//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Mirosław Raiter: Bogu niech będą dzięki

Synteza tytułów dwóch książek, „Właściwy porządek rzeczy” amerykańskiego konserwatysty Rusha Limbaugha i „Ulubiony ustrój Pana Boga” Stanisława Michalkiewicza, znakomicie obrazuje mechanizm działania państwa watykańskiego. Ostatnie Konklawe pokazało jak sprawnie działają procedury prowadzące do wyboru kolejnych następców św. Piotra.

Patrząc na Watykan z pozycji świeckich, to ustrój państwowy jest typu monarchistycznego. Element demokratyczny jest krótkotrwały i ma charakter wykonawczy.

Do wyboru Papieża uprawomocnieni są księża kardynałowie, którzy nie ukończyli jeszcze 80 roku życia. Trzeba zwrócić uwagę, że rzadko się zdarza, aby nominat kardynalski miał mniej niż 55 lat. W Kościele Katolickim obowiązuje jasno określona hierarchiczność. Godność kardynalską, a więc i w przyszłości elektorską nadaje tylko Papież. Kardynałami zostają tylko Ci księża, którzy w szczególny sposób przysłużyli się Kościołowi. Podstawowym zadaniem wyznaczonym przez Pana Jezusa jest głoszenie Ewangelii, „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” /Mt 28/. Można mieć pewność, że za każdą nominacją kryje się ogrom pracy i pryncypialność w głoszeniu Dobrej Nowiny. Na pewno kardynałem nie zostaje ten, kto zabiega o poklask tłumów i względy Ojca Świętego. Można się zastanowić, czy choć jeden polski minister (sługa) spełniałby kryterium służebności wobec Polski i narodu polskiego.

Samo Konklawe jest przede wszystkim wydarzeniem w przestrzeni sacrum. Obowiązkiem i nakazem dla każdego kardynała – elektora jest otworzenie swojego umysłu na działanie Ducha Świętego. Dopiero potem przechodzi się w przestrzeń profanum.

Do głosowania uprawnionych było 115 elektorów, wymagana liczba do wyboru Papieża wynosiła 77 głosów ( 2/3 uprawnionych). Nie potrzeba jednomyślności. Największym darem jakim obdarzył Pan Bóg człowieka jest wolna wola. Ten margines jest zostawiony dla tych, którzy inaczej interpretowali działanie Ducha Świętego. Nie jest to potępiane. Idzie w zapomnienie poprzez palenie kart wyborczych i nakaz absolutnej tajemnicy o przebiegu Konklawe. Wyboru dokonano 13 marca podczas trzeciej tury i przy piątym głosowaniu. Okres „bezkrólewia” na stolicy Piotrowej sede vacante trwał tylko 13 dni. Przenosząc taki próg w świat świeckiej demokracji doszłoby do całkowitego paraliżu wyborczego. Nie ma na Ziemi takiego parlamentu, który przy progu wyborczym 2/3 dokonałby prawnie ważnej elekcji.

W momencie, gdy wybrany kardynał odpowiada, „tak przyjmuję” kończy się demokracja w Kościele. Kardynałowie ślubują posłuszeństwo Ojcu Świętemu, a dalej mają tylko służyć Kościołowi i wykonywać polecenia Papieża. Nie ma miejsca na intrygi, frakcje i koterie. Jeżeli takowe się pojawiają to intryganci w sposób dyskretny przesuwani są na nowe „odpowiedzialne” stanowiska. Odpowiednikami świeckich ministerstw są kongregacje. Tutaj działa typowy mechanizm monarchistyczny. Nominacje są tylko papieskie. Nie ma żadnych głosowań czy udzielania votum zaufania. Zmiany personalne zachodzą szybko i bez medialnego rozgłosu.

Nowym Papieżem został prymas Argentyny kardynał Jorge Mario Bergoglio. To dobry wybór. Każdy inny byłby też dobrym wyborem. Dla każdego katolika oczywistym powinien być dogmat o oddziaływaniu Ducha Świętego na kardynałów – elektorów. W danym czasie, w danej sytuacji społeczno-politycznej powoływana na stolicę Piotrową jest taka osoba, która najlepiej będzie realizowała misję Kościoła.

Postać nowego Papieża Franciszka przybliża Jego list do sióstr Karmelitanek z dnia 22 czerwca 2010r. Tłumaczenia dokonał prof. Piotr Jaroszyński, a opublikował „Nasz Dziennik” w dniu 15 marca br. Treść listu dotyczyła uchwalanej w Argentynie ustawy o homozwiązkach i adopcji dzieci przez takowych. Stanowisko zajęte przez ówczesnego prymasa Argentyny mówi jednoznacznie jakim będzie Papieżem. Trzeba to przeczytać.

Wybór imienia jakiego dokonuje każdy nowy Papież ma zawsze wymiar symboliczny. Pokazuje jakie charyzmaty są Mu szczególnie bliskie. Automatycznie nasuwają się tu postacie św. Franciszka z Asyżu i św. Franciszka Ksawerego. Pierwszy z nich to symbol ubóstwa i pewnej pogardy dla dóbr doczesnych, drugi to współzałożyciel zakonu Jezuitów w 1534r. Obaj są symbolem gorliwego głoszenia Ewangelii i życia na jej gruncie. Ksiądz prof. Waldemar Chrostowski w swoim -do bólu- prawdziwym artykule o sytuacji w Kościele „Papież na czas głębokiej odnowy” przypomina, że Papież Franciszek (nie pierwszy) jest też Jezuitą. To ten Zakon dał odpór reformacji w XVI wieku i dał podwaliny pod duchową i doktrynalną odnowę Kościoła.

W coraz bardziej więdnącej cywilizacji białego człowieka wskazanie na te zasługi napawa optymizmem. A więc Sursum Corda.

Habemus Papam .

Bogu niech będą dzięki .

 

Mirosław Raiter

Discussion

No comments yet.

Post a Comment