//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Janusz Kudlaszyk: Obraz jurgieltu i rozpaczy

  • W geopolityce od pokoleń niewiele się zmieniło. Bez względu na to, jak byśmy chcieli upiększyć nasz stan, to niestety tkwimy dokładnie w tym samym szambie w jakie wdepnęliśmy 300 lat temu. I jeśli trudno w to uwierzyć, to pozostaje zauważyć, że już w XVIII wieku, ta sama trudność w ocenie rzeczywistości istniała. W szerokich kręgach wynikała często z naiwności, ale w sferach beneficjentów ówczesnego stanu rzeczy, z wykalkulowanego zaprzaństwa.

Hipnoza w teoretycznym państwie

Skutki naiwności i zaprzaństwa są nam znane. O Konfederacji Targowickiej w wielu kręgach mówiono jak najlepiej, o jej przeciwnikach z gruntu źle. Akt Konfederacji Targowickiej w swej treści przepełniony był wielką troską o wolność ojczyzny. Nie wszyscy chcieli wiedzieć, że głównym jej patronem była caryca Katarzyna II, a sam akt spisano w Petersburgu.

Podobnie w dziejach nam bliższych. Manifest PKWN spisano1944 r. w Moskwie, pod dyktando Józefa Stalina. Oficjalnie Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, przepojony był troską o przyszłe losy ojczyzny. Opiewał demokrację ludową, lecz jak się szybko okazało, była to demokracja nie dla każdego: jej oponenci tj. „faszyści” z AK, WiN, NSZ, czy nawet mikołajczykowskiego PSL, zostali z niej wykluczeni politycznie, ale często też wręcz fizycznie.

Jako, że w wyniku ostatniej wojny kwiat narodu został wyniszczony, i nie mógł zachować ciągłości trwania elit, wychowując następne pokolenia w polskości, to język w którym używa się pojęcia „faszyści”, okrzepł w naszym (zdawałoby się) kraju na dobre. Tak więc i dziś, za wszelkie próby podnoszenia (nawet pozorowanego) patriotyzmu, można oberwać leninowsko-stalinowską formułką faszysty.

Wystarczy włączyć telewizor i poddać się planowej hipnozie, aby nabrać lęku przed tymi wstrętnymi faszystami, których akurat w Polsce jest najwięcej, bo np. w Niemczech to ich nie ma wcale. Pomimo tego, że to w Niemczech rokrocznie padają ofiary śmiertelne różnorakich bojówek neonazistowskich, o których bardzo oszczędnie się mówi w mediach nazywających się polskimi. No ale skoro „Polacy wymordowali więcej Żydów niż Niemcy”, to trudno liczyć na jakiekolwiek pobłażanie – również ze strony naszych niemieckich przyjaciół, oraz ich tubylczego płatnego zaciągu z nad Wisły.

Nasi niemieccy przyjaciele, oraz ich rosyjscy i amerykańscy konkurenci, spierają się naszymi rękoma, o wpływy na obszarze naszego teoretycznego państwa. Możni tego świata, nie zechcą do tej konkurencji pofatygować się osobiście, skoro mają w kraju nad Wisłą tylu pętaków na jurgielcie. Dwory: pruski, ruski oraz amerykański, wypełniają swe zadania bez względu na koszty. Hałas od tego współzawodnictwa jest równie wielki, jak skala niezgody w społeczności tubylczej, ale takie są prawa zasady „dziel i rządź”.

Obecnie trwa kolejne przetasowanie i do głosu dochodzi dwór amerykański, co da się wyczuć natężeniem ujawniania potajemnie nagranych taśm. Oby to przetasowanie, nie poskutkowało koniecznością oddawania życia za banderowską Ukrainę. Czy jednak istnieje coś gorszego, niż to co dotychczas, czyli wysysanie krwi, potu i łez, i to nie na rzecz ojczyzny a… budowy wielkich Niemiec? Ale kto zechce nad tym się pochylić, zanim okrzyknie formułującego podobny pogląd mianem radykała?

Rewolucja musi trwać

W czasach w których przyszło nam żyć, panuje moda na nie posiadanie poglądów. Ktoś kto poglądy posiada, na tyle wyraziście odróżnia się od innych, że natychmiast staje się w ich oczach radykałem, fundamentalistą itp., którego należy omijać szerokim łukiem. Każdy zapobiegliwy, jest doskonale uwarunkowany na unikanie łatki radykała – przecież to byłoby takie nieeleganckie, w dzisiejszym wysublimowanym świecie pełnym niereglamentowanej godności i szacunku.

