//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Janusz Kudlaszyk: Święto Wojska Polskiego w Gorzowie radzieckim

Wśród znacznej części naszych rodaków, jest rozpowszechniona polityczna, ale dość smętna i wiernopoddańcza tendencja do nielubienia Ruskich a kochania Niemców, czy też wręcz odwrotnie, nielubienia Niemców a kochania Rosjan. Do głowy tym rodakom nie chce przyjść, że kochać to wypada Polskę, a jeśli kraj ościenny to dla własnego interesu, a nie czyjegoś. Ten stan umysłu to spuścizna kilkudziesięciu lat sowietyzacji, ale też karykaturalne pojmowanie Polski rządzonej dwiema trumnami: Piłsudskiego i Dmowskiego. Jest jednak takie miejsce, gdzie nawet ta smętna reguła nie obowiązuje – tam jest znacznie gorzej. Na Placu Grunwaldzkim w Gorzowie, nie ma zmiłuj się – o żadnych trumnach nie ma tutaj mowy. Na Placu Grunwaldzkim, obowiązkowo i z urzędu należy kochać i Ruskich i Niemców, byle nie Polaków.

Pomnik Braterstwa Broni

15 sierpnia b.r., jak nigdy dotąd udałem się na oficjalne uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego, które odbyły się tradycyjnie na Placu Grunwaldzkim w Gorzowie. Udałem się jak „nigdy dotąd”, i to nie jest przypadek, gdyż dotychczas  (tj. przez te wszystkie lata tzw. wolnej Polski od 1989 r.) omijałem z daleka wątpliwą przyjemność uczestniczenia w uroczystościach organizowanych przez postkomunistyczne i okrągłostołowe elity, do tego przed sowieckim pomnikiem Braterstwa Broni oraz przed germańskim Dzwonem Pokoju, nie mając pewności, które to tak na prawdę wojsko jest czczone, i czy na pewno chodzi tutaj o Wojsko Polskie.

Mając na uwadze, że w wyniku ostatnich wyborów prezydenckich i parlamentarnych, postkomunistyczne przyległości z Magdalenki i WSI zostały odsunięte od rządów w naszym kraju, ulegając poprawie klimatu wokół spraw państwowych, tym razem się przełamałem i (z pewnym dystansem ale jednak) przybyłem na Plac, przekonać się w jaki sposób obecnie jest obchodzone  wymienione święto w naszym mieście. No i czy na prawdę fetowane będzie Wojsko Polskie, czy nie daj Panie Boże (jak to bywało), pozostające pod sowiecką komendą Ludowe Wojsko Polskie albo też, czy przypadkiem nikt nie zechce np. się meldować sowieciarzom, niczym b. prezydent Komorowski wraz z Jaruzelskim Putinowi na 9 maja w Moskwie.

Niestety rzeczywistość jest nieubłagana, i po wejściu na Plac Grunwaldzki, wszelkie złudzenia opadły w trybie natychmiastowym. Okazuje się, że wbrew intencjom nowych rządów, samorząd nadal żyje jakby w minionej epoce, i nie zrobił jak dotąd nic, aby zapewnić godne obchody Święta Wojska Polskiego. W praktyce wygląda to mniej więcej tak, że każdy świadomy uczestnik imprezy, na widok nieruchomej oprawy uroczystości, w trybie ekspresowym zmuszony jest powrócić z patriotycznych uniesień do zapyziałej postkomunistycznej rzeczywistości, w której możliwość godnego uczczenia tak pięknego dnia jak rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku, po prostu nie istnieje.

Jak za PRL tak i obecnie, na Placu Grunwaldzkim nadal straszy komunistyczny pomnik Braterstwa Broni. Niestety żadne dosztukowane (już w czasach III RP)  tabliczki, przemianowujące go na pomnik Niepodległości, tego nie zmienią. Pomnik jak przedstawiał tak i przedstawia, braterstwo Ludowego Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. A prawda jest taka, że Armia Czerwona wraz z LWP (bez względu na takie czy inne intencje zwykłych żołnierzy), absolutnie nie trwały w relacjach braterskich, ani też nie walczyły o wolną i niepodległą Polskę.

Wręcz przeciwnie – walczyły o jej zdobycie i spacyfikowanie – zgodnie z wolą Józefa Stalina. Nie może więc tu być mowy o żadnym pomniku Niepodległości. Chyba, że jesteśmy ludźmi sowieckimi, a radziecką gwiazdę nazwiemy godłem Polski – rzeczywiście Związek Radziecki w wyniku II Wojny Światowej utrzymał swoja niepodległość.

Jeśli chodzi o niepodległość Polski, to należy tutaj zadać pytanie: Czy w wolnych i niepodległych krajach, normą jest defilowanie przed pomnikami symbolizującymi zniewolenie przez obcych? Czy możemy sobie wyobrazić, że w dwudziestoleciu międzywojennym komukolwiek przyszłoby do głowy, aby świętować rocznicę Bitwy Warszawskiej, przed pomnikiem upamiętniającym dokonania Armii Konnej Budionnego, czy też przed jakimkolwiek innym pomnikiem niedawnego niemieckiego zaborcy?

