//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Mirosław Raiter: Gazowe harce

Media i gaz

Po ostatnich doniesieniach medialnych na temat gazu łupkowego, wielu Polaków zadaje sobie pytanie: mamy ten gaz czy też nie? Tytuły wielu wiadomości są pesymistyczne, a niektóre wręcz ogłaszają klęskę polskiego gazu łupkowego. Nagłówki w rodzaju: ”Pękła gazowa bańka”, „Koncerny uciekają z Polski”, „Prace zakończyły się fiaskiem”, „Gazu nie ma i nie będzie”, „Lotos wycofuje się z łupków”, nie mogą wprowadzać Polaków w dobry nastrój.  Przy okazji tej medialnej paniki ktoś próbował upiec własną pieczeń atakując Piotra Wożniaka w publikacji „Rzeczpospolitej” z 13.05.2013 r. pt. „Łupki tylko dla Polaków”. Głównemu geologowi kraju postawiono zarzut sabotowania prac firm poszukiwawczych, nie przedstawiając na to żadnych materialnych dowodów. A miało być tak dobrze. Czyżby znowu się nam nie udało? Po opublikowaniu w kwietniu 2011 r. przez amerykańską Agencję Informacji Energetycznej (EIA) raportu na temat potencjalnych zasobów gazu łupkowego w Polsce uwaga opinii publicznej została zwrócona na ten surowiec energetyczny. Te same media, które obecnie prześcigają się w dostarczaniu negatywnych informacji, napompowały optymistyczną gazową bańkę. Roztaczano wizję polskiego Kuwejtu, a premier Donald Tusk zaczął już dzielić potencjalne dochody, obiecując dofinansowanie funduszu emerytalnego. Ten szum medialny był potrzebny politykom. Wobec braku jakichkolwiek sukcesów, przekierowano uwagę Polaków na gaz łupkowy. W realu jest źle, ale zobaczcie jak będzie dobrze, gdy Polska będzie już Kuwejtem.

Na wszystkie doniesienia medialne w Polsce dotyczące zagadnień strategicznych należy zawsze patrzeć z dystansem, a podawane informacje weryfikować w innych źródłach. Należy pamiętać, że 75% mediów nie służy do przekazywania informacji. Są one przez swoich właścicieli wprzęgnięte w rydwan bieżącej polityki. Często są narzędziem manipulacji i dezinformacji, a czasami nawet prowokacji. Tak też należy podejść do informacji o gazie łupkowym.  W mediach trwają gazowe harce.

Nieprawdą jest, że w Polsce nie ma gazu. Gaz jest i jak na nasze potrzeby jest go bardzo dużo. Zgodnie z danymi Państwowego Instytutu Geologicznego, potwierdzone i wydobywane zasoby gazu ze złóż konwencjonalnych wynoszą 140 mld3. Wydobycie roczne wynosi 4,4 mld3. Ciągłe poszukiwania i nowe odkrycia powodują, że zasoby bilansowe pozostają od kilku lat na niezmienionym poziomie. Hit światowego gazownictwa -gaz łupkowy- występuje w Polsce na obszarze 90 tys. km2, przy średniej miąższości skał łupkowych wynoszących 200 m. Największą uwagę przykuwa potencjalna ilość gazu.Według szacunków gazu jest w nich od 346 mld m3 (PIG) do 5,3 bln m3 (EIA). Wydaje się, że szacunki podawane przez prekursora polskich łupków prof. Mariusza Oriona-Jędryska są najbardziej prawdopodobne. Ocenia on, że w kraju jest ok. 1,9 bln m3 gazu w łupkach. Zakres prowadzonych prac poszukiwawczych na 109 koncesjach jest niewielki. Do tej pory wykonano tylko 44 otwory, a proces szczelinowania przeprowadzono 18 razy. Decydujący wpływ na wielkość przypływu gazu ma szczelinowanie poziome. Tych operacji dokonano zaledwie pięć. Piotr Wożniak ujawnił, że w trzech przypadkach uzyskano obiecujące wyniki. Tylko jedna spółka 3Legs Resources Plc ujawniła rzeczywiste dane. Z otworu Łebień LE-2H na koncesji Lębork w listopadzie 2012 r. uzyskano średniodobowy przepływ gazu w ilości 20 tys. m3. Oznacza to, że w okresie eksploatacji można uzyskać ok. 35 mln m3 gazu. Ta wielkość odpowiada 60% wydajności złóż amerykańskich.

