//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Mirosław Raiter: Refleksje po Marszu Flagi Narodowej

  • Minął właśnie tydzień, jak po raz trzeci w patriotycznym marszu  nieśliśmy  stumetrową biało-czerwoną flagę. Warto więc podzielić się z wnioskami z przebiegu uroczystości.

Pierwszy raz flaga niesiona była w 2004 r. i wówczas był to nasz sprzeciw wobec wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Czas pokazał, że nasze obawy związane z nową formą  organizacyjną euro lewactwa były jak najbardziej uzasadnione. Z  każdym rokiem narastała agresja propagandy lewicowej, której ostrze wymierzono w podstawy tożsamościowe  naszego narodu. Szczególnie euro lewica zwalcza polski patriotyzm, gdyż oparty jest na kanonie cywilizacji łacińskiej: religii katolickiej, kultury greckiej i prawie rzymskim. W Polsce szybko ujawnili się ochotnicy, którzy za judaszowe srebrniki  biorą  czynny udział  w działaniach, których głównym celem jest depolonizacja naszego narodu. Mamy być ludźmi bez tożsamości, stworzeniami człekopodobnymi o mentalności  niewolników.

Jawny antypolonizm był decydującym czynnikiem podjęcia decyzji o organizacji Marszu Flagi Narodowej. Marsz ma pokazywać, że Polakom nie jest obojętny los naszej ojczyzny. To wspólne niesienie flagi jest symbolicznym przejęciem pałeczki pokoleń. Jesteśmy Polakami, jesteśmy z tego dumni  i gotowi do poświęceń dla Polski. Rok temu było nas ok. 400 osób w tym ok. 500-600. Atmosfera podczas uroczystości była bardzo dobra. Wiele osób po marszu podchodziło do organizatorów i dziękowało za zorganizowanie marszu.

Zgłaszano nowe pomysły organizacyjne do zastosowania w przyszłym roku. Np. zaproponowano druk śpiewników patriotycznych czy nawet sprowadzenie orkiestry. Padła też konkretna deklaracja o udostępnieniu profesjonalnego  sprzętu nagłaśniającego.

Trzeba zaznaczyć, że marsz nie jest wydarzeniem partyjnym. Organizatorzy mają oczywiście swoje poglądy i sympatie polityczne, część jest również członkami różnych partii, ale wspólnym mianownikiem jest Polska.

W tym roku lokalne media nie zignorowały patriotycznej uroczystości. Zarówno prasa, telewizja  i portale internetowe poinformowały o wydarzeniu, co oznacza, że ich mocodawcy zauważają Gorzów Wlkp. Co prawda z uporem maniaka zaniżają ilość uczestników, ale relacje były w miarę rzetelne. Akcentowano raczej te kwestie, które najbardziej odpowiadają politycznemu zapleczu właścicieli. Trzeba przypomnieć, że rok temu marsz był prawie medialnie  przemilczany. Ze znanych polityków na swoim blogu relację z marszu  umieścił Janusz Korwin-Mikke.

Organizacja każdej imprezy wymaga zaangażowania pewnej grupy osób, wśród których jest tzw. koń pociągowy czyli osoba bez której wydarzenie się nie uda. Dla marszu taką osobą jest Rafał Zapadka, któremu szczególnie należą się słowa podziękowania. Zapadka mocno trzymał organizacyjne lejce, wymaga wiele od innych a jeszcze więcej od siebie.

Trzeba też podziękować i pochwalić piłkarskich  kibiców „Stilonu”. W sposób godny i zdyscyplinowany  kolejny raz brali udział w marszu prezentując na zewnątrz swój patriotyzm. To Oni podczas marszu wznieśli okrzyk  „Bóg,Honor i Ojczyzna” a na Placu Przykatedralnym śpiewali pełne cztery zwrotki hymnu narodowego.

Podziękować należy też policji państwowej za sprawną ochronę na trasie całego marszu. Nie więciej jak sześciu funkcjonariuszy fachowo wykonywało swoją robotę. Policjanci z Warszawy powinni przyjeżdżąć do Gorzowa Wlkp i podpatrywać jak pracują koledzy po fachu, podczas patriotycznych uroczystości.

Wiele osób zadawało pytanie, o co chodziło w akcji „orzeł może” zorganizowanej przez ośrodek prezydencki i prorządowe media.  Akcja ta była bezpośrednim następstwem obchodów Dnia Niepodległości i zakończonym olbrzymim sukcesem Marszu Niepodległości 11 Listopada w 2012 r. Okazało się, że w Polakach jeszcze krew nie zastygła i wciąż żywo reagują na polskie problemy. Postanowiono więc ośmieszyć  postawy patriotyczne. Stąd ten lukrowany ptak mający przypominać orła.

Naszym marszem w Gorzowie pokazaliśmy, że godło narodowe to nie jest wata na patyku, a Polska nie jest zabawkowym samochodzikiem, który po zepsuciu można wyrzucić na śmietnik.

 Do zobaczenia za rok.

                                                                     Mirosław Raiter

Discussion

No comments yet.

Post a Comment