu na temat rzezi wołyńskiej wpisać termin „ludobójstwo”, co ponoć „zrujnowałoby pojednanie obu narodów”. Sam Adam Michnik, jak również palikociarze, „solidarnie” demonstrują pod ambasadą ukraińską. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski „troszczy się” o to, jak prezydent Jakunowycz „wyjdzie z tego zaułka”. Prezydent urzędujący Bronisław Komorowski zapowiada zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Cóż za przedziwna (?) jednomyślność i zbratanie. Stary hrabia Fredro zapytałby może: „poszaleli?”. Nie, nie poszaleli, bo w tym unisono jest, piekielna wprawdzie, ale jakaś logika. Kiedy dzieje się coś naprawdę poważnego, to okazuje się, że „zażarte” spory „donaldystów” z „kaczorami”, dotyczą tak naprawdę spraw trzeciorzędnych, że wszyscy od neojakobińskiej „patriotycznej centroprawicy”, poprzez demoliberałów z PO, po libertyńskich „ruchaczy” Palikota i postkomunistów są jedną wielką rodziną – taką, co to jak wypije za dużo gorzałki na weselu, to pierze się wzajemnie po pyskach i okłada sztachetami, ale ostatecznie spada razem pod ten sam stół. Wszyscy są na tej samej brukselskiej smyczy i uwięzieni mentalnie w gnostyckich majakach demokracji i prawoczłowieczyzmu. Lewakom i liberałom trudno się nawet dziwić, ale najgorzej w tym wszystkim wypada partia J. Kaczyńskiego (wraz ze swoimi odpryskami). Jak można uwierzyć w ostrzeżenia przed moralną Sodomą i Gomorą z Brukseli oraz przed wydzieraniem nam suwerenności przez eurobiurokrację, skoro do tej Sodomy i do tej eurokracji chcą zawlec również Ukraińców? Czyżby „bratersko” życzyli im syfilisu? Jak napisał w liście (prywatnym, więc nie mogę podać jego personaliów) do kolegów – profesorów pewien wybitny historyk z Wrocławia, „gdyby Ukraina miała być przyjęta do UE bez godzenia się na nonsensy, na które myśmy się zgodzili, to chyba tylko jako coś w rodzaju wyrzutu sumienia dla całej naszej klasy politycznej, przypomnienie straconej szansy, a także tego, że większemu więcej wolno”.[…]

Na zdjęciu Jarosław Kaczyński na Majdanie obok Ołeha Tiahnyboka, przywódcy postbanderowskiej Swobody. Czytaj http://przewietrzyc-gorzow.pl/na-brukselskiej-smyczy

Cały wywiad: http://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2013/12/02/unia-nieswieta-przyjaciol-banderowcow-i-pacholkow-brukseli/

Discussion

No comments yet.

Post a Comment