//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Gotham City, czyli układ zamknięty w Gorzowie

Odbyła się druga część rozprawy z udziałem byłego wiceprezydenta „z nadania” Tadeusza Jędrzejczaka, Mariusza Guzendy. Były prezes Stali Gorzów opowiadał o okolicznościach kontaktów z co najmniej kontrowersyjnym biznesmenem z Koszewka Stanisławem Paszyńskim. Motywy rozmów z „Tygrysem z Arizony” tak tłumaczył pan Guzenda: „Wiedziałem o rekordowej kaucji za jaką P. wyszedł z więzenia. Ale można było odnieść wrażenie, słuchając jego planów inwestycyjnych, że opinie o nim są krzywdzące. Poza tym sytuacja klubu była tak zła, że nawet od diabła bym wziął pieniądze„. Owszem sytuacja była bardzo zła, ale władze miejskie musiały „coś z tym fantem” zrobić, gdyż chodziło im głównie o swoje stołki, synekury i apanaże. Pamiętać należy że wówczas to uruchomiono dziwny twór o nazwie Gorzowska Fundacja Żużlowa, który kilka lat później „promował” miasto i otrzymywał na to pokaźne idące nawet w miliony zł. środki finansowe. Taka sportowa „firma krzak”. Tymczasem w 2002 roku, kiedy to numer jej konta bankowego był następujący: BGŻ O/Gorzów: 20301260 – 163141 – 2706 – 1100/1, zaangażowała ona nie tylko pośrednio prezydenta i wiceprezydenta, ale także kolegów z SLD, Jakuba Derecha Krzyckiego, który stanął na jej czele, Eugeniusza Pławskiego, oraz starego aparatczyka Witolda Głowanię, prezesa Stali z czasów PRL, oraz szefa Metal Gobexu z czasów „przekształceń własnościowych”, czyli z czasów kiedy szefem Interbud Gobexu był Władysław Komarnicki. Coś dużo tych znajomych. Dziś bawią się oni na balach, a podczas nich licytuje się np. przejażdżkę dziurawymi ulicami miasta limuzyną z preziem w roli szofera. Typowa medialna zagrywka „dla ubogich”. Dziwię się, że lokalni dziennikarze uwiarygadniają kamerami i piórem tą farsę, robiąc niepotrzebną klakę.

Nitek powiązań w tym wielowątkowym śledztwie jest bardzo dużo. Przypomnieć należy wyborcom, że np. art. 258 kk mówi: „§ 1. Kto bierze udział w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa lub przestępstwa skarbowego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5″. O całej grubymi nićmi szytej sprawie wiedzieli też przyboczni prezia, Tadeusz Jankowski i Jan Kaczanowski.

O tym, że faktycznie żyjemy w „mieście diabła” świadczą inne sprawy, „firmowane” przez inne nazwiska, jak np. oskarżonego adwokata Dariusza Niebieszczańskiego, byłego syndyka masy upadłościowej w Zakładach Mechanicznych Ursus. Do dziś nie było zapowiadanego dwa lata temu przez prezia audytu w (chyba już zwiniętej) Gorzowskiej Fundacji Żużlowej. Nie wiemy też, jakie wymierne, finansowe straty poniosło miasto przy sprzedaży ziemi po zakładach mięsnych spółce Caelum w zamian za sponsoring Stali. Wiemy że straciliśmy około 17 mln za zakup praw do Grand Prix, oraz że według zamówionych przez samych zainteresowanych „badań marketingowych” miasto „zyskało” na tejże promocji … 17 mln zł. Gdzie są te pieniądze, widać po stanie dróg, a najlepszą promocją miasta są ciągi upadłych lokali w centrum miasta i walające się tony śmieci.

A oto z jakim towarzystwem robi się w ostatnich latach interesy w Gorzowie. Mało kto czyta tu archiwalne „katowickie” wydania Gazety Wyborczej. W niej możemy przeczytać np. „Niektórzy zarzucają Paszyńskiemu niezbyt czyste interesy. Inni wspominają, że po powrocie z Ameryki bogatym biznesmenem zainteresowały się polskie służby specjalne. – Wiem o sprawie. Chodzili za mną ludzie z Urzędu Ochrony Państwa. Zawsze się tak robi, gdy chce się kogoś pozbyć z biznesu. Nic jednak na mnie nie znaleźli – mówi. (…) Albo wchodzi się w układy z mafią albo z władzami miejskimi i armią – tłumaczy zasady biznesu Paszyński. – Ja wybrałem ten drugi sposób. Na przykład przy robieniu interesów w krajach byłego Związku Radzieckiego bardzo pomagają mi znajomi rosyjscy generałowie – mówi. (…) Paszyński informuje nas, że jego posiadłości w Koszewie na trzy zmiany pilnuje 80 ochroniarzy. – Jak tylko wjedzie tu jakiś samochód, natychmiast jest robione zdjęcie, mamy numer rejestracji. Mysz się nie prześlizgnie – ostrzega. Wystarczy tylko powiedzieć, że jednym z najbardziej zaufanych ludzi Paszyńskiego jest były szef kontrwywiadu (WSI 12. Dywizji Zmechanizowanej) w Szczecinie Tadeusz Cieślak. To podobno dzięki temu podpułkownikowi żadne grupy przestępcze nie przeszkadzają posiadłościom”.