A dzisiaj, państwowe uroczystości są organizowane przed symbolami sowieckich wojsk okupacyjnych z lat 1939-1941 i 1944-1993, czy też przed tzw. Dzwonem Pokoju powiązanym z zaszłościami dotyczącymi agresji Niemiec na Polskę, oraz późniejszej wojny niemiecko-sowieckiej. Co by o tym nie powiedzieć, to pomnik Braterstwa Broni czy też Dzwon Pokoju, z pewnością nie uosabiają chwały oręża polskiego, ani narodowych dążeń do odzyskania niepodległości. Czy już tak nisko upadliśmy jako naród, że nie stać nas na własne pomniki upamiętniające naszą bogatą historię?

Recydywa komuny

Niestety nie stać nas nawet na to, aby Wojsko Polskie w naszym mieście w pełni nawiązywało w swej symbolice do wojska niepodległego państwa. I nie mam tu na myśli tradycyjnych dystynkcji wojskowych, które powinny być przywrócone, gdyż nadal obowiązują te pochodzące z PRL. Rzecz w tym, że podczas oficjalnych uroczystości na Placu Grunwaldzkim, na wojskowym stoisku, można było otrzymać foldery reklamowe Wojsk Obrony Terytorialnej. Wyglądało to budująco i wydawałoby się, że tak też być powinno w przypadku kolejnego folderu, przedstawiającego całościową ofertę, dotyczącą służby w Wojsku Polskim. Nic bardziej mylnego.

Wystarczy zapoznać się z folderem reklamującym tę służbę, wydanym przez Wojskową Komendę Uzupełnień w Gorzowie, a przeciętnemu młodemu człowiekowi darzącemu szacunkiem Wojsko Polskie, żołnierzy Armii Krajowej, czy też żołnierzy Niezłomnych, odechce się w ogóle do tak zareklamowanej armii wstępować.

A to dlatego, że na pierwszej stronie folderu, widnieje odznaka pamiątkowa WKU w Gorzowie Wielkopolskim, z odwołaniem do roku 1945! Tak, niestety nie widnieje tam np. rok 1918, kiedy to odrodziło się Wojsko Polskie w niepodległym państwie. Nie wpisano tam nawet roku 1989, tak usilnie lansowanego dziś jako tego, który ma symbolizować odzyskaną wolność. Natomiast znajduje się tam właśnie rok 1945, nawiązujący do tradycji komunistycznego i w całości podległego Stalinowi Ludowego Wojska Polskiego.

LWP, obok Armii Czerwonej, NKWD, KBW i UB, było zbrojnym ramieniem nowego stalinowskiego porządku i do tej tradycji obecnie odwołuje się Wojskowa Komenda Uzupełnień! I nic tu nie zmieni krzyż maltański umieszczony w odznace oraz barwy brunatne nawiązujące do przedwojnia, bo przedwojnia z powojniem uczciwie zrównać się nie da. Można by pomyśleć, że ktoś tu robi koło pióra szefowi MON Antoniemu Macierewiczowi, ale decyzja w tej sprawie zapadła jeszcze za rządów PO i niestety jak na razie nikt jej nie zmienił. Z informacji znajdującej się na internetowej stronie gorzowskiej WKU wynika, że (cyt.):

Odznaka pamiątkowa jest znakiem przynależności środowiskowej i symbolem wartości związanych ze służbą i pracą w WKU oraz zewnętrznym symbolem solidarności i współpracy. Jest znakiem łączącym żołnierzy i pracowników będących aktualnie w służbie i pracy a także tych którzy już odeszli na emeryturę lub zmienili miejsce służby (pracy).

Odznakę na wniosek Wojskowego Komendanta Uzupełnień wprowadził Minister Obrony Narodowej Decyzją nr 25/MON z dnia 12 lutego 2013 r. w sprawie wprowadzenia odznaki pamiątkowej Wojskowej Komendy Uzupełnień w Gorzowie Wielkopolskim.

Tak więc odznaka w tym kształcie obowiązuje od 2013 r. i zastąpiła ona wcześniejsze logo (używane w latach 2002-2013), na którym zapisu roku 1945 (ani żadnego innego) w ogóle nie ma, za to jest tradycyjny polski orzeł w koronie uwieńczonej krzyżem. Czyli w 2013 r. zmieniono symbolikę z bardziej odpowiedniej na wyraźnie wadliwą. Mamy tutaj do czynienia z recydywą komuny! Pozostaje liczyć na to, że gorzowskie struktury partii rządzącej np. w osobie minister Elżbiety Rafalskiej, zechcą zwrócić uwagę obecnego szefa MON na tę sprawę.

Dzwon Pokoju

Na Placu Grunwaldzkim, nie sposób również nie zauważyć okazałego Dzwonu Pokoju. Już sama nazwa może budzić liczne skojarzenia. Brak w niej finezji, za to siermiężny wydźwięk na miarę Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, bije na odległość. Rządom PRL, trudno było obyć się bez czegokolwiek znamionującego pokój. Na przykład słynne hasło: „Niech żyje pokój i przyjaźń między narodami!”. Cały Układ Warszawski stał na hasłach pokoju. Mieliśmy też Wyścig Pokoju. Teraz mamy Dzwon Pokoju.

