//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Jerzy Klincewicz: Razem, czy kupą …?

  • Po porażce Prawa i Sprawiedliwości w wyborach 2007 roku, wobec upadku Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony, podjąłem próbę  spopularyzowania poglądu, według którego – PiS, jeżeli istotnie chce odgrywać wiodącą rolę w życiu publicznym-politycznym  w Polsce, to z powodu wrogiego klimatu politycznego stworzonego przez dwa obozy polityczne ruskich i pruskich, oraz z powodu głębokiej apatii znaczącej części społeczeństwa – musi  zacząć rozglądać się za naturalnym sprzymierzeńcem politycznym w Kraju,  w różnych formacjach niepodległościowych działających poza  parlamentem. Takim naturalnym sprzymierzeńcem PiS’u mogła być tylko partia ideowo pokrewna.

Między innymi, taką ideowo pokrewną partią,  już od samego jej poczęcia,  stała się Prawica Rzeczypospolitej, przeciwko której pracowano solidarnie po lewej i prawej stronie i po to, by przyprawić jej gębę tych  „co to tylko dzielą prawicę, tylko rozbijają”. Oczywiście, że taki pogląd służył zawsze i nadal służy starej postsowieckiej lewicy Millera, nowej lewicy skupionej wokół Palikota i starej łżeprawicy jawnie skupionej w PO i niejawnie, bo pod przykryciem, ulokowanej w PiSie. Zwłaszcza ci ostatni nie bardzo rozumieją, że sami w Sejmie, bez koalicyjnego wsparcia, niczego nie zdołają zrobić:  żadnej nowej dobrej ustawy przyjąć, starej poprawić, konstytucji zmienić i – przede wszystkim – rządzić.

Nie znam praźródła sloganu o zawsze pilnej potrzebie jednoczenia prawicy w Polsce. Rozumiem tylko, że w Polsce nigdy takiej politycznej potrzeby nie było. Było natomiast zawsze (po okrągłym stole) zapotrzebowanie na różne formy-narzędzia pacyfikacji tych ugrupowań antykomunistycznych-niepodległościowych, które światopoglądowo odbiegały od wyznaczonych wtedy (wczesne lata 90’te) i dzisiaj wyznaczanych standardów europejskicj, żeby nie powiedzieć światowych. Ponieważ „razwiedka” niejedno ma imię, mieliśmy zatem specyficzny rodzaj frontu jedności prawicy w postaci niesławnej pamięci AWS.

Partia Jarosława Kaczyńskiego, zaraz po zawarciu porozumień koalicyjnych z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, znalazła się w dramatycznej i zarazem kuriozalnej jak na europejskie warunki sytuacji politycznej, bo w stanie totalnego oblężenia – w Sejmie, w mediach, na ulicy i w tramwaju. Taki stan rzeczy trwa do dziś.

Za porozumieniem z ideowo pokrewną partią,  przemawiała niezwykle dramatyczna sytuacja PiS’u, który gdyby wygrał wybory w roku 2007’ zaledwie kilkuprocentową przewaga – nie miałby szansy ani na samodzielne rządzenie, ani na jakąkolwiek koalicję. Bo i z kim? Powołanie rządu mniejszościowego na przysłowiowy dzień, może na kilka dni lub tygodni, działający we wrogim sensu stricto środowisku sejmowym, bez możliwości utworzenie wiarygodnej społecznie koalicji nie miałoby cienia szansy. Paradoksalnie – ówczesna (2007) wygrana PiS’u, w warunkach totalnej politycznej izolacji w Sejmie, i wobec totalnej blokady we wrogich mediach, zaowocowałaby dla partii katastrofą. PiS jest w stanie szczelnie zamkniętego oblężenia, bez nadziei na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz, gdyż Prawica Rzeczypospolitej, jak dotąd jedyna partia która mogłaby pośpieszyć Jarosławowi Kaczyńskiemu z  sejmową odsieczą, na podstawie porozumienia zamknęła się między szańcami PiS’u w wydłubanym dla niej okopie. 

Tak więc, wbrew pozorom, nic nie wzmocniło potencjału oblężonej załogi. Wróg, powtarzam – wróg szczerzy zęby, gdyż kocioł pozostaje ten sam, a gąb do żywienia przybyło, co znaczy, że: liczba okręgów wyborczych pozostaje taka sama i taka sama  liczba mandatów do Sejmu i Senatu. Niczego tu się nie da rozciągnąć, żeby zagwarantować biorące miejsca na listach dla kandydatów sojusznika. Podczas układania list wyborczych, układanych jak zawsze odgórnie według klucza, dla wielu obecnych posłów PiS, (różnych magistrów od kiczki, różnych znafcuf, ex-pertów i pod-się-biorców, a także bezużytecznych idiotów oraz prostych słupów) nastąpią dni ostatnie. Wybuchną targi, zatargi i spory – kto jest ważniejszy, kto mniej ważny, kto bardziej pożyteczny, kto swój, kto obcy, wreszcie – kto i w jakich układach funkcjonuje zwłaszcza w województwie lubuskim.

Ponieważ Platforma Obywatelska jest dzisiaj jednym z największych pracodawców w Unii Europejskiej: w lubuskich urzędach wojewódzkich i marszałkowskich, w tej samej rangi różnych instytucjach, w starostwach, gminach, w spółkach, kółkach i na przyczółkach – stoją na czele sami swoi, bądź sami swoi zasiadają i tak posiadają te urzędy niejako przez zasiedzenie, a nawet przez prawa nabyte i w tym jest bardzo słodki przepis na lokalny sukces: Kto – komu i jakie daje gwarancje bezpieczeństwa na – „… po wyborach”.  Na przykład lista lubuska da się już dzisiaj przewidzieć: …znowu nie mamy wyboru.

Jakże inaczej dzieje się po drugiej stronie. Tam, lewica stara i nowa – PO, SLD i Ruch Palikota (PSL jest już raczej historycznym wymiotem ), nie krzyczą: „chodźmy razem dobić Kaczora, czy kupą towarzysze i inni…!  Tam dokonywane są strategiczne podziały, chodzą  swoimi drogami, osobno wchodzą do parlamentu – Sejmu i Senatu co powoduje, że mimo iż każdy trzyma swój procent mandatów, wszyscy razem zagospodarowują cały elektorach lewicowy, lewacki, libertyński, antyklerykalny – wszystkie generacje razwiedki, od starożytnej Czeki, aż po ostatnie wymioty WSI. I tak, każdemu z nich po trosze, a głosują na nich wszyscy, którym z różnych innych  powodów wszelka prawica nie odpowiada.  Zwraca uwagę, że mimo różnych szyldów – zawsze, lub prawie zawsze wspierają się w głosowaniach. Niby siedzą w różnych kątach Sali sejmowej, osobno, ale zawsze udzielają sobie wsparcia i zawsze mają wspólną większość przeciwko prawicy, od sześciu lat przeciwko PiS’owi.

Nasz strona cierpi na dotkliwy brak strategicznego myślenia. Wołanie o jedność w kupie może i gwarantuje zachowanie dotychczasowej liczby mandatów. Może kilka mandatów więcej,  o ile z niektórych list wyborczych nie znikną  nazwijmy – słupy robiące za posła.  Na takich właśnie słupach Jarosław Kaczyński nigdy nie znajdował realnego oparcia w terenie, zaśmieconym przez lokalne nieformalne układy, w których jedni drugim plecy szorują i zęby myją, i dla których wojna toczy się tylko na górze. Na dole po staremu: parno i gwarno.

Gdyby więc na Polskiej scenie politycznej pozostawał już tylko PiS, samotny hegemon prawej strony – to z uwagi na wrogi polityczny klimat dla partii Jarosława Kaczyńskiego w Kraju i w Europie (Wielcy Bracia na wschodzie i zachodzie), w najżywotniejszym interesie PiS’u byłoby nawet wyodrębnienie z własnych struktur nowego Podmiotu wspartego logistycznie i finansowo w terenie, z którym mógłby prowadzić skuteczną polityczną grę przeciwko epigonom sowietyzmu w Polsce. Ale żeby się na taki krok zdobyć, należałoby wpierw dokonać rewizji fatalnego dla  PiS’u obyczaju postrzegania: w potencjalnym sojuszniku – przeciwnika rywalizującego o władzę;  w ewidentnym wrogu – potencjalnego udziałowca koalicji rządowej.

 Jerzy Klincewicz     (maj 2012 – czerwiec 2013)

 

 

                                                                                    

Discussion

No comments yet.

Post a Comment