Stanisław Paszyński ma bogaty biznesowy i prokuratorski życiorys. Wymyślił „maszynkę do wyłudzania VAT”: założył sieć spółek, które fikcyjnie obracały kupionymi na wyprzedażach towarami, aby sztucznie podnieść ich wartość, a potem, po wyeksportowaniu, odebrać od urzędu skarbowego VAT. Wcześniej handlował diamentami, potem podobno otrzymał wielki spadek w szwajcarskim banku, wracając do Polski po „przemianach demokratycznych” w 1989 r. jako milioner. Tylko obeznani w śledztwach połapią się w całej pajęczynie powiązań dziesiątek firm zarejestrowanych w pałacyku w Koszewku, jak Salomon, Salomon Industries, Texass Ranch Company, czy Royal Grant. Imperium „Salomonów” zainteresowało się na początku wieku modnym tematem inwestycji w energetykę wiatrową, oczywiście z wykorzystaniem „dotacji” unijnych lub państwowych. W tym interesie „maczał” palce były poseł Samoobrony Ryszard Bonda. W kwietniu 2001 r. ten właściciel kilkuset ha pól oraz kilku elewatorów zboża postanowił uruchomić w Gorzowie na terenie po ZM Ursus fabrykę elementów siłowni do elektrowni wiatrowych. Wcześniej był oskarżony w sprawie działalności firmy Nordland Polska o udział w wyłudzeniu państwowych dotacji do interwencyjnego skupu zbóż z Agencji Rynku Rolnego. Podczas podpisywania umowy z Bondą wiceprezydent miasta Tadeusz Jankowski mówił: „Chcemy wprowadzić systemowe ułatwienia podatkowe dla firm tworzących nowe miejsca pracy. Skorzysta z nich również pan Bonda po podpisaniu ostatecznej umowy i wpłaceniu całej kwoty”. Dwa miesiące później poseł Samoobrony otrzymał już, wraz z Paszyńskim dotacje w wysokości 21 mln zł na „wiatrakowe imperium”. Dziwne spółki wzajemnie podnoszące sobie kapitał o podobnie brzmiących nazwach zostały na papierze liderem w branży wiatrakowej na Pomorzu Zachodnim. W ich zarządach i radach nadzorczych pojawiały się te same nazwiska co w aferze vatowskiej. Firmy za majątek miały ziemię, oraz … stosowne zgody załatwione w urzędach, a także byłe fabryki, w których nic się nie działo. Jeden ze specjalistów z branży powiedział dla Gazety Wyborczej: „Państwowa ziemia z dzierżawy, kupno zadłużonych spółek, podania, papiery, używane wiatraki to niewielkie koszty, biorąc pod uwagę państwowe i unijne dotacje, jakie można uzyskać”. Mowa np. o Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, EkoFunduszu, czy ze środków PHARE. Zawsze chodzi o ziemię.

Nie mniejsze emocje wywołała prywatyzacja upadającej Fabryki Mechanizmów Samochodowych „Polmo” w Szczecinie. Dosłownie z dnia na dzień większościowym udziałowcem Polmo została nieznana nikomu spółka Extra SA (wcześniej Texass i Italiana), która kupiła akcje zakładu od Narodowego Funduszu Inwestycyjnego „Piast”. Jej prezesem była siostra pana Paszyńskiego, a cały skandal wybuchł w momencie gdy media podały, że spółka zamierza sprzedać teren pofabryczny z wielkim zyskiem sieci hipermarketów Tesco. Z kolei w Gorzowie pośrednikiem między Agencją Mienia Wojskowego, do której należał grunt popoligonowy, a Brytyjczykami okazały się dwie spółki należące do rodziny Stanisława Paszyńskiego. Bez rozgłosu jedna ze spółek należąca do klanu Paszyńskich sprywatyzowała byłą fabrykę Famabud Waryński. „Ziemia, klub sportowy, fabryka taka czy inna – to nie ma dla Staszka znaczenia – mówi osoba z jego otoczenia. – Kupuje wszystko, co można tanio przejąć, a potem sprzedać z dużym zyskiem”.

Takie to interesy firmuje i uwiarygadnia, a niejednokrotnie w nich uczestniczy wierchuszka z UM w Gorzowie. Efektem są pełne konta byłych działaczy PZPR i podejrzanych indywiduów, oraz zniszczone cywilizacyjnie miasto, z monopolem w postaci trzech hipermarketów i dwóch galerii, z siecią banków i aptek, wysokimi podatkami, oraz zasiedziałym towarzystwem w urzędzie, nakładającym na umęczony plebs kolejne daniny. W zamian praca „w strefie”, raz w roku jakiś spęd na bulwarze, Grand Prix, pod koniec roku wigilia dla ubogich. Przez 15 lat ekipa utrzymała się głównie dzięki braku niezależnych mediów, oraz propagandzie stadionowej. Szykuje się kolejny skok na kasę, a tam m. in. milionowe dotacje na „innowacje” i „zielone technologie”. Nie byłoby dotacji nie byłoby koryta i mętnej wody.

Za: http://mydlo-i-powidlo.blog.pl/2014/03/21/gotham-city/

Discussion

One Response to “Gotham City, czyli układ zamknięty w Gorzowie”

  1. Haaahaaa,
    przeglądam „Mydło i powidło” i śmieję się do łez. Typowa socjalistyczna GROTESKA.

    „…Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że około 90% tych „naukowców” i ekspertów od ekonomii, socjologii, demografii i bezrobocia to zwykłe szuje i zakłamane mendy…”.

    Polecam.

    Posted by Mmmarcin | 22 marca 2014, 13:40

Post a Comment