Wszelkie czarne wizje dotyczące naszego gazu nie mają uzasadnienia faktograficznego. Polska jest dopiero na początku łupkowej drogi. Potrzeba tylko spokoju, pieniędzy i technologii odpowiadającej polskim warunkom geologicznym. Tu jest olbrzymie pole do popisu dla firm technologicznych. W USA i Kanadzie wiele lat zmagano się z problemami technologicznymi. Przez lata dopracowano się rozwiązań gwarantujących opłacalność wydobycia. W Polsce pojawił się już nowy projekt, opracowany pod kierunkiem prof. Tadeusza Niezgody z Wojskowej Akademii Technicznej. Polska technologia do szczelinowania wykorzystuje ciekły CO2, który zatłoczony do otworu pod wpływem podwyższonej temperatury rozpręża się i powoduje wielokrotnie większe spękania w stosunku do dotychczas stosowanej technologii.

Następnym potwierdzonym źródłem gazu jest metan uwięziony w złożach węgla kamiennego. Według danych Głównego Instytutu Górnictwa, zasoby metanu wynoszą 250 mld3. Szacuje się, że rocznie uwalnia się 900 mln3.Z tej wielkości do celów elektroenergetycznych kopalnie wykorzystują 270 mln3. Zdziwienie musi budzić fakt,  że spółki węglowe na poważnie nie zainteresowały się metanem. Województwo śląskie pod względem geologicznym jest najlepiej rozpoznanym regionem Polski. Uzysk metanu z jednostki objętości złoża węglowego jest trzykrotnie większy niż gazu ze skał łupkowych i dochodzi nawet do 16 m3 na 1m3 złoża. Węgiel zalega maksymalnie do 1200 m, tj. 2,5- krotnie płyciej niż pas skał łupkowych. Możliwości kapitałowe ma na pewno Jastrzębska Spółka Węglowa. Wartość wydobycia 1 mld m3 metanu odpowiada wydobyciu 3 mln ton węgla dobrej jakości. W krótkiej perspektywie czasowej to właśnie metan może stać się polskim szlagierem gazowym.

Firmy rezygnują

Normalną rzeczą w działalności gospodarczej jest, że firma zmienia swoje zaangażowanie kapitałowe. W gospodarce rynkowej pieniądz angażowany jest w przedsięwzięcia przynoszące najlepszą stopę zysku. Dotyczy to również firm, którym przyznano koncesje na poszukiwania gazu łupkowego w Polsce. Nie może budzić zdziwienia, że niektórzy koncesjonariusze zrezygnowali z poszukiwań. Widocznie przy określonych własnych zasobach kapitałowych znaleźli lepsze miejsce na inwestycje. Rezygnacje firm nie mają charakteru masowego. Do tej pory zrezygnowały cztery firmy. Amerykański Exxon Mobil  wycofał się w ubiegłym roku. Z sześciu koncesji, trzy znalazły od razu nabywców. Polski Orlen przejął dwie, a francuski Total jedną. Kanadyjski Talisman swoje koncesje przekazał firmie San Leon Energy. Wcześniej tej samej firmie koncesje odstąpił Vabush Energy. Największą sensacją był komunikat ogłoszony przez amerykańskiego giganta Marathon Oil o rezygnacji z działalności w Polsce. Wiele mediów jednak nie podało pełnej informacji. Firma rzeczywiście rezygnuje, ale przez 1,5 roku będzie u nas normalnie funkcjonować. Tu trzeba zaznaczyć, że Jankesi nie poszli na całość. Na 11 koncesji wykonali zaledwie 6 otworów. W sumie nastąpiła tylko zmiana operatorów na danych koncesjach.

