//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Jędrzejczak i jego ferajna

 

  • Doją nasze miasto od lat zapamiętale. Od koryt dociera do uszu ogłupionych gorzowian kwik i kolejne „rodziny” wstępują do „szlachty chwalęcickiej”. Trwa braterska walka o nachapanie się w pierwszej kolejności. Od lat nikt – poza prokuratorem – nie przeszkadza im. Natomiast tzw. opozycja (stare wypasione koty) kombinuje tylko jak by tu zająć przy paśnikach najlepszą pozycję.

Tymczasem Gorzów pomalutku umiera. Niepostrzeżenie zmienia się w brudne, szare, zapyziałe miasto starych ludzi. Młodzież, której się chce i ma możliwości, wypieprza stąd do miast gdzie więcej życia i tam próbuje złapać kawałek szczęścia. Pozostał i dominuje lumpenproletariat na kroplówce opieki społecznej oraz ćwierćinteligencja, której najtwardszym jądrem są czynownicy. Symbolem tych pierwszych jest Szymon Gięty. Natomiast znakiem rozpoznawczym drugich – Śfinster. A reszta jest wpatrzona jak nie w Żwirową, to w Schody Donikąd.

Władzuchna wie, że musi neutralizować sarkania i narzekania. Choć Biblii w urzędzie miasta nie czytają, to jednak znają przysłowie Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu. Zatem karmią gorzowski lud, aby go jakoś uspokoić, starą, bo ułożoną jeszcze za pierwszej komuny, propagandą. Mianowicie za wszystkie nieszczęścia, niepowodzenia i braki, które doświadcza Gorzów, odpowiedzialna jest Zielona Góra, czyli złowrogi Falubaz. Tę myśl krzewili w Gorzowie towarzysze z PZPR, szczególnie zawzięcie od 1975 r. Wtedy powstało województwo gorzowskie i Zielona Góra musiała się podzielić majątkiem z Gorzowem. Opowiadał mi partyjny czynownik, ze łzami w oczach, jak dzielono przedsiębiorstwo turystyczne Lubtur. Otóż Gorzowowi dano m.in. ośrodek nad Głębokim, ale towarzysze z Zielonej Góry zabrali z niego platery, pościel i inne wartościowe ruchomości. Pod wpływem takich traumatycznych przeżyć gorzowska władza, a za nią gorzowski lud, ugruntowała przekonanie, że jak tylko pokonamy Zieloną Górę to Gorzów będzie krainą mlekiem i miodem płynącą.

Przy gorzowskim korycie napięcie i podniecenie sięgają zenitu. Idą wielkie pieniądze z Unii. Ostatnia okazja, aby się dobrze nachapać, bo ponoć Bruksela później już dawać nie będzie, cokolwiek miałoby to znaczyć. W każdym razie forsy ma być tyle, że z samego kurzu, który powstanie w trakcie ich przeliczania można postawić niejedną willę z basenem i utrzymać z mendel kochanek. Aktualni towarzysze z Gorzowa mają jednak stary problem – znowu łapę na forsie trzyma i ją dzieli Zielona Góra. W tych okolicznościach prezydent Jędrzejczak postanowił na nią pokrzyczeć i postraszyć prokuratorem. Jednak marszałek Polak nie tylko nie jest od macochy, ale i szpakami karmiona. Odpaliła mu, że jak podejrzewa jakieś przestępstwo, to musi w dyrdy zgłosić je w prokuraturze. Następnie prowokacyjnie dowaliła: „i co zrobi prezydent? Najedzie czołgami Zieloną Górę?”.

Te twarde słowa mają przypomnieć gorzowski czynownikom, że władza jest w Zielonej Górze, na co się zresztą zgodzili w „umowie paradyskiej”, i że Gorzów ma za mało szabel, aby jej podskoczyć. Co w tej sytuacji zrobi Tadeusz Jędrzejczak? Spoczywa na nim wielkie zobowiązanie. Na spotkaniu noworocznym w filharmonii uroczyście zapowiedział swoim: „odpalamy pieniądze”. I co teraz? Słowo się rzekło, nie ma rady, trzeba wsiadać na tank z okrzykiem „Zielona Góra! Nu pagadi!”. Ferajna nie wybaczy jak forsy nie będzie.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment