//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Kawał pomysła

  • PO w Gorzowie ma kawał pomysła, aby utworzyć Akademię Gorzowską z państwowej wyższej szkoły gotowania na gazie, zwanej też wyższą szkołą zawodową, i zdychającej AWF. Właśnie ten stary pomysł odgrzała pani poseł Krystyna Sibińska.  Z dwóch miernot chcą powołać jedną dużą miernotę, by wzmocnić prestiż Gorzowa.

Oczywiście za ten wątpliwy prestiż musi ktoś zapłacić. Wiadomo kto – nasze biedne miasto, które ledwo zipie pod kosztami „Słowianki” i filharmonii.  Rektor AWF prof. Jerzy Smorawiński bez zmrużenia oka zakomunikował: „bez wiodącej roli miasta … i bez pewnej pomocy taka jednostka [akademia] nie powstanie”. Według niego Gorzów ma nie tylko płacić za utworzenie akademii, ale i za wyciągnięcie AWF z długów. Powstały one, gdy jakaś cwana gapa z kierownictwa tej uczelni zezwoliła na przelewanie pieniędzy, na konto wykonawcy remontu akademika, za niewykonane prace. Firma zbankrutowała, forsa przepadła, prace stanęły, prokuratura ma od cholery roboty. W takich okolicznościach rektor profesor najpierw miał pomysła, aby sprzedać halę ofiarowaną przez nasze miasto. Wobec weta prezydenta wykombinował inny sposób wyszlamowania budżetu miejskiego. Mianowicie chce teraz, żeby miasto odkupiło od niej stadion lekkoatletyczny przy ulicy Wyszyńskiego. Jasno więc widać, że AWF goni w piętkę i bez dobrego wujka z długów nie wyjdzie. Rzeczywiście ucieczka od nich w Akademię Gorzowską zdejmie odpowiedzialność z konkretnych osób winnych zadłużeniu, a ponadto zapewni zachowanie tak miłych etatów pracowników nauki i administracji, i w ogóle.

Akademia stać powinna tzw. samodzielnymi pracownikami nauki (habilitowanymi doktorami minimum), których w Gorzowie jak na lekarstwo. Gdyby nie chałturzenie profesorów spoza Gorzowa, głównie ze Szczecina, to PWSZ nie spełniałaby tzw. wymogów i musiałaby się obejść smakiem wyższej szkoły. W naszym mieście nie ma niestety ukorzenionego środowiska naukowego i przez to jest ono tylko żerowiskiem dla łatwego zarobku różnych komiwojażerów, głównie politgramoty, z tytułami naukowymi.

A może jednak te rzesze licencjatów i magistrów, które taśmowo produkują PWSZ i AWF, to sam cymes, sól ziemi i drożdże rozwoju. Pomyślność Gorzowa i najbliższych okolic jest nie do pomyślenia bez nauczycieli wuefu, magistrów zarządzania, pedagogiki lub bezpieczeństwa (cokolwiek to znaczy)? Czy przypadkiem nie jest tak, że tych biednych młodych ludzi cynicznie oszukano, tworząc im iluzję zdobycia solidnego wykształcenia i dobrej pracy? Realna gospodarka najlepiej ocenia wartość i przydatność tytułów magistra i innych kwalifikacji. Pewien przedsiębiorca ze Swarzędza złapał dobry kontrakt i na gwałt poszukiwał 70 tapicerów. Zgłosiło się 3. Inny przedsiębiorca z okolic Poznaniu ogłosił konkurs na stanowisko specjalisty od PR. Zgłosiło się 700 chętnych. Do konkretnej roboty chętnych brak.

Młodzi wykształceni chcą urzędolić i uprawiać pic na wodę fotomontaż, bo do tego prawdziwej wiedzy i żywego intelektu nie potrzeba. Póki co są skazani na wystawanie w kolejkach do urzędu pracy albo do szukania szczęścia na obczyźnie. Główną za to winę ponosi państwo i rządzący. W tym również taka filutka jak poseł Sibińska, która ten chory system marnej edukacji chce umacniać i rozwijać. Jego beneficjentami nie jest młodzież, ale biurokracja nauki i zadłużone po uszy wyższe uczelnie. Mimo to wierzę, że pani poseł jeszcze zrobić coś dobrego, np. stworzy w Gorzowie szkołę, która będzie wypuszczała co roku setki tapicerów, dekarzy czy kafelkarzy. By żyło się lepiej.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment