//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Janusz Kudlaszyk: Macron – zwycięstwo płytkie i pozorne

Trwa pogłębiający się proces nieufności obywateli Francji wobec elit politycznych głównego nurtu. Na fali tej nieufności zyskał Emmanuel Macron, zręcznie wylansowany do roli nowego objawienia francuskiej polityki. Być wylansowanym do jakiejś roli a prawdziwie ją pełnić, to jednak zasadnicza różnica, o czym wkrótce przekona się sam zainteresowany.

Zwycięstwo Emmanuela Macrona i jego En Marche! w ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych, jest zwycięstwem płytkim i pozornym, tak jak pozornym byłoby zwycięstwo Marine Le Pen, gdyby je teraz odniosła. Francuzi nie są jeszcze gotowi na realny przełom oraz oddanie władzy w ręce rzeczywistych sił antysystemowych z jakimi utożsamiana jest Marine Le Pen i Front Narodowy, więc dla uspokojenia sumienia oddali głosy na miraż, atrapę antysystemowości, chwaląc sobie iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa jakie daje im Emmanuel Macron.

Teraz potrzebują czasu aby odrzeć wspomnianą atrapę z pozorów i pokazać jej prawdziwy – głęboko osadzony w dotychczasowym systemie – wymiar. Gdy to się stanie, wtedy powstanie grunt pod realne odrzucenie dotychczasowych elit i wybór zupełnie nowej władzy. W chwili obecnej zwycięstwo Marine Le Pen i Frontu Narodowego, nie wystarczyłoby do dokonania przełomu, a opór przeciw nowej władzy byłby zbyt silny, i mógłby sparaliżować jej rządy.

Aby zdobyć się na odwagę i odrzucić „system”, Francuzi muszą niestety przejść przez kolejne dramaty, upokorzenia i kompromitacje. Muszą poczuć dogłębnie czym jest na prawdę kulturowy marksizm i multikulturalizm, czym jest polityczna poprawność i dlaczego nie jest ona wolnością a jej zaprzeczeniem, czym jest socjalizm i dlaczego prowadzi on do przegranej, czym jest islam i dlaczego nie jest religią pokoju, a za to jest gwoździem do trumny zdechłej już zresztą cywilizacji zachodniej.

Francuzi (jak cały Zachód), muszą mocno i wyraźnie poczuć skutki moralnego upadku i dekadencji, w której tkwią po uszy i dopiero wtedy będą gotowi na wyraźną zmianę kursu. Ostatnią jednak rzeczą jakiej zechcą się wyzbyć, jest przywiązanie do rewolucyjnych ideologii, więc w przyszłości prawdopodobne są  przeobrażenia socjalizmu, na inną (niż obecna) bardziej narodowo patriotyczną modłę.

Teraz natomiast po ostatnich wyborach, wbrew ogromnym oczekiwaniom żadne realne zmiany nie nastąpią a nierozwiązane problemy będą narastać skutkując – co jest prawdopodobne – wybuchami społecznymi. Jeśli do tego dołączy kolejny kryzys gospodarczy w całym świecie Zachodu, to jak wszędzie tak i we Francji może nastąpić katastrofa.

Emmanuel Macron, jak wiemy, nie jest żadnym „nowym objawieniem” jakby chcieli jego wyznawcy a jest za to starym funkcjonariuszem dotychczasowych globalno-finansowych układów i ekipy prezydenta Hollande’a, który to (nie kandydując na drugą kadencję) odszedł z urzędu w niesławie i za którym teraz nawet pies z kulawą nogą nie zatęskni. Nowy prezydent, powołał już drugi rząd Édouarda Philippe’a, w którym znaleźli się aktywiści sił politycznych głównego nurtu, tj. Partii Socjalistycznej oraz Republikanów, łącznie ze współpracownikami byłego prezydenta Hollande’a.

Wbrew propagandzie o świeżym powiewie nowej polityki, nad nowym rządem unosi się dobrze nam znany swąd staroci, z tym, że elegancko przypudrowanych dla niepoznaki. Polakom zafundowano podobny wariant, z użyciem Ryszarda Petru i Nowoczesnej i akcja ta najwyraźniej poniosła klapę a Nowoczesna znalazła się na najlepszej drodze do zejścia ze sceny politycznej. Z podobnym losem musi się liczyć Macron i jego En Marche!.

Emmanuel Macron, to kontynuacja i pogłębianie kryzysu politycznego, gospodarczego i cywilizacyjnego, a w efekcie radykalizowanie nastrojów społecznych i „kryterium uliczne”, jako prawdopodobny sposób na rozładowywanie poczucia straconych nadziei. A trudno o poczucie zadowolenia w kraju, w którym wielowymiarowy kryzys nieustannie sie pogłębia, a zagrożenie bezpieczeństwa narasta i to pomimo tego, ze wkrótce miną dwa lata od wprowadzenia stanu wyjątkowego.

Jaki naród (czy to nie zbyt szumne słowo, jak na tak wynarodowione społeczeństwo?) na dłuższą metę wytrzyma taki stan? Nie rozwiązane problemy, rozczarowanie i nerwowość a nawet wściekłość znacznej części Francuzów, mogą doprowadzić do trudno przewidywalnej sytuacji, która może wymknąć się spod kontroli.

Francuzi, zarówno w wyborach prezydenckich jak i parlamentarnych, odrzucili tradycyjne siły polityczne: lewicy (socjaliści) jak i tzw. prawicy (Republikanie), popierając Macrona i jego nową formację naiwnie uosabiane z antysystemowością. Otrzymali w zamian dokładnie tych, których odrzucili: socjalistów i Republikanów. Macron i jego socjalistyczno-republikańska ekipa antysystemowi nie są i nigdy nie byli, a ich niedawni wyborcy wkrótce sie zorientują, że zostali nabici w butelkę. Nowo wybrane elity rządowe już teraz mają czego się bać. Ich politycznie poprawna niemoc pogrąży ich tak, jak pogrążyła prezydenta Hollande’a.

Marine Le Pen właśnie rozpoczęła marsz do objęcia rządów. Jeśli rozegra sprawę umiejętnie, to prędzej czy później Front Narodowy przejmie władzę. Jeśli nie, to przejmie ją ktoś zupełnie inny – może tym razem będzie to prawdziwe nowe objawienie.

Janusz Kudlaszyk

Discussion

No comments yet.

Post a Comment