//
czytasz właśnie...

Gorzów Wielkopolski

Artur Żukow wspomina śp. Arkadiusza Gacparskiego

Arkadiusz Gacparski nie żyje. Był moim starszym Kolegą, przede wszystkim starszym stażem w profesji rysownika – satyryka. Wyróżniał się profesjonalizmem, czyli tym, co często nazywamy po prostu talentem. Niestety nigdy Go nie spotkałem osobiście, ale zdarzyło nam się wymienić maile.

Poznałem prace Arkadiusz Gacparskiego lepiej, kiedy sam zacząłem interesować się głębiej tym, co dzieje się w Polsce. Gacparski bezkompromisowo poruszał tematy, których niemal nikt poruszać nie chciał, gdyż były niepoprawne politycznie, patriotyczne, a w dodatku mocno krytyczne wobec władzy, wobec nieprawości jakich ona się dopuszcza. Uważam, że – proszę wybaczyć mi patos – jego rysunki wyrażały autentyczną troskę o Polskę i Zwykłych Polaków. Moim zdaniem reprezentacyjną pracą Gacparskiego jest rysunek, który streszcza istotę stosunków rząd (szczególnie aktualny) – naród w III RP, a w warstwie słownej komunikuje prawdę: „Rząd jak zwykle chce naszego dobra, a my mamy go już tak niewiele”. Krótko, trafnie i wywołuje uśmiech przez łzy.

Satyra nie jest, a przynajmniej nie powinna być domeną wesołków i hurraoptymistów. Gacparski to świetnie rozumiał i dlatego w jego rysunkach często można dostrzec smutek. Również z tego powodu jest mi On bardzo bliski.

Tematy satyr Gacparskiego nie mogły podobać się w redakcjach głównych mediów, więc ich nie publikowały. Za to jest znany i popularny w internecie, gdzie cieszy się wielkim mirem, zwłaszcza w środowisku UPR i Nowej Prawicy. Pieniędzy raczej z tej popularności nie było, ale szacunek wielki.

Jak już wspomniałem nie zdarzyło mi się spotkać osobiście Arkadiusza Gacparskiego. Po raz pierwszy, w 2011 r., skontaktował mnie z Nim Rafał Zapadka, który poszukiwał autora nowej wersji „świnek przy korycie” jako plakatu kampanii wyborczej Nowej Prawicy. Pan Gacparski zaproponował mu, aby zwrócił się do mnie. Zapytałem Go dlaczego sam nie zdecydował się narysować „bandy czworga” przy korycie. Odpowiedział, że musiałby ostro negatywnie przedstawić Kaczyńskiego, czego wolałby nie czynić, gdyż ma wśród bliskich wielkich sympatyków PiS. Przyznałem, że i ja mam podobne rozterki. Mimo to zlecenie przyjąłem, ale wciąż nie jestem pewien czy „godnie” zastąpiłem Mistrza. W każdym razie była to praca prestiżowa, w jakimś sensie mnie nobilitująca.

Przez moment nasze rysunki spotykały się w Pinezkach a potem w Warszawskiej Gazecie. Cieszyłem się, że rysuje, chłoszcze satyrą i jest w formie, a ja mam zaszczyt publikować razem z nim na tych samych łamach.

Na wiadomość o Jego odejściu pomyślałem, że tylko polecę Go Bogu w krótkiej modlitwie. Nie spodziewałem się, że – poproszony – napiszę o Nim tych kilka słów.

Szkoda. Szkoda, że tacy ludzie odchodzą przedwcześnie…  

Artur Żukow

(Tu można obejrzeć „bandę czworga” autorstwa Artura Żukowa – http://przewietrzyc-gorzow.pl/swinie-musza-byc-zadowolone)

http://www.gacparski.szczecin.art.pl/    – jedyna oficjalna strona artysty

 

Discussion

One Response to “Artur Żukow wspomina śp. Arkadiusza Gacparskiego”

  1. Z rysunkami Arkadiusza Gacparskiego po raz pierwszy zetknąłem się na początku lat 90. ub. w., otrzymując od swych gorzowskich anty-okrągłostołowych przyjaciół z wywodzącej się z Solidarności Walczącej, założonej przez Kornela Morawieckiego, Partii Wolności, pismo „Solidarność Szczecińska’80”.
    W drugiej połowie lat 90. w wydawanym Młodzieżowym Piśmie Poza Cenzurą „OSZOŁOM” licznie i chętnie zamieszczaliśmy przedruki jego rysunków, okraszające nasze autorskie teksty. Bawiły, lecz i raziły niebywałą błyskotliwością i inteligencją.
    Później z jego satyry zaśmiewywałem się czytując wolnościowy tygodnik „Najwyższy czas!”
    Pomagier Mariana Jurczyka i Janusza Korwin-Mikkego? Związkowca i zwolennika radykalnych rozwiązań wobec związków zawodowych?! Ale tu najśmielej personifikowała się antysystemowość artysty…
    Po Przemysławie Gintrowskim to kolejny młodo zmarły antykomunistyczny twórca. Za kolegą Piotrem Lisiewiczem z Poznania skandowałem na manifestacjach: Pora żeby już wymarły te czerwone dinozaury!”.
    Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski (stopnie pominę, gdyż to ujma dla honoru polskiego oficera) wkrótce będą świętować swe 90. urodziny.
    Byłem ongiś na zorganizowanej w Bibliotece Wojewódzkiej w Gorzowie Wlkp. przez Instytut Pamięci Narodowej prelekcji doktora ze Szczecina o morderstwach sądowych w czasach stalinowskich na Pomorzu Zachodnim. Gdy nastała sposobność zadawania pytań wstałem:
    – Na przedstawionych fotografiach z reguły podana jest tylko data urodzenia. Z rzadka data śmierci. Ale przecież są to zbrodniarze urodzeni na początku XX wieku więc teraz, gdyby żyli, mieliby po 100 lat!
    Prelegent lekko się żachnął:
    – Ma pan rację. Losów niektórych z nich nie udało się prześledzić, gdyż po 1956 roku wyjechali do Związku Radzieckiego, a po 1968 do Izraela. Lecz wielu z nich żyje wciąż wśród nas…
    Rozmyślam racjonalnie (wszak mieli na bieżąco dostęp do żywności i doskonałej opieki medycznej|) i eschatologicznie (a może miłościwy Pan Bóg ciągle jeszcze daje im szansę).

    Posted by Sławomir Wieczorek | 4 maja 2013, 23:00

Post a Comment