//
czytasz właśnie...

Regionalia

Kołodziejski i SB

Kołodziejski i SB.
Spotykałem się, ale nie współpracowałem.
(Tekst ten był pierwotnie opublikowany w gazecie jednodniowej "Jedynie prawda jest
ciekawa", która ukazała się w Gorzowie Wlkp., w nakładzie 7000 egz.,
w czerwcu 2009 r.)

 - Nigdy nie podpisałem współpracy. Od 1985 r. spotykałem się w Gorzowie Wlkp.
z oficerami SB, ale agentem nie byłem!

Pytam Tadeusza Kołodziejskiego po co się z nimi spotykał? Co chciał osiągnąć?
– Podsunął mi te spotkania Zdzichu Dębicki, a Adam Stefaniuk, z którym się też
kolegowałem, znał wielu oficerów i kilku z nich przez niego poznałem.
Pierwsze spotkanie z SB zorganizował dla Kołodziejskiego Dębicki. Przyszli na nie naczelnik
wydziału ppłk Kazimierz Półrolniczak i kpt. Ryszard Sikorski. Chwalili Kołodziejskiego, że
jest nietuzinkowym działaczem Solidarności.

– Dla tych esbeków spotkanie ze mną dawały im możliwość awansu. Mówili o tym przy kielichu.
Sikorski dzięki mnie został podpułkownikiem. A w ogóle to chcieli mnie, w późniejszym
okresie, ze Stasi skontaktować. Oczywiście nigdy się na żadne Stasi nie zgodziłem.
Ponownie pytam: - Po co podjąłeś tę „grę”?

- Nawiązując z nimi kontakty mogłem zrobić więcej niż działając w podziemiu. Co bym
zrobił chodząc z wizytówką na czole „gorzowskie podziemie”? Co to za konspiracja była?
Wszyscy wiedzieli kto to Wiśniewski, a Wiśniewski znał wszystkich
– kończy z kpiną w głosie poprzednią myśl. (Zbigniew Wiśniewski – pseudonim Stanisława
Żytkowskiego, szefa podziemnej RKW.)

Jak wypuścili go we wrześniu 1983 r. z więzienia, to już działało podziemie. Gorzów był
ważnym i liczącym się w kraju ośrodkiem opozycji. Kołodziejski dystansował się od RKW,
bo uważał, że najważniejsi są ludzie z pierwszej Solidarności. Natomiast utrzymywał bliskie
kontakty z autorytetem Solidarności ks. Andrzejewskim. Dostąpił nawet zaszczytu zwracania
się do niego per Witek.
Z czasem dystansowanie zmieniło się w niechęć do RKW. Bronek Żurawiecki pamięta, że
namawiał działaczy podziemia do poparcia listu tzw. Grupy Roboczej, w którym apelowano o
odcięcie się od L. Wałęsy. List ten przywiózł na pogrzeb Edka Borowskiego Marian Jurczyk,
agent SB (VIII 1987).
- Było mi przykro, gdy mówiono o mnie, że się izoluję. Gdyby mnie wtedy spytał ktoś
dlaczego, to prawdy bym nie powiedział.

W meldunkach SB Kołodziejski występuje jako TW „Zygmunt”. Dokumenty te
zamieścił w internecie K. Michalczyk - http://swkatowice. Mojeforum.net/temat-
vt6424.html?postdays=0& postorder=asc&start=0 (szukać postu “wysłany: Wto Lis 25,
2008 3:45”). On też je czytał. Z naciskiem podkreśla, że dopiero teraz dowiedział się o
pseudonimie „Zygmunt”, który mu wtedy nadała SB.
- Przeczytałem chyba dwa dokumenty, ale reszty już nie, bo to kompletne bzdury
na mój temat.

Z pisma WUSW w Gorzowie Wlkp. do Naczelnika Wydziału I MSW z 1.06.1988 r. wynika,
że TW „Zygmunt” otrzymał zaproszenie do Kanady i ma problem z kupieniem biletu
na samolot. W piśmie sugeruje się, aby wywiad udzielił pomocy w zakupie tego biletu,
gdyż „Tw. ps. Zygmunt jest długoletnią, sprawdzoną i aktywną jednostką wywodzącą się z
kręgów opozycyjnych w Gorzowie posiadającą kontakty towarzyskie z przedstawicielami
struktur „Solidarności” za granicą”. A ponieważ w Toronto mieszkał Z. Bełz
(założyciel RKW), to – zdaniem SB - istniała możliwość wykorzystania „Zygmunta”
do jakiejś operacji przeciwko niemu. O Bełzie mówi z niechęcią.
Uważa, że dzisiaj rozpowiada on nieprawdę twierdząc, że widział go wtedy w Kanadzie.

- W 1988 r. nie miałem wizy do Kanady, to jak mogłem starać się o bilet. Nie byłem
w Kanadzie! Przeraża mnie, że dokument SB staje się w oczach wielu wiarygodny.