Nie powinno też nikogo dziwić, że to właśnie Amerykanie zrezygnowali. Oni mają całkiem inny problem. Zmagają się u siebie z nadpodażą i ciągłym spadkiem cen gazu. Według agencji  EIA, na przestrzeni lat 2011-2012 cena spadła z poziomu 454 zł. do 314 zł. za 1000 m3, tj. o 31%. A były miesiące, że ceny spotowe spadały do poziomu 240 zł. Dla niektórych firm wydobycie stało się nieopłacalne. Dodatkowo swoje trzy grosze dorzucili politycy. Jest bardzo silne stronnictwo, które sprzeciwia się eksportowi amerykańskiego gazu. Uważają oni, że tani gaz rozrusza amerykańską gospodarkę i da jej przewagę cenową. Aktualnie z USA można eksportować gaz tylko do krajów, które mają podpisaną umowę o wolnym handlu. Dotyczy to 18 państw i nie obejmuje to krajów europejskich. Na każdy taki wywóz trzeba otrzymać administracyjne zezwolenie. Amerykanie zakładają, że do 2020 r. będą eksportować 190 mld m3 gazu. Naturalnym dla nich kierunkiem jest Europa, gdzie ceny gazu są 3-4 krotnie wyższe niż w USA. Właściciele niektórych firm wydobywczych uznali, że zamiast wydobycia bardziej opłacalny jest eksport amerykańskiego gazu do Polski. Są to normalne, racjonalne zachowania biznesowe.

Podobnie racjonalnie zachowuje się gdański Lotos, któremu nie wprost zarzucono, że porzuca polskie łupki. Jak przypomniał prezes Paweł Olechnowicz, jego firma nie może zrezygnować z poszukiwań, gdyż najzwyczajniej ich nie rozpoczęła. Na swojej drodze biznesowej napotkała problemy, z którymi musi sobie aktualnie poradzić. Za I kw. 2013 r. Lotos wykazał 147,4 mln zł. straty. Nieudane jak dotychczas okazały się inwestycje na Morzu Północnym. Brak sukcesu na złożu Yme spowodował, że w Norwegii zamrożone jest 1,7 mld zł. Firma jest w trakcie uaktywnienia tego kapitału.  Na wiosnę rafineria nie pracowała ze względu na remonty klasowe wielu instalacji. Podobnie jak Orlen, Lotos odczuwa skutki wysokiego opodatkowania paliw w Polsce. Wynikiem jest spadająca oficjalna sprzedaż. W trójmieście bez najmniejszych problemów można kupić paliwo za 4 zł. Z Okręgu Królewieckiego wlewa się rzeka bezakcyzowego paliwa. Spółka racjonalizuje inwestycje. Na dwóch z siedmiu posiadanych koncesji, są udokumentowane złoża gazu konwencjonalnego wielkości 4 mld m3. Podjęto więc decyzję, że zależna spółka Petrobaltic zacznie eksploatację ze złóż B4 i B6, usytuowanych na szelfie południowego Bałtyku w odległości 80 km na północ od Rozewia. Do uzyskania jest surowiec warty 5 mld zł. Jego wydobycie ma zapewnić poprawę płynności spółki i wysoką marżę wydobywczą. Najwcześniej gazem łupkowym Lotos może zająć się za trzy lata. Do tego czasu na pewno pojawią się technologie wydobywcze odpowiadające polskim warunkom geologicznym.

Gazprom  a sprawa polska

Gazprom przez ostatnią dekadę stał się dominatorem na europejskim rynku gazu. Rynek wycenia wartość firmy na 511 mld zł. Klasyfikowany jest na 15 miejscu największych korporacji przemysłowych na świecie. Kondycja finansowa tej spółki ma bezpośrednie przełożenie na stan finansów Rosji. Aksjomatem rosyjskiej polityki jest zachowanie dominującej roli Gazpromu na rynku surowców energetycznych. Państwo rosyjskie używa wszystkich możliwych narzędzi, aby taki cel osiągnąć, włącznie z opcją militarną.

Ostatnie dane finansowe pokazują, że czas dobrego fartu, małymi krokami acz nieubłaganie się kończy. Wydobycie w 2012 r. zmalało do 488 mld m3, z poziomu 513 mld m3 w roku 2011 (spadek o 4,9 %). Spadek zysku netto był większy i wyniósł 10 %, osiągając poziom 119 mld zł z wcześniejszych 132 mld zł. Gdy z całego świata dopływają informacje o odkryciach nowych pól gazowych (Turkmenistan, Kazachstan, Iran, Katar) i skokowym wzroście wydobycia w USA, Rosjanie dobrymi wiadomościami nie mogą się pochwalić. Ich koszty systematycznie rośną ze względu na ekstremalne warunki wydobycia. Mają też problemy technologiczne. Do tej pory nie dobrali się do olbrzymiego złoża Sztokman na Morzu Barentsa, które zawiera 3,9 bln m3 gazu i 52 mln ton kondensatu gazowego.

Nie udała się Gazpromowi ekspansja do wielkich państw azjatyckich: Chin i Indii. Próba przejęcia kontroli nad szacowanymi na 14 bln m3 złożami Turkmenistanu zakończyła się fiaskiem. Chińczycy uprzedzili Rosjan, wykazując większą skuteczność dyplomatyczną i finansową. Wyłożyli kapitał na budowę gazociągu z Turkmenistanu, przechodzącego przez Uzbekistan i Kazachstan. Dla bezpieczeństwa dostaw objęli 50 % udziałów w spółce właścicielskiej. Od grudnia 2009 r. do Chin pompowane jest 40 mld m3 gazu. Podobny gazociąg projektowany jest do Indii. Za 10 lat Turkmenistan będzie jednym z najbogatszych państw na świecie. Na osłodę dla Rosjan pozostaje długoterminowy kontrakt na dostawy 50 mld m3 rocznie z zaznaczeniem, że teraz trzeba płacić ceny rynkowe. A jeszcze 10 lat temu Gazprom na handlu turkmeńskim gazem uzyskiwał 300 % marżę. To ten handel dawał znakomitą pozycję finansową.