Dzwon Pokoju, jest związany z losem jaki spotkał obywateli III Rzeszy, w wyniku rozpoczętej i prowadzonej przez nich zaborczej wojny – ma on symbolizować polsko-niemieckie pojednanie. W kolejne rocznice zajęcia Landsberga przez Armię Czerwoną, w dniu 30 stycznia władze miasta uderzają w dzwon, świętując w ten sposób Dzień Pamięci i Pojednania. Trzeba przyznać, że określenie: „Dzień Pamięci i Pojednania”, brzmi znacznie lepiej niż Dzwon Pokoju, ale jest historycznie nieadekwatne do daty 30 stycznia 1945 r.

W związku z tak podtrzymywaną tradycją, włodarzom Gorzowa należy zadać pytanie: Z jakiego powodu dzień 30 stycznia 1945 r., dzień w którym żołnierze Armii Czerwonej z marszu i bez walki weszli do miasta, a następnie je podpalili dokonując licznych gwałtów, mordów i rabunków na niemieckiej ludności cywilnej, jest obchodzony przez dzisiejszy Gorzów, jako Dzień Pamięci i Pojednania? Czy tutaj nie powinni jednać się raczej Niemcy i Rosjanie? Co z takowym pojednaniem mieliby mieć wspólnego Polacy? Dlaczego miasto Gorzów świętuje w dniu 30 stycznia, tj. w dniu w którym w roku 1945, jeden z naszych zaborców z września 1939 r. odebrał miasto drugiemu zaborcy?

Przesiedlenia Niemców na zachód oraz zmiany powojennych granic są skutkiem wojny, którą Niemcy wraz z Sowietami wywołali. Są one też skutkiem ustaleń, zawartych przez Wielką Trójkę w Teheranie, Jałcie oraz Poczdamie, na które Polska nie miała wpływu, będąc faktycznie przegraną w tej wojnie. Jeśli my Gorzowianie, mamy coś do świętowania z tej okazji, to powinniśmy obchodzić dzień 28 marca. W tym dniu, w roku 1945 Polacy przejęli władzę w mieście i tego dnia, rokrocznie moglibyśmy świętować kolejne rocznice polskości Gorzowa.

Jeśli rzeczywiście istnieje powód i potrzeba wspólnego świętowania Polaków z Niemcami, to można tę ideę wprowadzić w czyn, ale w innym miejscu i czasie, opierając się na prawdzie historycznej dotyczącej obydwóch narodów.

Stan postradziecki

Widok Wojska Polskiego maszerującego przed sowiecko-niemieckimi symbolami, jest widokiem smutnym i upokarzającym. Jest to widok poniżający etos rycerstwa polskiego, honor żołnierza, oraz całe nasze państwo. Tym bardziej w sytuacji, gdy mamy do czynienia z kompletnym brakiem jakiegokolwiek upamiętnienia naszej własnej historii. Czy i kiedy w naszym mieście powstanie pomnik Bitwy Warszawskiej, albo Bitwy pod Wiedniem, Bitwy pod Kłuszynem czy Bitwy pod Grunwaldem?

Obecny postradziecki stan trwa w najlepsze, a próby jego odwrócenia powodują opór. Nie dziwne to jeśli uwzględnimy fakt, że znaczna część społeczeństwa polskiego (niestety nie wszyscy poczuwają się do narodu), od 1944 r. była systematycznie wtrącana w sowiecki duchowy jasyr i do dnia dzisiejszego (świadomie czy też nie), jest na mentalnej służbie u obcych.

Zatrute umysły ludzi radzieckich, usiłują nas przyzwyczaić do tego, że symbole obcej dominacji to norma i że można je sobie czcić. A przy jakiejkolwiek próbie zmian, podnoszą wrzask powołując się na konieczność tolerancji względem najeźdźców i rzekomo trudną „wspólną historię”, odmawiając przy tym tolerancji i prawa do pamięci ofiarom tychże najeźdźców.

Omawiane kwestie dotyczą symboliki, ale ta, ma przecież wpływać na postawy obecnych i przyszłych pokoleń. Jeśli nie zmienimy symboli na właściwe, to wystawimy również następne pokolenia na ryzyko ponownego wtrącenia w jasyr, na służbę obcej hegemonii. W konsekwencji sami podepczemy narodową pamięć, na zasadach narzucanej nam z zewnątrz pedagogiki wstydu. Na końcu tej drogi, nie będzie już miejsca na żadne święta związane z kultywowaniem polskości.

Janusz Kudlaszyk

Discussion

One Response to “Janusz Kudlaszyk: Święto Wojska Polskiego w Gorzowie radzieckim”

  1. Hej, bardzo wolno ładuje się strona na mobilce

    Posted by Stanisław Misiaczek | 22 sierpnia 2017, 16:17

Post a Comment