//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Młodzież przeciw stanowi wojennemu

 

  • W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, 13.12.2013 r., IPN zorganizował w gorzowskiej bibliotece tzw. debatę oxfordzką, której uczestnicy musieli się wystrzegać stosowania argumentów pozamerytorycznych, m.in. ad personam.

W debacie udział wzięli i się jej przysłuchiwali prawie wyłącznie uczniowie gorzowskich szkół średnich, w liczbie ok. 80 osób. Jej teza brzmiała: Gen. Jaruzelski słusznie wprowadził stan wojenny …

Na koniec przeprowadzono głosowanie i ok. 3/4 wszystkich głosów było przeciwko tej tezie.

 

Poniżej jedno z wystąpień przedstawiciela opozycji Michała Wieliczuka.

DLACZEGO UWAŻAMY, ŻE GENERAŁ JARUZELSKI POSTĄPIŁ NIESŁUSZNIE, WPROWADZAJĄC STAN WOJENNY?

Często przytacza się obecnie sondaże, wg których ponad połowa Polaków ocenia, że stan wojenny został wprowadzony słusznie. Z czego wynikają tak zadziwiające rezultaty badań? Sądzimy, że jest to po prostu skutek nieznajomości podstawowych faktów, które w tej debacie, jak uważamy, dostatecznie dobitnie przedstawiliśmy.

Dowiedliśmy, że stan wojenny był w swej istocie bezprawnym, łamiącym Konstytucję zamachem stanu, i żadne późniejsze próby jego legitymizacji przez Sejm PRL nie mogą tego zmienić. Wykazaliśmy, że nie służył on polskim interesom, a wręcz im szkodził, przedłużając agonię narzuconego nam przez Armię Czerwoną, niewydolnego Systemu komunistycznego. Nie rozwiązał on żadnego z problemów, przed którymi stała PRL, a zwłaszcza nie uzdrowił pogrążonej w kryzysie gospodarki, bo w jaki sposób miały jej pomóc czołgi na skrzyżowaniach ulic? Także określanie go „mniejszym złem” jest słabo uzasadnione, ponieważ nie istnieją żadne twarde dowody na planowaną radziecką interwencję. Gwarantujemy, że gdyby takowe można gdzieś było znaleźć, generał Jaruzelski już dawno by je wszystkim pokazał, chcąc się oczyścić ze stawianych mu zarzutów. Z drugiej strony natomiast, istnieją dokumenty, świadczące o tym, że Związek Radziecki nie planował w Polsce żadnych działań zbrojnych.

Trzeba więc wyciągnąć wniosek, że jedynym prawdziwym celem stanu wojennego była chęć desperackiego uratowania, choćby na pewien czas, monopolu PZPR na władzę. Wszystkie wprowadzone wówczas represje służyły zdławieniu oporu „Solidarności”, zagrażającej poprze swoje demokratyczne hasła panowaniu komunistów. Ten cel udała się nadzwyczaj szybko zrealizować – przywódców opozycji internowano, strajki krwawo stłumiono, naród zastraszono. Czy jednak dobrze się stało, że do tego doszło? Oczywista wydaje się tu odpowiedź przecząca.

Gdy dziś zastanawiamy się nad słusznością decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, możemy przyjrzeć się skutkom, jakie przyniosła. Starożytny rzymski pisarz Tacyt powiedział kiedyś do polityków: „Stworzyliście pustkowia i nazwaliście to pokojem”. „Solidarności” zarzuca się, że niepotrzebnie destabilizowała sytuację w kraju i pogłębiała tym samym kryzys, gdy się z nią jednak rozprawiono – co zostało z tej wielkiej nadziei, jaką ten ruch wzbudził w Polakach? Tylko owo pustkowie.

„Karnawał Solidarności”, bezpośrednio poprzedzający wprowadzenie stanu wojennego, był czasem wzmożonej obywatelskiej aktywności, czasem, w którym ludzie uwierzyli, że mogą być podmiotem, a nie tylko przedmiotem polityki, czasem, w którym wierzono, że można zmienić System i wspólnymi siłami, dla wspólnego dobra, naprawić Polskę. Z tego wielkiego kapitału społecznego, który wyzwolił się w latach 1980-81, po szoku wywołanym brutalnością i perfidią stanu wojennego, niewiele zostało. Nie na darmo nazywa się często lata 80. „straconą dekadą”. W warunkach pogłębiającego się kryzysu, wobec totalnego braku perspektyw, miejsce nadziei na lepszą przyszłość zajęła niepewność jutra, bierny fatalizm, strach przed represjami. Rozluźniły się więzi społeczne i rozkwitło jeszcze bardziej negatywnie rozumiane kombinatorstwo. Prof. Wojciech Roszkowski jasno określa to wszystko „demoralizacją”. Państwo, którego organy wystąpiły przeciwko własnym obywatelom, zaczęto powszechnie postrzegać nie jako wartość, o którą należy się troszczyć, tylko jako wroga. Skutki ukształtowanej wtedy mentalności widzimy do dziś w niskiej aktywności społecznej, w tym, że polityka jest obecnie niemalże tematem tabu, czymś, czym nie wypada się zajmować. Dowodem na to jest choćby znikoma frekwencja wyborcza.

Za co mielibyśmy dziś pochwalać Jaruzelskiego? Za zamordystyczne tłumienie wszelkiej niezależnej od rządu aktywności? A może za podjęcie w 1981 r. wszelkich możliwych kroków… aby powstrzymać pozytywne przemiany i uniemożliwić powstanie takiej Polski, o którą walczyła „Solidarność” – Polski, z której moglibyśmy naprawdę, bez zadęcia, być dumni?

Generał Wojciech Jaruzelski powiedział w słynnym przemówieniu z 13 grudnia, transmitowanym przez radio i telewizję: „Historia nas osądzi”. Myślę, że rzeczywiście, teraz, po ponad 30 latach, najwyższy już czas, żebyśmy, jako ludzie, którzy – żyjąc tu i teraz – też w pewien sposób tworzą historię, wydali jednoznaczny werdykt i negatywnie ocenili działania autorów stanu wojennego.

Michał Wieliczuk

Discussion

No comments yet.

Post a Comment