Przecież wszyscy powinni się miłować: złodziej z obrabowanym, kłamca z oszukiwanym, oraz ciemiężyciele ze swymi ofiarami. Nie jest wskazane, aby ofiara domagała się sprawiedliwości, albo chociaż wytykała palcami winowajcę, gdyż dobrze wiemy, czym to się może skończyć, jak nie sianiem mowy nienawiści czy też faszyzowaniem. Najłatwiej być „otwartym”, elastycznym i akceptować wszystko i wszystkich, ale niekoniecznie umieć taką filozofię życia uzasadnić. A co najgorsze nie znać konsekwencji – nie wiedzieć, do czego takie postawy prowadzą, ale ochoczo udzielać się w „demokratycznym” głosowaniu.

Niestety wielcy tego świata, którzy trzymają za lejce tę zmanierowaną rzeczywistość, doskonale się orientują do czego dążą – oni poglądy posiadają. Ich zdaniem nie ma takiej ceny, której nie musiałyby ponieść „ciemne masy”, dla budowania kulturowego marksizmu i New World Order. A marksizm jest wzniosły i piękny, tylko masy ludowe zbyt ciemne, aby te piękno dostrzec, więc nie ma powodu aby je niepokoić zbędnymi wyjaśnieniami.

Rewolucja musi trwać a tam gdzie drwa rąbią, tam i wióry lecą, to też każdy kto przeciw, nie ma dobrej prasy, grantów i kariery, choć bywa i gorzej. Z tym nie ma jednak większego problemu przynajmniej w państwie zwanym polskim: wynarodowione społeczeństwo nawet nie próbuje się stawiać, a nawet jak próbuje, to wpuszczane jest w kanał podstawionymi partiami.

Aby uniknąć niedogodności zostania faszystą, zawsze można „zaprzyjaźnić się” z obcymi i z ich ramienia wystąpić w roli moralizatora i nadzorcy swoich bliźnich. To metoda dobra dla ludzi słabych, nie potrafiących niezależnie myśleć, dla wykształconych na czerwonych uniwersytetach prostaków, nie wierzących w siebie i nie wierzących w Polskę, a mieniących się elitą. Dla zakompleksionych petentów, czułych na pochlebstwa płynące ze stolic innych państw, ale kompletnie nie czułych na rozmiar wydrenowania własnego narodu z wszelkich zasobów i wartości.

Tacy ludzie dzierżą atrybuty władzy, i na co dzień lecząc własne kompleksy, sprowadzają naród do swego poziomu, miast być przykładem i wznosić go wyżej. Zarządzają nami mentalni niewolnicy, niezdolni do samodzielnego działania, zwykli płynąć z głównym nurtem i przyjmować instruktaż od swych mentorów z zewnątrz. Niewolnicy napełniają sakiewki, ale też nie zawsze nawet pragną złota, często wystarczają im nagrody, medale i poklepanie po ramieniu – zawsze to jakaś forma zaleczenia swej duchowej mizeroty. Konformizm i poczucie akceptacji, ze strony silniejszych, to wyznacznik ich działania.

Stan obecny

Narzucone Polsce z zewnątrz, po 1989 r. takie a nie inne elity i rozwiązania ustrojowe, których skutkiem jest brak rzeczywistej władzy w państwie, nie mogą  przynieść innego skutku jak ten z XVIII w. zakończony rozbiorami. Obecna konstytucja nie gwarantuje a wręcz uniemożliwia objęcie odpowiedzialności za władzę przez jakąkolwiek jednolitą siłę polityczną. Rozbicie prerogatyw pomiędzy prezydenta a rząd, prowadzi do nieustannych konfliktów między głównymi instytucjami władzy. Ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, że niemal niemożliwe jest objęcie Urzędu Rady Ministrów, przez jedną formację polityczną.

Przez cale dotychczasowe istnienie III RP, nie było ani jednego monolitycznego rządu, który by posiadał większość w sejmie – z reguły niezbędne są koalicje. Skutkiem tego, rządzący nie czują się odpowiedzialni za swe rządy – odpowiedzialność się rozmywa, gdyż winnym okazuje się koalicjant. Objęcie rządów przez jedną partię wymaga wielkiej determinacji wyborców, która jest możliwa tylko w sytuacjach wyjątkowych. Podobna ustrojowa, finansowa i duchowa mizerota, doprowadziła do upadku I Rzeczpospolitą a teraz właśnie doprowadza do upadku II PRL, przypudrowany do zaszczytnego miana III RP.

Obecnie jesteśmy na etapie formowania nowego rozdania. Dwór pruski, tj. ulubieńcy Berlina właśnie trzęsą portkami, przed utratą zewnętrznych znamion władzy, ale cóż to podług tego, że ulubieniec Moskwy, już je utracił. Tymczasem przyjaciele Waszyngtonu szykują się do chwytania za wspomniane znamiona, wierząc głęboko, że samo ich przejęcie, równa się z odzyskaniem państwa, do formy wybiegającej poza teoretyczną.

