//
czytasz właśnie...

Okiem socjologa

Maciej Chocianowski: Fora ze dwora, czyli szambo internetowe

Okiem socjologa

Fora ze dwora, czyli szambo internetowe

Jedna z reżimowych telewizji nadała kiedyś program traktujący o forach internetowych.
Publicyści, uczeni, trolle, a także policjanci i prokuratorzy zastanawiali się, co też takiego powoduje,
że ludzie piszą na forach dyskusyjnych. Szczególnie do gustu przypadła mi wypowiedź psychologa,
który stwierdził, że powodem wyrażania opinii w Internecie jest fałszywe przekonanie, że
kogokolwiek na świecie ta nasza opinia interesuje. Człowiek jak powszechnie wiadomo jest istotą
samolubną, więc sądzi, że inni tylko czekają na jego wynurzenia. Tymczasem cóż może mnie
obchodzić, najczęściej anonimowa opinia jakiegoś Kowalskiego? Ale mimo to ludziska piszą. Tylko co i
jak piszą!

Fora dyskusyjne są lustrzanym odbiciem naszego społeczeństwa. Jednakże lustro to nie pokazuje
naszych twarzy, daje pozorne przynajmniej poczucie anonimowości. Dlatego internauci smarują to
co w rzeczywistości myślą, a czego nigdy nie powiedzieliby np. przed kamerą. Forum dyskusyjne
pełni rolę toalety, gdzie można pozbyć się swoich frustracji i kompleksów, dołożyć sąsiadowi lub
znienawidzonemu politykowi, ewentualnie opowiadać o swoich podbojach miłosnych, które miały
miejsce wyłącznie w wybujałej wyobraźni piszącego. Polskie społeczeństwo nie wypada korzystnie
w rzeczonym lustrze. Okazuje się jak jesteśmy złośliwi, zakłamani, obłudni, nienawistni, a czasem
zwyczajnie głupi. W przypadku użytkowników młodszych dodałbym jeszcze – niepiśmienni.

I właśnie z powodu najmłodszych internautów poruszyłem ten temat. Uważam bowiem, że Internet
staje się powoli (a właściwie już jest) fundamentalnym narzędziem indoktrynacji politycznej i
ideologicznej młodego pokolenia. Nie! Nie uważam, że głównym problemem jest panujące w sieci
chamstwo. Już Tadeusz Boy-Żeleński pisał, że „dawniej ludzie mniej mieli kultury, za to byli szczersi”.
Kluczowym niebezpieczeństwem jest manipulacja młodymi umysłami, a niekiedy wręcz ordynarne
kłamstwo, które może ktoś zdementuje, może nie, jakie to ma znaczenie? Smród pozostanie,
a przecież o to chodzi. Sam znam przypadek pewnego aktywisty, opętańczo nienawidzącego
Jarosława Kaczyńskiego, który jak się później okazało, na forum „GL” zakładał tematy Jarosława
Kaczyńskiego… wychwalające. Wychwalające w sposób tak celowo idiotyczny, żeby tylko Prezesa PiS-
u skompromitować.

Fora internetowe działające w obecnej formie to istny koszmar. Piszący pozbawieni są jakiejkolwiek
odpowiedzialności za słowa. Nie muszą to być zresztą słowa. Pięcioletnie dziecko może dobrać się
do komputera i zająć się chrumkaniem na forum, mlaskaniem, informowaniem, że „Ola ma kota”. To
wszystko na bieżąco ukaże się na ekranie bez żadnej moderacji. Można więc prawie wszystko. Kiedy
spora część polskiego społeczeństwa przedwojennego nie potrafiła pisać, nie istniał też problem
pisania brzydkich wyrazów na murach. Pisać umiały elity, a one były zbyt światłe ażeby na elewacji
informować, że „Franek to ch…”. W PRL- u zaś problem zaistniał. Gdy został wynaleziony Internet też
z początku używany był tylko przez elitę. Problem sposobu „wymiany poglądów” pojawił się dopiero
wraz z upowszechnieniem tego wynalazku.

Demoralizacja młodzieży to największe zagrożenie płynące z sieci. Nie chodzi tu o powszechność
pornografii, chamstwo, propagowanie przemocy czy nawet pokazywanie wystąpień pełnego
nienawiści Pana Władysława Bartoszewskiego. Na te obrazy młodzież rozumna jest już uodporniona.
Zagrożenie wypływa z wygodnej dla pewnych kręgów manipulacji faktami, a w razie potrzeby
oficjalnym kłamstwem. Zilustruję to poprzez pewien absolutnie prawdziwy przykład. Kiedyś na
jednym z forów dyskusyjnych spierałem się z pewnym wyjątkowym „mędrcem”. Niemiła konwersacja
(niemiła, bo ze strony Lewaka leciały obelgi na które nie chciałem reagować) dotyczyła kary
śmierci. Temat bajecznie prosty, nieskomplikowany. W pewnym momencie mój rozmówca użył
przedziwnego „argumentu”. Napisał tak: „wybacz facet, ale nie mam zamiaru prowadzić dalszej
dyskusji z przedstawicielem Nowej Prawicy, czyli człowiekiem, który w sobotę bije żonę, żeby w
niedzielę z podbitym okiem nie poszła na wybory”. Przyznam, że omal z krzesła nie spadłem. Nie
muszę chyba tłumaczyć, że nigdy nie uderzyłem żony, że razem chodzimy na wybory, itd., etc. Ale to
nie był koniec! Mój czcigodny interlokutor szybko się wylogował i już po chwili zjawili się „goście”,
czyli osoby niezalogowane. I leci taki dyskurs:

Gość 1: Czyli Pan Maciej bije żonę?

Gość 2: Oczywiście. Przecież tu jest napisane.

Gość 3: No nie spodziewałbym się. Ale z faktami się nie dyskutuje. Zostało to w końcu udowodnione.

Nie ulega wątpliwości, że to mój dyskutant udawał po wylogowaniu tłum „gości” i to tłum „gości,
którym zostało udowodnione”. Ktoś powie, że to oklepane, prymitywne chwyty. Ale młody,
niedoświadczony jeszcze politycznie umysł często się na taką manipulację nabierze. Nie wnikając
szczegółowo w argumentację obu stron, czytając pobieżnie dojdzie do wniosku: „Ci co są za karą
śmierci biją żony, więc i ja będę przeciwko karze śmierci”. I właśnie o to manipulantom chodzi!
Klasyczne działanie podprogowe pozostawiające oszkalowanego w sytuacji bez wyjścia. Bo jakie
jest tu wyjście? Tłumaczyć, że to nieprawda? „Goście” stwierdzą, że winny się tłumaczy. Nic nie
wyjaśniać? „Goście” stwierdzą, że nic nie pisze, bo nie ma nic na swoją obronę.

To tylko jeden przykład, a można by podać ich setki. Arcymistrzem w stosowaniu tego typu technik
jest Pan Aleko Bliznakopulu pisujący na forum „GL” pod pseudonimem „zielony”, oraz na „Moje
Miasto Zielona Góra” pod własnym imieniem i nazwiskiem. Ów Pan na ten przykład regularnie
nazywa mój sklep z antykami „lumpeksem”. Sam nie mam nic przeciwko lumpeksom, bardzo lubię
do nich zachodzić i wszystkim to polecam. Skąd zatem takie uporczywe mylenie nazewnictwa
branżowego? Już wyjaśniam. Pan Aleko B. jest mocno zacietrzewionym przeciwnikiem szeroko
pojętej Prawicy, Janusza Korwin-Mikkego nazywa faszystą, clownem, Jarosława Kaczyńskiego
nazwał niegdyś polskim Adolfem Hitlerem i takie tam różne wiecie Państwo inne szambiarstwa,
nie warto tego wszystkiego pisać. Pan Aleko B. od dłuższego już czasu zajmuje się kreowaniem
mojego wizerunku na forum „GL”. Do wizerunku otyłego, łysego menela nie pasuje mu zupełnie ten
antykwariat. Dlatego Pan Aleko B. mając nadzieję, że w odbiorze społecznym lumpeks jest mniej
prestiżowym sklepem niż sklep z dziełami sztuki, usiłuje powolutku (w jego mniemaniu) obniżyć
jego znaczenie. Najpierw antykwariat, potem lumpeks, potem może stragan, potem sprzedaż z pod
marynarki… Klasyka manipulacji, dość podłej przyznam.

Jednakże sądzę, że znajdą się młodzi ludzie którym ten Pan imponuje. „Młodzi, wykształceni, z dużych
miast” jak ich określa „Gazeta Wyborcza”, to bardzo wdzięczny materiał na „pożytecznych idiotów”
jak ich nazywa red. Stanisław Michalkiewicz. Toteż nie zdziwił mnie ryk oburzenia „autorytetów
moralnych” po wypowiedzi Janusza Korwin- Mikkego dotyczącej paraolimpiady w Londynie.
Paraolimpiada to przecież tylko impreza jak każda inna i każdemu może się nie podobać. I każdy może
to głośno powiedzieć. Ale nazywanie kogoś z tego powodu faszystą to już nie jest zwykła manipulacja.

To jest już czyste świństwo.

Maciej Chocianowski

Discussion

2 Responses to “Maciej Chocianowski: Fora ze dwora, czyli szambo internetowe”

  1. „… potem sprzedaż z pod
    marynarki…” słowników j. polskiego?

    Posted by roman | 25 września 2012, 16:00
  2. W 1936 r. grupa polonistów, działająca trochę jak biuro polityczne ds języka polskiego, uchwaliła (!), że likwidujemy „z pod” i ma być „spod”. A więc ruki pa szwam i piszemy „spod”.

    Posted by Zapadka | 26 września 2012, 05:45

Post a Comment