//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Jerzy Klincewicz: Kto sieje strach …

Kto sieje strach…
czyli jeszcze raz o piśmiennym Janie Tomaszu Grossie.

Dotychczas każde pokolenie Polaków rodziło się i wzrastało w rzeczywistości zdeterminowanej przez zastaną kulturę, tradycje i obyczaje postrzegane różnie, w zależności od miejsca zamieszkiwania, pochodzenia i zasobności materialnej. Wola pomnażania odziedziczonych dóbr własnych i narodowych, materialnych i duchowych wynikała z twórczej natury tych pokoleń i przez kilka stuleci była cechą wspólną dla kilku generacji Polaków. W kulturze, w nauce, w polityce i w gospodarce tworzono dzieła, inicjowano i realizowano zamierzenia czasem nawet decydujące o losach cywilizacji łacińskiej w Europie. Kopernik w nauce, Chopin i Lutosławski w muzyce, Mickiewicz, Słowacki i Norwid w poezji, Sienkiewicz i Reymont w literaturze – ich dzieła weszły na trwałe do zasobów dóbr kulturowych Europy i świata. We wszystkich tych dziełach zawarta jest prawda o człowieku, o stanie jego ducha, o stanie jego świadomości, o jego tożsamości; uniwersalna prawda o naturze polskiego ducha, o naturze piękna i dobra.

W przeszłości, prawda o naturze polskiego ducha zawsze budziła nienawiść Ościennych na wschodzie i zachodzie i była tak wielka, że popchnęła tych ościennych – Sowietów i Niem-ców do wspólnego zamysłu zbrodni (dokonanej przez każdego z osobna, ale z jednakowym zapałem) wymordowania naukowych i kulturalnych, politycznych, gospodarczych i wojskowych elit naszego narodu, a wszystko w obłąkańczej nadziei, że duch naszego Narodu upad-nie i Naród zginie. Duch nie upadł. Naród nie zginął.

Wyszliśmy z przegranej przez nas II wojny światowej zdziesiątkowani. Z krwawych pól bitewnych prosto do sowieckich łagrów, do kazamatów przy Montelupich i na Rakowieckiej. Z „partyzanckiej doli” do tajnych ubecko-enkawudowskich kaźni, do mogił nieznanych.

Od jesieni 1944 roku, z mroków niemiecko-sowieckiej okupacji wyłaniały się człekokształtne upiory różnych Pawiańczuków i Orangutowskich, rozmaitej maści, rasy i pochodzenia, uwłaszczanych na tożsamości wymordowanych polskich rodów. Ów czarci pomiot wielkiego ojca narodów Stalina, namaszczony przez organy NKWD-UB jako KO (kulturalno oświatowi komisarze – inżynierowie dusz), otrzymał wszelkie środki niezbędne do szeroko zakrojonej akcji inkulturacji krnąbrnych Polaków do kręgu kulturowego ludzi sowieckich. Gdy jednak wszystkie środki zawiodły – jedynym najporęczniejszym i najskuteczniejszym narzędziem okazał się strach, którym po mistrzowsku posługiwali się liczni w swojej różnorodności Fejginy i Szechtery, różne Romkowskie, Bermany i Szejmany. W ich bezpiecznym cieniu powstawały nowe dzieła mające wiekopomnie sławić jawnych zbrodniarzy, skrytobójców i zdrajców.

Sowietyzm, nagminnie niesłusznie kojarzony z socjalizmem, upadł, lecz strach pozostał jako – ósmy grzech główny Polaków, zniewalający zwłaszcza zwolenników nowych ładów: religijnego w Kościele, moralnego w społeczeństwie, politycznego w państwie. Strach, ta charakterologiczna postsowiecka skaza, stał się po roku 1989’ przetrwalnikiem dla czasowo odsuniętych od władzy naukafcuf i politruków trwale pozbawionych proletariackiej tożsamości; stał się także lukratywnym natchnieniem dla wielu piśmiennych, z pośród których piśmienny Jan Tomasz Gross wyróżnia się niebywałą zdolnością inspirowania różnych antypolskich plastynacji.

„Sąsiedzi”, „Złote żniwa”, „Pokłosie” to plony Jana Tomasza Grossa – piśmiennego, z premedytacją eksploatującego wszystkie przejawy naszego strachu. To nasz strach podniecił go aż po fantasmagoryczne roszczenia do niezawinionej winy mojego Narodu, któremu on – Jan Tomasz Gross i jego Naród, a także niektórzy współtwórcy inspirowanej przez niego filmowej plastynacji – mają wszystko do zawdzięczenia.

Polakożercom opowiadającym zatrważającą historię Żydów w Polsce podczas okupacji niemieckiej trzeba przypomnieć, że: bez Polski w Europie, ze zmiennym szczęściem suwerennej od wczesnego średniowiecza aż do roku 1939’, populacja Żydów w innych krajach Europy mogłaby nieuchronnie roztopić się w lokalnych społecznościach, zaś obecność unikalnej kultury żydowskiej w kulturze światowej miałaby już tylko charakter śladowy. Z historycznego i politycznego punktu widzenia, bez Polski ze zmiennym szczęściem suwerennej, pamięć o żydowskim narodzie możliwe, że przetrwałaby jedynie w Piśmie św., w Historii i Tradycji Kościoła rzymskokatolickiego – w tych jedynych miejscach, w których Żydzi byliby jeszcze jakkolwiek wspominani. Bez Polski w Europie, bez Narodu polskiego, który jak na ironię zawsze dawał Żydom społeczne, kulturalne i ekonomiczne oparcie, także państwo Izrael pozostawałoby do dzisiaj w sferze politycznej fantazji kilku mesjaszy nowego pokolenia.

Piśmienny Jan Tomasz Gross niewątpliwie od lat cierpi na głęboki kryzys tożsamości i nie jest w tym cierpieniu osamotniony. Nie jest ani Żydem, ani Europejczykiem, ani tym bardziej Amerykaninem piszącym w znienawidzonym przez siebie języku. Jest człowiekiem rozdartym. Utknął bezwstydnie rozkraczony między cywilizacją europejską i judaizmem, w wytężonej próbie utrzymania się na wirtualnym własnym gruncie. Być może, że przepojony rasową nienawiścią stał się wyrazicielem uczuć tej części jemu pokrewnych, którzy ustawicznie boleją nad bezpowrotną utratą drugiej ziemi obiecanej, mlekiem i miodem płynącego Paradisus Judeorum położonego bezpiecznie w samym sercu Europy. „Paradisus Judeorum” – bolesna drzazga w oku wrogich nam Ościennych, dla Polaków chwalebny dowód naszej niespotykanej u innych narodów tolerancji religijnej i rasowej.

Wszystkie publikacje piśmiennego Jana Tomasza Grossa dowodzą, że jest on także szczególnym padlinożercą. Ohyda tej jego osobliwej przypadłości jest tym większa, im bardziej postrzega on żydowskie ofiary holocaustu jako nie ofiary ludzkie, lecz jako padlinę rozwłóczoną na jego żerowisku, niż jako jego rasowych pobratymców w nieludzki sposób unicestwionych przez niemiecki żywioł, rozjuszony narodowo-socjalistyczną ideologią jedynie słusznej nordyckiej rasy panów. Piśmienny Jan Tomasz Gross i inspirowani jego opowieściami filmowi plastyniarze to brudni, utytłani ziemią liczmani, grzebiący w zapadłych dołach śmierci, w rozwianych prochach, w spróchniałych zębodołach w poszukiwaniu tajemnej liczby…
Wydaje się przy tym, że Jan Tomasz Gross i inspirowani przez jego dzieła tfurcy filmowi nie sypiają spokojnie. Dręczą ich przerażające widma tysięcy Polaków – „Sprawiedliwych wśród narodów świata”. Dręczy ich straszna szekspirowska wizja Lasu Birnamskiego, posadzonego rękoma Sprawiedliwych w jakże realnym świecie Yad Vashem.

Ponieważ są w naszym Kraju rodzimi polakożercy różnej maści i pochodzenia, których przodkom, jeżeli znani, ojczystość Polski nigdy w przeszłości nie przeszkadzała, a nawet dogadzała, podpowiem im cytatem ze „Studiów Politycznych” Adama Doboszyńskiego: „Komu nie dogadza Polska taka, jaką wykształciły wieki, niech jedzie za ocean i niech się wynaradawia. My chcemy utrzymać Polskę Somossiery, powstań i konspiracji. Trzeciego Maja i Kościuszki, romantyzmu i szaleństwa, wielką cierpieniem i pijaną walką o wolność. Polskę pielgrzymek i koronacji cudownych obrazów, Polskę uczucia i patriotycznego odruchu, pańskiego gestu, kraj gościnności, bez wyrachowania i małości, Kraj, który pokochaliśmy pierwszą miłością lat dziecinnych i który chcemy tak już kochać do chwili, kiedy przyjdzie nam za niego lec. Ucząc Polaka, by przestał ginąć szaleńczo, możemy go nauczyć żyć podle. Nie pozwolimy sobie zepsuć tej Polski, którą kochamy, na rzecz jakiegoś wyrachowanego kraju, w którym będzie się może żyło spokojniej, ale będzie można przeziębić serce.”

Jerzy Klincewicz

Discussion

No comments yet.

Post a Comment