Gazpromowi pozostaje Europa, gdzie wciąż jest jednym z głównych rozgrywających na rynku gazowym. Ostatnie dane pokazały spadki sprzedaży eksportowej. Do starej Europy spadek wyniósł 6 %, a do krajów WNP aż 17 %. Nie zawiedli tylko sprawdzeni niemieccy przyjaciele, do których dostawy nie uległy zmianie i wyniosły 33 mld m3. Dla przywódców Rosji napływające sygnały są niepokojące, więc działają. Gazprom musi eksportować po cenach możliwie jak największych. Na cel wzięto państwa słabe i takie, w których bardzo dobrze funkcjonuje rosyjska agentura wpływu. Do takich państw należy niestety Polska. Bohaterowie „Nocnej zmiany” Donald Tusk i Waldemar Pawlak do historii przejdą nie tylko jako współodpowiedzialni za obalenie rządu Jana Olszewskiego w 1992 r., ale również jako politycy, którzy podpisali najgorsze porozumienie gospodarcze. W imieniu Rzeczpospolitej wicepremier Waldemar Pawlak 29 października 2010 r. podpisał porozumienie o dostawach gazu z Rosji, w wyniku którego płacimy najwyższe ceny w Europie. Umowa ma obowiązywać do 2022 r. O cenie gazu dyskutują eksperci oceniając ją jako najwyższą spośród klientów Gazpromu. Ze strony polskiego rządu nigdy nie ukazało się jakiekolwiek dementi kwestionujące takie oceny. Oszacowano, że Polska płaciła do końca 2012 r. od 1632 zł. do 1760 zł. za 1000 m3. Natomiast średnia cena europejska podana do publicznej wiadomości wyniosła 1219 zł. Jeszcze mniej płacili Niemcy i Brytyjczycy, odpowiednio 1152 zł i 1056 zł.  Próba nacisku na Rosjan, aby obniżyli ceny nie przyniosła rezultatu. Dopiero skierowanie sprawy do Trybunału Międzynarodowego w Sztokholmie spowodowało, że Rosja – w zamian za wycofanie pozwu – zgodziła się na obniżkę. Oficjalnie nie podano jaki był jej poziom. Rąbka tajemnicy uchyliła, była już prezes PGNiG, Grażyna Piotrowska-Oliwa mówiąc o wielkości zbliżonej do 10 %. Przyjmując, że obniżka wyniosła 12 % to Polska od 1 stycznie br. płaci za gaz od 1436 zł. do 1549 zł. Wciąż są to najwyższe ceny na starym kontynencie. W tym samym czasie, gdy media triumfalnie ogłaszały finansowy sukces, Bułgaria otrzymała zniżkę 20 %. Połowiczny sukces w sprawie obniżki nie powinien uśpić czujności naszych służb specjalnych. Gdy wielu już widzi gazowce pojawiające się na redzie świnoujskiego portu, Rosjanie i Niemcy zacieśniają gazową współpracę. Wschodnim i zachodnim sąsiadom Polski gazoport psuje finansowe szyki. Trzeba się spodziewać ze strony Niemiec destrukcyjnych działań. Wszak Rosjanie mają oficjalnego politycznego jokera, byłego kanclerza Gerharda Schrodera, sowicie opłacanego w zależnej spółce Gazpromu NEGPC. Domniemywać można, że dysponują całą talią figur działających dla nich niejawnie. Skutki wysokich cen odczuwa każdy przeciętny Kowalski płacąc zawyżone rachunki za gaz. Również produkty polskiej chemii obciążone są dodatkowym parapodatkiem wynikającym z tuskowo-pawlakowego porozumienia. Trzeba mieć tylko nadzieję, że Polacy dowiedzą się dokładnie jakich środków użyli Rosjanie, wymuszając podpisanie skrajnie niekorzystnej umowy. Na Ukrainie, za podobną umowę, była premier Julia Tymoszenko odsiaduje karę więzienia. Czy doczekamy się kiedykolwiek czasów, że politycy w Polsce będą ponosili konsekwencje swoich działań? Wrzawa, jaka wybuchła po podpisaniu memorandum o możliwości budowy gazociągu Jamal II, pokazała jakie są rzeczywiste wpływy Rosji w Polsce. Ościenne mocarstwo penetruje Polskę wzdłuż, wszerz i na wylot. Mistrz piramidkowego składania dłoni jest przez Rosjan ośmieszany i lekceważony. Efektem polityki ustępstw jest postkolonialna pozycja Polski, z której metropolia ściąga rentę gazową w wysokości 3 mld zł. Dowodzą tego dane za I kw. 2013 r., z których wynika, że największy deficyt handlowy Polska ma właśnie z Rosją. Sprawa memorandum dowiodła też tezę  głoszoną od wielu lat przez Stanisława Michalkiewicza, że rzeczywisty ośrodek władzy znajduje się poza konstytucyjnymi organami państwa. Prezydent Putin w ujawnionej rozmowie z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem mówił o „naszych polskich przyjaciołach”, na pewno nie miał na myśli Donalda Tuska.

