//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Mirosław Raiter: Armia jest najważniejsza

    • Aktualne wydarzenia za naszą wschodnią granicą zadają kłam twierdzeniom jakoby historia już się skończyła, a na świecie nastał czas pokoju i szczęśliwości. Historia nigdy się nie kończy, ma ona tylko swoją dynamikę.

Obalenie przez tłum prezydenta Janukowycza i późniejsze zajęcie Krymu przez Rosję, to są momenty gdy historia właśnie przyspieszyła. W tym przypadku to co zaszło w sąsiedniej Ukrainie ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Polski.

W chwilach przełomowych i w stanach zagrożenia dla narodu i państwa, cała uwaga skupia się na stanie armii. Prawie siedmioletnie rządy koalicji PO-PSL doprowadziły do poważnej destrukcji instytucji państwa, w tym szczególnie polskiej armii. Stara maksyma Rzymian mówi: „Si vis pacem, para bellum” (Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny). Aktualni przywódcy polityczni rządzący Polską, prezydent B. Komorowski i premier D. Tusk, to przecież z wykształcenia historycy. Ponoszą oni bezpośrednią odpowiedzialność za stan obronności naszego państwa. Zepchnęli bezpieczeństwo narodowe na dalszy plan.

Na palcach dwóch rąk można wymienić atuty naszej armii. W lotnictwie mamy 48 myśliwców F-16 i 32 Mig-29. W wojskach lądowych mamy 600 transporterów KTO „Rosomak” i 128 czołgów „Leopard” 2A4. W defensywie dysponujemy 2675 przeciwpancernymi pociskami „Spike”, a obrona przeciwlotnicza dysponuje odpowiednikami amerykańskich „Stingerów”, pociskami przeciwlotniczymi „Grom”, mającymi jednak zastosowanie na bardzo krótkich dystansach i wysokościach. To jest jedyny bojowy sprzęt odpowiadający współczesnemu polu walki. Marynarka wojenna nie przedstawia żadnej wartości bojowej. Wojska pancerne i zmechanizowane dysponują przestarzałymi 1000 BWP-1 i kilkuset czołgami T-72 i przy pełnoskalowym konflikcie zostałyby zniszczone w prze-ciągu kilku godzin. Ostatnia wielka bitwa pancerna XX wieku, która rozegrała się na irackiej pustyni w 1991 r. pokazała jaki los czeka formacje, które nie dysponują nowoczesnym sprzętem. Jeden amerykański pułk pancerny wyposażony w czołgi M1A1 „ Abrams” w 1,5 godziny rozbił w pył elitarna iracką dywizję pancerną „Tawakalna” wyposażoną w czołgi T-72.
Polski parlament w 2001r. uchwalił ustawę w której zapewniono sztywny wskaźnik wydatków na obronność w wysokości 1,95 % PKB.

Paradoksalnie to za czasów rządów SLD w 2003 r. podpisano umowy na zakup KTO „Rosomaków”, F-16 i ppk „Spike”, rozpoczęto program budowy siedmiu korwet „Gawron” i przyspieszenia nabrał program budowy armatohaubicy „Krab”. Nigdy później nie wdrażano tylu programów modernizujących technikę wojskową. O ile rząd PiS realizował ustawę wydatkową i kontynuował programy zapoczątkowane przez śp. Jerzego Szmajdzińskiego (lewicowiec, ale najlepszy minister obrony po 1989 r.), to nastanie rządów Donalda Tuska spowodowało katastrofę modernizacyjną. Jedynym programem o znaczeniu operacyjnym po 2007 r. był zakup Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego z przeciwokrętowymi rakietami NSM, na tle których tak chętnie ostatnio prezentował się premier. Przez siedem lat rządów D. Tuska nie został spełniony wymóg wydatkowania 1,95 % PKB na obronność. Ustawę sprytnie obchodzono. Parlament uchwalał wymóg ustawowy, ale pod różnymi pretekstami wydatki nie były realizowane. W ten sposób armia nie otrzymała uzbrojenia na łączną kwotę 10 mld zł. Za te pieniądze można byłoby kupić eskadrę F-16, dwa kolejne dywizjony NDR, dwa dywizjony armat haubic „Krab” i w pełni wyposażyć w KTO „Rosomak” brygadę zmechanizowaną wielkości naszej międzyrzeckiej 17 WBZ.

Obecny czas naszej państwowości to przyspieszona inflacja polskiej racji stanu. Reakcja premiera na wydarzenia ukraińskie obnażyła całkowicie słabość polityki uprawianej przez Komorowskiego i Tuska. Polska wykorzystywana jest przedmiotowo w rozgrywce wielkich mocarstw. Pragmatyczną opinię na temat tego co się dzieje na Ukrainie wyraził gen. brygady Adam Sowa, który w latach 2001-2004 służył w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Generał, doskonale znający geopolityczne realia, napisał min.: „To jest rozgrywka strategiczna zawodników wagi ciężkiej. Polska do nich nie należy. Mocarstwa wyjdą z tego konfliktu z twarzą zabezpieczając swoje interesy, natomiast ewentualne porażki spadną na mniejszych. Ci mniejsi poniosą też w przyszłości konsekwencje swoich działań”.