Z nienawistną zazdrością na te aspiracje spogląda polskojęzyczna prusko-ruska konkurencja, która nie śmie nawet pomarzyć o prawdziwym państwie polskim. Wypasiona głównie na szwabskim ochłapie, wdzięczy się niczym dziwka przed oberwaniem w pysk od swego alfonsa. Woli pogardę ale też złoto od obcych, niż wierność własnemu gniazdu.  Obecnie przyjmuje każde warunki, aby tylko nie odtrącono jej od możliwości dawania d..y za pół darmo. Jako, że już lekko podstarzała i nie na modzie, to w szeregach alfonsjery ze WSI nastręczono Nowoczesną formę wyrazu, oraz Zjednoczoną komunę, aby oferta była pełniejsza. Nie ma to jak „nowe” twarze polityki.

Tzw. niezależne media głównego nurtu, również stanęły na wysokości zleconego im zadania. Od 1989 r. a raczej od 1944 r. wiernie służą komunistom i ich poplecznikom i zawsze wiedzą gdzie podstawić mikrofon, a gdzie nie warto, i komu zadawać trudne pytania, a co przemilczeć.

Niewątpliwie „zasługą” funkcjonariuszy partyjnych odgrywających rolę dziennikarzy, jest umiejętność pełnienia roli swoiście rozumianej czwartej władzy. W krajach tzw. demokratycznych, dziennikarską normą jest patrzenie na ręce władzy. W Polsce, funkcjonariusze medialni zajmują się nie tylko kontrolowaniem, ale wręcz aktywnym zwalczaniem opozycji. Dzieci PZPR-owców i SB-ków, oraz inni pseudo dziennikarze i celebryci, oddelegowani przez służby specjalne, do pracy na odcinku informacji, uczą nas tak rozumianej wolności słowa i demokracji.

Przed nami

Obóz rządzący przedawkował w nachalnej propagandzie i prowokacjach. Może to być kolejną z przyczyn jego porażki, w nadchodzących wyborach. Co więcej, obóz ten nadał pewien wzorzec funkcjonowania wolności słowa i demokracji, który teraz może się obrócić przeciw niemu. Bo gdyby tzw. obóz patriotyczny, po zwycięstwie wyborczym zechciał przejąć pełną kontrolę nad mediami i wszelkimi strefami wpływów na kolejne 25 lat, to reprezentanci głównego nurtu III RP, nie będą mieli moralnego prawa do krytyki, bo to oni są ojcami takiego właśnie modelu funkcjonowania państwa.

Niestety w najbliższej przyszłości, Budapeszt raczej nam nie grozi a szkoda. Również socjalizm będzie miał się całkiem dobrze, a może nawet i jeszcze lepiej. Będzie to kolejna kadencja parlamentu, pozbawiona reprezentantów rzeczywistej prawicy. Czy Polska może cokolwiek uzyskać w związku z nadchodzącymi wyborami?

Teoretycznie tak, o ile PiS przejmując władzę, znajdzie koalicjanta do uzyskania większości konstytucyjnej i zechce zmienić ustrój z obecnego parlamentarno-gabinetowego na prezydencki. Nie wiemy czy zechce, ale jeśli nie przeprowadzi tych zmian PiS, to realnie patrząc (przynajmniej w nadchodzącej kadencji) nie wprowadzi ich nikt inny.

Jeśli dojdzie do kolejnych przepychanek, swarów o sprawy pozorowane i drugorzędne a nie zostanie przeprowadzona zmiana ustrojowa w pożądanym kierunku, to pamiętajmy czym podobne zaniechania skończyły się dla I Rzeczypospolitej. Konstytucja 3 Maja, nastała zbyt późno, a Polska upadła jako państwo, co przełożyło się na bezpośrednią niedolę kolejnych pokoleń Polaków. System prezydencki, to jest niezbędne minimum, realne do uzyskania w obecnych warunkach. Od woli potencjalnych przyszłych rządów, będzie zależeć jego wprowadzenie. Jeśli z tej szansy nie skorzystają, niech nigdy więcej nie reklamują się jako obóz patriotyczny.

Janusz Kudlaszyk

Discussion

3 Responses to “Janusz Kudlaszyk: Obraz jurgieltu i rozpaczy”

  1. Bardzo dziekuje za trafna ocene
    rzeczywistosci.
    Zycze wszystkiego dobrego!

    Posted by Maria | 24 października 2015, 13:36
  2. Januszu, gratuluję mądrej oceny obecnej sytuacji. Generalnie, od czasów Rewolucji Francuskiej, to pasterze-Chazarzy-obecnie zwanymi „starszymi braćmi” (których ojcem jest Szatan), przy wsparciu lokalnych kundli z obrzezanymi mózgami, efektywnie kontrolują nasz rezerwat z polskimi – Indianami wewnątrz.
    Dzięki Bogu, że mamy Putina!

    Posted by Henryk | 25 października 2015, 06:36
  3. Niektóre programy można znależć z polskim tłumaczeniem.
    http://davidduke.com

    Posted by Henryk | 25 października 2015, 06:41

Leave a Comment on Maria Click here to cancel reply