//
czytasz właśnie...

Okiem socjologa

Maciej Chocianowski: Trotyliada

Okiem socjologa

Trotyliada
Ładne rzeczy! Jedno z urządzeń wykryło trotyl na szczątkach Tupolewa. A przecież był rozkaz, że żadnego trotylu nie było! W tej sytuacji nie było innego wyjścia jak tylko zamordować owo nieszczęsne urządzenie i jego wartość technologiczną obniżyć do poziomu lupy chińskiej produkcji. Co prawda w szeroki świat poszła wieść, że trotyl znaleziono, ale już niebawem niezależna jak najbardziej prokuratura urządziła lekcję pokazową z udziałem szynki i pasty. A w ogóle to żaden trotyl, tylko coś jakby może trotyl, chyba trotyl, takie coś trotylopodobne, w sumie nie wiadomo. Dziwne. Zawsze sądziłem, że prokuratura to taka smutna instytucja, której funkcjonariusze są raczej powściągliwi i skąpi w udzielaniu informacji, a tu proszę. Informacja i dementi za jednym zamachem… Ups! Jakim zamachem!?! Zamachy nie istnieją!

W takim razie powstaje pytanie natury zasadniczej. Po co w ogóle przeprowadzać jakiekolwiek ekspertyzy, skoro narzędzia służące do ich przeprowadzania pokazują co im się żywnie podoba? Jeśli urządzenia pokazują bzdury to cały ten wrzask o blachy po Tupolewie był bez sensu. Jeśli natomiast pokazują prawidłowo to faktycznie obecność trotylu staje się bardzo zagadkowa. Sytuacja jako żywo przypomina badanie alkomatem przedstawicieli parlamentu. A to alkomat uszkodzony, a to dlatego 2,5 promila, bo jabłek się najadłem, a to płynu do spryskiwaczy się nawąchałem, a to syrop na kaszel. Zawsze coś. Chciałbym się mylić, ale już widzę oczami wyobraźni dalszy ciąg zdarzeń. Prawdopodobnie okaże się, że to nie trotyl, tylko jakieś mikroelementy występujące również w trotylu. Tak jak na przykład na skórze człowieka znajdziemy mikroelementy złota, tak na pozostałościach samolotu odnajdziemy jakieś trotylopodobne atomy nie wiadomo czego. I wszystko zakończy się skocznym oberkiem.

Cała ta historia z materiałami wybuchowymi zawiera w sobie pewien element komiczny. Kiedy redaktor Gmyz po raz pierwszy ogłosił informacje na temat wykrytej na resztkach Tupolewa substancji, świat „autorytetów moralnych” wpadł w panikę. Najwyraźniej wówczas zablokował się telefon do Adama Michnika, bo nasi okupanci kompletnie nie wiedzieli co mają myśleć i mówić do kamer. Pewien mądrala jednak się wychylił i począł objaśniać uprzejmie, że trotyl to sprawa zupełnie normalna, bo przecież pod Smoleńskiem w czasie wojny trwały ciężkie walki, było dużo różnych materiałów wybuchowych, to i trotyl się gdzieś tam zaplątał. Ot, takie tłumaczenie na szybko, na siłę i za wszelką cenę. Teoria dla debili. Czyli dla lemingów. Nie poparta nawet cieniem jakiegokolwiek dowodu.

Gdyby tak podczas sekcji zwłok Przemysława Gosiewskiego wyciągnięto z jego ciała kule po karabinie, to zapewne ów mędrzec objaśniłby, że Tupolew walnął o glebę, z gleby wyleciały pociski z czasów wojny i jakoś tak powbijały się w Gosiewskiego. Myślicie Państwo, że wypisuję absurdalne żarty? Nie. Cała rzesza lemingów przyjęłaby takie tłumaczenia bez zmrużenia oka. Bo argumenty merytoryczne nie trafiają do żadnej ze stron sporu o katastrofę smoleńską. To tak jakby przekonywać kibiców jednej drużyny do argumentów drużyny wrogiej. Co prawda Jan Pospieszalski twierdził w swoim programie, że „warto rozmawiać”, ale ja nie byłbym tego taki pewien. Łażę już trochę lat po tym świecie i jakoś nigdy nie widziałem żeby w wyniku dyskusji politycznej któraś ze stron zmieniła zdanie. Chyba, że dyskusja przebiega pomiędzy dorosłym, a dziesięciolatkiem. Ażeby warto było rozmawiać to jeszcze musi być z kim.
Tymczasem Zieloną Górę odwiedził dziś Jarosław Kaczyński. Na spotkaniu byłem. Kaczyńskiego widziałem po raz pierwszy w życiu na żywo. Oto moje uwagi:
1. Kaczyński wcale nie jest taki obleśny i mlaskający jak go telewizje kadrują.
2. Kaczyński w ogóle nie wspomniał o Smoleńsku. To media nieustannie o Smoleńsku gderają.
3. Kaczyński ani razu nie wspomniał o Radiu Maryja i o. Rydzyku. W mediach występują niemalże jako para.
4. Kaczyński nie zwalał winy za swe niepowodzenia na dziennikarzy. Wprost przeciwnie. Wyrażał się o nich ciepło.
5. Kaczyński mówił całkiem ciekawie. Nie był nudny. Chociaż w bardzo wielu kwestiach się z nim nie zgadzam.
6. Kaczyński potrafi dowcipkować.
7. Kaczyński skupiał się na argumentach merytorycznych, często mylnych, ale nie atakował nikogo personalnie.
8. Dziewczyny z młodzieżówki PiS wcale nie wyglądają jak pielgrzymujące dziewice.
9. Kaczyński nie sprawiał wrażenia jakby chciał „podpalić Polskę”.
10. Kaczyński jest znanym krasomówcą, ale na początku trochę popatrywał w kartkę. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie wiem, bo mównica miała pochyły blat.
11. Pytania były spisywane na kartkach i dostarczane do posła Marka Asta. Pan poseł je wybierał, redagował i zadawał Panu Prezesu. W ten sposób nie było pytań trudnych, uniknięto niepotrzebnych prowokacji, za to przynajmniej był jakiś porządek.
Zaiste potężna jest siła mediów. W telewizji wygląda to wszystko zupełnie inaczej.

Maciej Chocianowski

Discussion

No comments yet.

Post a Comment