W licznych medialnych wystąpieniach, zarówno premier jak i prezydent ani razu nie upomnieli się o zwrot wraku Tu-154M, czy też o prawa Polaków mieszkających za wschodnią granicę. Całkowicie niewiarygodne są wystąpienia premiera, który medialnie uprawia ostrą antyrosyjską retorykę, a w orędziu do Polaków prezentuje pacyfizm i defetyzm. Próbując ugrać kilka punktów procentowych, deklaruje, że powrotu do poboru nie będzie. Taka postawa jest sprzeczna z art. 85 polskiej konstytucji, w którym jasno jest stwierdzone, że „Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny”. Czy premier zastanowił się kiedykolwiek jaki los czeka młodych Polaków, gdy przyjdzie chwila próby i trzeba będzie bronić ojczyzny. Jak wielkie będą straty ze względu na brak przeszkolenia wojskowego?

Przed nami rok wyborczy. Aby odwrócić postępującą dekompozycję państwa polskiego, muszą nastąpić zmiany na scenie politycznej. Jak wyartykułowali działacze Ruchu Narodowego, trzeba „zmiany radykalnej”. Trzeba tej zmiany w szczególności w polskiej armii. Imperatywem polskiej racji stanu jest posiadanie takiego potencjału militarnego, który będzie działał odstraszająco na każdego potencjalnego agresora. W tej materii musi dojść do ponadpartyjnego kompromisu. Konstruowanie budżetu państwa należy zawsze zaczynać od zdefiniowania wydatków na obronność. Armia musi być najważniejsza. Należy zwiększyć wydatki do poziomu gwarantującego szybki przyrost zdolności bojowych. W polskich warunkach powinno to odpowiadać 3,5 – 4 % PKB. Polska potrzebuje 200-tu tysięczną w pełni profesjonalną armię, wyposażoną w czołgi klasy Merkava IV i samoloty F-35. Na zasadzie dobrowolności, dla mężczyzn należy przywrócić podstawowe szkolenie wojskowe. Każdy Polak zdrowy na ciele i umyśle, wzorem USA, powinien mieć prawo do posiadania broni. Należy znieść wszelkie zakazy utrudniające do niej dostęp. Tylko państwo posiadające adekwatną siłę zbrojną może być podmiotem polityki międzynarodowej. Polska klasa polityczna musi mieć zakodowaną maksymę pruskiego teoretyka wojny Carla von Clausewitza, że „Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”. Słabość militarna zawsze prowokuje inne państwa do rozwiązań siłowych. Polska nie może do tego dopuścić.

Mirosław Raiter

(Artykuł ten został pierwotnie zamieszczony w gazecie Stowarzyszenia Narodowy Gorzów – Gorzów Wlkp., kwiecień 2014 r.)

Discussion

3 Responses to “Mirosław Raiter: Armia jest najważniejsza”

  1. Proszę zapytać młodych ludzi, ale nie z jakiegoś klubu historycznego, czy innych pasjonatów, ale np. licealistów uczących się historii, jak wytłumaczyć fakt, że w okresie 21 lat trwania II RP, z czego pierwsze cztery to walki o granice, ostatnie trzy to przygotowania do wojny, a dodatkowo były jeszcze trzy lata wielkiego kryzysu i rok wojny celnej, czyli w sumie tylko ok. 10 lat spokoju, zdołano uzbroić armię w nowoczesne karabiny i pistolety polskiej konstrukcji, zbudować najlepszy w połowie lat 30-tych przemysł lotniczy, z takimi perełkami jak Łoś, Wilk, Wyżeł, Sum i Mewa na Le Bourget w 1938r., zaprojektowano silnik odrzutowy i pulsacyjny, uzbrojono w kilka niszczycieli marynarkę, wybudowano kilka fabryk amunicji i prochu, wprowadzono do użytku peryskop odwracalny, zaprojektowano kilka typów nowoczesnych myśliwców. A dziś po 25 latach okazało się, że nie potrafimy nawet zbudować porządnego odrzutowego samolotu szkolno-bojowego. Z Leopardów bym się nie cieszył, bo na serwisie i naprawach zarobią zakłady niemieckie. Poza tym nasze wojska przeciwlotnicze praktycznie nie istnieją. 4 % na PKB jak najbardziej. Niech będzie nawet 5, byleby nie były wydawane jak za Jaruzela na złom cofnięty o trzy generacje w stosunku do Zachodu i dwie generacje w stosunku do Sowietów. Potem szła sprzedaż do Mali, Jemenu, Angoli. Pobór to przeżytek, trzeba zbudować coś w rodzaju centrów wojskowych przy politechnikach niech to będą kursy oficerskie, podoficerskie, małym kosztem można szkolić np. w Szczecinie czy Wrocławiu elektroników, informatyków, łącznościowców czy saperów. Odpowiedni program stypendialny jest tylko potrzebny.

    Posted by AW$LD | 27 maja 2014, 13:50
  2. bez poboru powszechnego co najmniej 9 miesięcznego /do czego zobowiązuje Konstytucja RP/ utworzenie silnej,zmotywowanej armii jest nierealne. Armię stanowi Naród a nie zbieranina przypadkowych ,często nasyłanych obwiesiów uzbrojonych na koszt społeczeństwa.

    Posted by sosenka | 3 października 2014, 13:54
  3. ci obwiesie to wspierany przez wszystkie wywiady super tępy postkomunistyczny beton, który uważa się za kwiat europejskiego rycerstwa. To jest międzypokoleniowa inwestycja rosjan, niemców i amerykanów. Ci ludzie mają paranoję rozbudowaną na miarę technologii atomowych. Pewnie nawet holendrzy mogą sobie pozwolić na garść polskich patałachów. Rozmowa o sprzęcie nie ma sensu. Proszę włączyć TV i wyjrzeć za okno! Czy to może jakaś przykrywka i te wszystkie długi i kupa kamieni to wyrafinowana propaganda post AK-owców którzy sfingowali swoje pogrzeby? :D

    Posted by Marcin | 7 października 2014, 08:37

Post a Comment