To ostatnie stwierdzenie, to także przytyk w moją stronę. Zdaniem Zbigniewa Wrześniaka w
1988 r. Tadeusz mówił mu, że chce polecieć do Kanady i że ma trudności z papierami i musi
pojechać do do Warszawy, aby je załatwić. Ostatecznie - jego zdaniem – poleciał w 1989 r.

Ciągle nie wiem dlaczego ten człowiek-historia, organizator słynnego strajku w „Ursusie”
(14.12.1981 r.) tak chętnie spotykał się z ludźmi z mętowni z ulicy Kwiatowej. Dlaczego
w ogóle z nimi gadał i towarzyszył im, gdy pili wódkę? (Sam – jak twierdzi – nie pił i nie
pije) Został bardzo dotkliwie pobity przez ZOMO w trakcie pacyfikacji strajku. Dostał trzeci
najwyższy w Polsce wyrok – 8 lat (po odwołaniach zostało 5).
- Nie uśmiechało mi się wyjeżdżać z kraju. Po wyjściu z więzienia chodziłem na wagony,
pracowałem u Dębickiego. Wiedziałem, że na tych gnoi nie ma żadnego sposobu. Dostałem
od nich wpier***. Myślałem – ja wam ch*** jeszcze pokażę.

- I dlatego podjąłeś grę? – znowu pytam.
- To była gra w pewnych granicach. Nie rozmawiałem z nim na temat kościoła i hierarchów.
Mówiłem tylko o rzeczach oczywistych. O tym o czym wszyscy mówili na mieście. Raz przynieśli
mi jakąś ulotkę i pytali czy ona jest zrobiona na powielaczu, czy na sicie. Chciałem pomagać
podziemiu i chciałem z tych rozmów skorzystać coś dla siebie.
Później trochę filozoficznie dodaje: – Każdy ma prawo prowadzić politykę po swojemu. 
Gwałtownie protestuje gdy stwierdziłem, że nie pomagał podziemiu. Mówi, że miał kontakty
z działającymi na Zachodzie Chojeckim i Blumsztajnem. Organizował dary i w nich
przemycał farbę i inne materiały do druku, oraz książki.
- Ja nie mogłem osobiście pomagać podziemiu. Przecież SB mnie sprawdzała. Robili to
za mnie Haczkur i Zięba. Poza tym ja nie chciałem wiedzieć kto, gdzie i komu. Dlatego
nie przywiozłem dla RKW powielacza.

Według Zenona Michałowskiego (członek RKW) Kołodziejski był przez niego i przez
Stanisława Wicika, który drukował Feniksa w latach 1984 – 1986, wielokrotnie proszony o
zorganizowanie farb, siatki itp. Dawali mu listę potrzebnych do druku rzeczy i nie mogli się
ich doczekać. Kilka razy coś przekazał Mirosław Haczkur, a Zięba nigdy.

Opowiadam mu historię młodego gorzowianina, członka RMN, którego dorwała SB.
Przemaglowali go, złamali. Podpisał współpracę. Wypuścili go z dołka, a on zamiast od razu
do mamy i taty, pojechał do swoich kolegów. Powiedział im bez owijania w bawełnę, że od
dzisiaj nie mają mu nic mówić, bo właśnie podpisał współpracę.
Zareagował trochę nerwowo. Zapewnił, że on postąpił podobnie. Powiedział o swoich
spotkaniach Sawickiemu, a potem Ziębie. Jak było, nie dowiemy się. Obaj już nie żyją.

- Uprzedziłeś o swoich kontaktach z SB Żytkowskiego albo Hejmanowską?

Odpowiedział przecząco. Żytkowskiego uprzedził raz, ale o grożącym niebezpieczeństwie,
po wpadce drukarni i aresztowaniu Wicika oraz R. Osipowicza (1986 r.). Opowiada, że
jechał samochodem z Dębickim i spotkali jakiegoś znajomego esbeka, który im powiedział,
że właśnie, godzinę temu, dorwali tą pieprzoną Solidarność i mają drukarnię. Natychmiast
powiadomił o tym ks. Andrzejewskiego, aby ten zaalarmował szefa RKW. Nie wiem czy ks.
Andrzejewski wiedział o jego bliskich kontaktach z SB.

W styczniu 1988 r. zawiązała się Rada Regionu. Na tym zebraniu był Kołodziejski, ale
odmówił wejścia do jej składu.
- Nie mogłem przecież wstać i powiedzieć, że nie wstąpię, bo się spotykam z SB –
tłumaczy.

W 1988/89 r. był najbogatszym w Gorzowie człowiekiem Solidarności. Od 1986 r. prowadził
własną firmę, która produkowała grzejniki. Miał też kontakty handlowe z RFN.
Mówię mu, że wygląda na to, iż bezpieka ułatwiła założenie jego firmy i pozwoliła mu na
częste wyjazdy do RFN. Oburzył się.
- Nie skorzystałem z żadnej ich pomocy. Dębicki pomógł mi otworzyć działalność. A na
Zachód mógł wyjeżdżać w 1986 r. każdy kto chciał.