Polityczny przełom

Jak mawiają astronomowie, czas posuwa się do przodu. Za dwa lata odbędą się wybory parlamentarne i one pokażą czy Polacy obudzili się z politycznego letargu. Jeżeli nie będzie zmiany u sterów władzy, to nie ma szans na lepsze życie w Polsce. Można mieć pewność, że państwa ościenne zrobią wszystko, aby zachować status-quo. Rosja doprowadzi do podpisania podobnej umowy jak w 2010 r. na następne 30 lat. Polska będzie taką dojną gazową krową, która będzie eksploatowana tak długo, aż dostanie odwapnienia kości. Rolą patriotycznie myślących polityków jest przedstawienie alternatywnych rozwiązań zmieniających niekorzystną sytuację w Polsce. Przy dobrych rozwiązaniach prawno-podatkowych, mamy szansę czerpać wielkie korzyści z rozwijającego się światowego rynku gazu. Warunkiem wystarczającym jest wprowadzenie wolnego rynku gazu. Prawa rynkowe są uniwersalne i dotyczą również surowców energetycznych. Wzorem powinna tu być Wielka Brytania, która mając własne duże złoża gazu, otworzyła rynek dla innych dostawców. Efekt jest taki, że Brytyjczycy kupują rosyjski gaz o 30 % taniej niż Polacy. Trzeba doprowadzić do takiej sytuacji, że p.”Nowak” z Poznania będzie mógł bez żadnych przeszkód sprowadzić ładunek gazu do Świnoujścia, tam go rozładować, regazyfikować i przesłać gazociągiem do Tarnowa, gdzie sprzeda towar wytwórcom nawozów w cenie 900 zł za 1000m3. Rynek gazu musi być konkurencyjny. Będzie na nim również miejsce dla Rosjan, którzy przymuszeni potrafią zachowywać się rynkowo. Polacy masowo sprowadzają węgiel z Rosji, bo to się nam opłaca. Podobnie jest z ropą naftową. Spółki rafineryjne Orlen i Lotos operują pojęciem dyferencjału, który oznacza niższą cenę ropy typu Urals w stosunku do ropy typu Brent. Jest niemal pewne, że przy otwartym rynku gazu, Rosjanie, aby utrzymać sprzedaż będą obniżać ceny. Przy konstruowaniu prawa trzeba stworzyć mechanizmy eliminujące wpływ polityków na rynek. Po prostu brak będzie możliwości zawierania takich umów, jaką podpisał Waldemar Pawlak. Firmy poszukujące gazu wciąż domagają się ustanowienia prawa, umożliwiającego im planowanie swojego biznesu. Stawiają również zarzut, że brak rozwiązań podatkowych hamuje dalsze poszukiwania. Rząd Tuska zdążył już postraszyć gazowników 40 % podatkiem dochodowym. Formuła podatku dochodowego jest najgorsza z możliwych. Jeżeli takowa zostanie wprowadzona, to Polska nie odniesie żadnych korzyści z wydobycia gazu. Firmy znajdą tysiąc sposobów, aby zawyżać koszty i stosować ceny transferowe. Najlepszym rozwiązaniem jest podatek ryczałtowy. Prosty i nie do uniknięcia. Jego wielkość musi być tak ustalona, aby nie sparaliżowała  biznesu. Przykładowo mogłoby to być 20 groszy za każdy m3. Przy wydobyciu 1 mld m3 dawałoby to wpływy do budżetu w kwocie 200 mln zł. Takie rozwiązanie jest proste i optymalne. Wiek XX został nazwany wiekiem ropy naftowej. Przed nami prawie cały wiek XXI, w którym energetycznym królem będzie gaz ziemny. Od nas samych zależy czy będziemy dojną krową na postronku ruskiego Gazpromu, czy też wybijemy się na wolny rynek i niepodległość.

Mirosław Raiter                

Discussion

One Response to “Mirosław Raiter: Gazowe harce”

  1. M.R. na prezydenta

    Posted by anka | 28 maja 2013, 19:08

Post a Comment