//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Gorzowski publiczny szpital bye bye

Jedyną otwartą debatę w Gorzowie o przyszłości szpitala zorganizowało 16.02.2013 r. stowarzyszenie Zachodni Ośrodek Polityki Regionalnej. Znamienne, że na taki pomysł nie wpadli gorzowscy etatowi politycy, choć sprawa jest dla mieszkańców najwyższej wagi. Debatę zdominowali urzędnicy i przedstawiciele władzy. Zarówno ci, którzy obecnie gorączkowo usiłują „coś” ze szpitalem zrobić, jak i ci, którzy są odpowiedzialni za jego katastrofalne zadłużenie. Spośród widzów szczególnie aktywni w dyskusji byli dyrektorzy szpitala oraz senator Helena Hatka. Była także obecna duża grupa lekarzy, zaniepokojona zapewne przyszłością swego miejsca pracy.

Wprowadzenie do dyskusji uczynił prezes Michał Obiegło i przedstawił wykres zadłużania szpitala, z którego niezbicie wynika, że dług wyhodowali ludzie z SLD, ulubieńcy gorzowskiego wyborcy.

Na początek padły argumenty za przekształceniem publicznego szpitala w spółkę z o.o. Romuald Kreń, odpowiedzialny w zarządzie województwa za tę operację, ujawnił jeden z najważniejszych powodów utworzenia szpitalnej spółki. Przekonywał, że jeżeli zarząd województwa tego nie dokona w tym roku, to pozbawi się szansy otrzymania dotacji rządowej, która wydatnie może pomniejszyć dług wytworzony przez lecznicę. Był to w zasadzie jedyny racjonalny argument za przekształceniem, wynikający zresztą z obowiązującego prawa zawartego w ustawie o działalności leczniczej. Oczywiście „marszałkowo” może szpitala nie przekształcać, pozostawiając go nadal publicznym, ale wtedy i ono, i województwo lubuskie zostałoby zatopione przez dług w kwocie nie mniejszej niż 230 mln zł.

Po urzędnikach z Zielonej Góry głos zabierali pozostali zwolennicy powołania spółki z o.o. Np. wicewojewoda Jan Świrepo zachęcał radnych sejmiku do głosowania za przekształceniem. Z niesmakiem odniósł się do wcześniej wyświetlonej przez organizatorów sondy, prezentującej opinie o utrzymaniu publicznej lecznicy, i zarzucił im (?) „pieniactwo”. Poseł Krystyna Sibińska apelowała, aby nie uprawiać „czarnowidztwa, że nie zabraknie pieniędzy w programie rządowym [do oddłużenia szpitala], bo nie zabraknie”. Ogólnie wypowiadała się z troską, pytając retorycznie „co jest najważniejsze dla pacjenta” oraz „co zrobić, żeby było lepiej dla pacjenta”.  Z naciskiem dodała, że nie jest źle, bo lekarze rodzinni, choć sprywatyzowani, leczą dobrze. W podobny duchu mówiła później jej partyjna koleżanka senator Helena Hatka, która ubolewała, że w dyskusji „zapomniano o pacjentach, o ludziach” itp. itd.

Następni mówcy zarzucali projektowi przekształcenia szpitala w spółkę opieranie się na niepewnych kalkulacjach, w tym na dotacji dla województwa w wysokości 150 mln zł, która może zostać wypłacona, choć to nie jest pewne. Podkreślali oni, że kapitał powoływanej spółki jest nieznany, podobnie jak jej statut, regulamin organizacyjny, zakres działalności leczniczej itd. Poseł Elżbieta Rafalska wyraziła ubolewanie, że właśnie odbywa się demontaż publicznej służby zdrowia i że zbyt dużo jest niewiadomych w sprawie przyszłej spółki. Zabrałem głos i stwierdziłem, że prawdopodobieństwo upadku szpitalnej spółki jest duże, choćby ze względu na to, że jest ona budowana w oparciu o zdarzenia przyszłe niepewne. Wyraziłem odmienną niż przedmówczyni, poseł Rafalska, opinię o publicznych szpitalach, wskazując, że są one złe, bo zły jest system oparty na NFZ, który ogranicza dostęp do usług, wyklucza liczne grupy pacjentów z finansowania im leczenia i ogólnie jest systemem dziadowskim. Po raz drugi zabrałem głos, kiedy dyskusja ześlizgnęła się w ogólne narzekania, że nie jest dobrze i że pacjenci są źle traktowani. Zwróciłem uwagę, że nadchodzi czas, gdy Rada Miasta będzie zmuszona ochronę zdrowia gorzowian wpisać do zadań własnych, zgodnie z art. 7 ustawy o samorządzie gminnym. Byłem jedynym uczestnikiem debaty spoza kręgu urzędniczo-parlamentarnego, czyli jedyną osobą do której nie są przywiązane zewnętrzne znamiona władzy, wynikające z zajmowania jakieś posady opłacanej przez podatników.

Następnym dyskutantem był prezydent Tadeusz Jędrzejczak, który – podobnie jak poseł Rafalska i ja – zwrócił uwagę na brak pewnych informacji o przyszłej spółce, akcentując brak biznesplanu. Zaś debatę nazwał „debatą o rządzeniu Polską, a nie o szpitalu”, nie dając jasno do zrozumienia co ma na myśli i czy to dobrze, czy to źle. Nieoczekiwanie zaatakował on poseł Krystyną Sibińską i powiedział, że „niszczyła miasto jako radna”, ale nie wyjaśnił zebranym o co chodzi. Wystąpienia ekspertów – tak nas określił prezes Michał Obiegło – zakończył Bogusław Andrzejczak, który wyraził zdziwienie, że nie ma żadnego dokumentu, który opisuje jak szpital-spółka będzie wyglądać. Nie powiedział dlaczego jest w stanie zdziwienia, choć nie powinien, gdyż jest radnym sejmiku, czyli zasiada w najwyższej władzy województwa lubuskiego.

Debata pokazała, że politycy i urzędnicy związani z PO i PSL wierzą, że będzie dobrze i że pochylają się z troską i martwią się o dobro. Natomiast działacze opozycji, także się troszcząc i martwiąc, wytykają projektowi przekształcenia zasadnicze i kompromitujące braki. Wielu dyskutantów wyraziło przeświadczenie, że sejmik podejmie decyzję o powołaniu szpitalnej spółki, a skutkiem może być ograniczenie dostępności usług szpitalnych i degradacja gorzowskiej lecznicy.

W debacie udział wzięli: Romuald Kreń (członek zarządu województwa), Jan Świrepo (wicewojewoda lubuski), Tomasz Wróblewski (urzędnik urzędu marszałkowskiego), Agnieszka Jamrowska (wicedyrektor szpitala), Krystyna Sibińska (poseł PO), Elżbieta Rafalska (poseł PiS), Rafał Zapadka, Tadeusz Jędrzejczak (prezydent Gorzowa), Bogusław Andrzejczak (radny sejmiku).

Discussion

No comments yet.

Post a Comment