Wie, że po mieście krążą kopie meldunków w sprawie TW „Zygmunt” i że ludzie o nim
źle gadają. Wspomina, że też gadali za pierwszej Solidarności, że pijak, dziwkarz, całymi
garściami bierze z kasy związkowej, choć to wszystko była nieprawda.
- Dzisiaj kolportują przeciwko mnie esbeckie papiery. To tak jakby wyrok na mnie wydano.
Nie mogę pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy powielają te brednie.

Pomyślałem sobie, że zamiast pociągać do odpowiedzialności, to lepiej zaprosić ludzi
Solidarności na spotkanie i publicznie ustosunkować się do oskarżeń i plotek. Mówię mu o
tym.

- Nie muszę nikogo przepraszać. Nie żałuję, że miałem kontakty. Ja nie mam żadnego
problemu, bo wiem, że nic złego nie zrobiłem. Problem mają ludzie, którzy źle o mnie
gadają. Mam to wszystko w dupie. Nie muszę tego wszystkiego tłumaczyć. Wcześniej
Z. Bodnar nagrał ze mną wywiad. Teraz z Tobą rozmawiam. To już ostatni raz.

W grudniu 2007 r. wręczono mu za działalność w Solidarności, przyznany przez prezydenta
Kaczyńskiego, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Niewątpliwie Kołodziejski zrobił
w stanie wojennym to co do niego należało. Komisja Krajowa ustaliła, że w razie ogłoszenia
stanu wyjątkowego należy odpowiedzieć strajkiem generalnym. I zrobił strajk w „Ursusie”.
Gorzów wskoczył do ekstraklasy najbardziej opozycyjnych miast w Polsce.

- Order oddałem Teresie Klimek i powiedziałem, że może z nim zrobić co chce. Uważam, że
osoba, która go nosi powinna być bez skazy.
Pytam: - Jak to Teresie Klimek? Nie ona ci go nadała.
- Ale ona była inicjatorką wniosku o przyznanie mi jego. Nie odesłałem go Prezydentowi,
bo by wyszło, że mu odmawiam.

Gest ten niewiele znaczy, gdyż formalnie i faktycznie nadal jest kawalerem tego chlebowego
orderu.

Rafał Zapadka

P.S. Rozmawiałem z Tadeuszem Kołodziejskim 6 maja 2009 r. w Camera Cafe w Gorzowie.
Potem przesłałem mu ten artykuł mejlem. Zadzwonił do mnie i poprosił, abym zmienił jego
stwierdzenie, iż SB-ecy mówili mu po pijaku. Argumentował, że jak spotka się z Sikorskim, to
ten będzie miał do niego o “po pijaku” pretensje. Zapowiedział jeszcze inne poprawki, ale się
ich nie doczekałem.

We wrześniu 1980 r. Kołodziejski stanął na czele założycieli NSZZ Solidarność w Gorzowie
Wlkp. - został przewodniczącym MKZ. W kwietniu 1981 r. Wybrano go wiceprzewodniczącym
Zarządu Regionu Solidarności.

Discussion

3 Responses to “Kołodziejski i SB”

  1. Jak wiem nie ma już Ursusa w Gorzowie Wlkp, jak innych sztandarowych zakładów solidarności. Zadławiła ich obłuda?.

    Posted by Waldek | 4 sierpnia 2013, 17:47
  2. - Pani też podpisałaby esbeckie papiery w tamtych czasach – mówił były prezydent Lech Wałęsa do Moniki Olejnik w programie „Kropka nad i” w TVN24. – Wytyczne oraz zasady były jasne i rygorystycznie przestrzegane – replikuje w rozmowie z portalem niezalezna.pl Andrzej Gwiazda, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i NSZZ „Solidarność”.

    – Była w opozycji i w WZZ instrukcja, gdzie były podane prawa przesłuchiwanego. Tam było podane, żeby tylko stawiać się na wezwania, gdzie jest wymieniony numer sprawy, jaka sprawa i przeciw komu. Jeśli tego nie było, to na przesłuchania nie należało przychodzić – mówi Andrzej Gwiazda.

    Jak twierdzi były opozycjonista: – Ważne było, aby odmawiać kategorycznie jakichkolwiek rozmów, jeśli nie było to formalne wezwanie z pieczęcią.

    – Czy Wałęsa to wiedział? W WZZ ten, kto nie puszczał tej instrukcji mimo uszu, to wiedział. Nie do pomyślenia było, żeby ktoś gadał z bezpieką. Wytyczne oraz zasady były jasne i rygorystycznie przestrzegane – konkluduje Andrzej Gwiazda.

    http://niezalezna.pl/45633-gwiazda-o-slowach-walesy-instrukcje-dla-opozycji-byly-jasne-nie-rozmawiac-z-sb

    Posted by Sławomir Wieczorek | 5 września 2013, 23:48
  3. Wychodzi na to że cała gorzowska solidarnościowa opozycja to lipa.Sb wiedziało o wszystkich i dawało legalnie pozwolenie na opozycyjne gorzowskie popierdywania.Wszędzie jest szambo mniejsze lub większe

    Posted by mrówka cała | 29 czerwca 2015, 13:50

Post a Comment