//
czytasz właśnie...

Regionalia

20 lat minęło …

(Tekst ten był pierwotnie opublikowany w gazecie jednodniowej "Jedynie prawda jest
ciekawa", która ukazała się w Gorzowie Wlkp., w czerwcu 2009 r.)

Od okrągłego stołu i wyborów do kontraktowego sejmu minęło jedno pokolenie. Dzisiaj
łatwiej o dystans do tamtych wydarzeń. Możemy je dodatkowo oświetlać i weryfikować w
oparciu o różne źródła.

Początek gry – pierwsze rozdanie
Gorzowska Solidarności przystąpiła do wyborów do sejmu i senatu 4 czerwca 1989 r. w
atmosferze napięć i zaskakujących zwrotów akcji. Tajna Regionalna Komisja Wykonawcza
spotkała się 9 kwietnia 1989 r., aby zarekomendować Radzie Regionu NSZZ Solidarność
kandydatów do zgromadzenia narodowego. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to w naradzie
brało udział 7 osób: Stanisław Żytkowski, Stefania Hejmanowska, Bronisław Żurawiecki,
Zenon Michałowski, Kazimierz Modzelan, Zdzisław Wiernicki i Rafał Zapadka.
Początkowo proponowaliśmy do senatu Żytkowskiego i Hejmanowską, a do sejmu Stanisława
Bożka i Zapadkę. Zaskoczyła nas Hejmanowska, bo zdecydowanie odmówiła kandydowania i
za nic nie dała się namówić na zmianę decyzji. Zapachniało konfliktem i aferą.

VIP Hejmanowska
Stefania Hejmanowska była wtedy, jako jedyna z Gorzowa, członkiem dwóch krajowych
struktur: Krajowej Komisji Wykonawczej i Komitetu Obywatelskiego przy L. Wałęsie.
Niewątpliwie była VIP-em, ale bez formalnej rekomendacji RKW do tych ciał. To KKW
wybrała ją do swego składu 9 kwietnia 1988 r. Myśmy się oczywiście ucieszyli z tego. Z
kolei członkiem KO przy L.W. została, bo bardzo chciała. Gdzieś w listopadzie lub grudniu
88 r. przyszła Hejmanowska na zebranie RKW z wiadomością, że musimy wytypować
przedstawiciela Gorzowa do Komitetu. Rzecz jasna wszyscy chcieli, aby był to Żytkowski.
Lecz on odmówił. Nie byliśmy tym specjalnie zaskoczeni, bowiem już od kilku miesięcy
wykazywał on objawy zmęczenia konspiracją. We wrześniu 1988 r. zrezygnował z funkcji
przewodniczącego RKW. Zrobiliśmy mu awanturę i pod naszą presją rezygnację wycofał.
W drugiej kolejności mi zaproponowano udział w pracach KO. Odmówiłem i wyjaśniłem,
że powinna nas reprezentować osoba, która ma bardzo dobre stosunki z kościołem i
duchowieństwem. Także odmówił Modzelan. W tej sytuacji Hejmanowska oświadczyła, że
będzie jeździć na posiedzenia do Gdańska. Nikt z RKW jej tego nie zaproponował ani też nikt
nie był temu przeciwny. W „Feniksie” nie została zamieszczona informacja o tym, że została
członkiem tego ciała. Zależało jej bardzo na tych stanowiskach i była czuła na tym punkcie.
Pamiętam jej rozżalenie i pretensje, gdy na afiszach o konferencji „Elektrownie jądrowe w
Polsce – obawy i zagrożenia”, którą zorganizowała Solidarność w marcu 1989 r., przy jej
nazwisku nie wymieniono wszystkich funkcji, które wtedy piastowała. Oberwało się mnie,
gdyż to ja zlecałem ich wykonanie.

Samowola Żytkowskiego
Następnego dnia, 10.04.1989 r., odbyło się posiedzenie Rady Regionu na którym wybraliśmy
naszych kandydatów na posłów i senatorów. Żytkowski samowolnie zmienił uchwaloną
rekomendację RKW. W nocy z 9. na 10. trwały zakulisowe targi i ustalenia, które inspirowali
Hejmanowska z Modzelanem. W ich wyniku Żytkowski ogłosił Hejmanowską i Bożka
kandydatami do senatu, a Zapadkę i Rusakiewicza do sejmu. Jego wystąpienie otwarło puszkę
Pandory. Hejmanowska znowu zagroziła rezygnacją, jeśli Żytkowski nie zgodzi się do senatu.
Członkowie Rady powiększyli listę kandydatów, zgłaszając kilku swoich.
W kulminacyjnym momencie obrad pojawiła się sprawa dolarów, która była orężem w
utrąceniu mojej kandydatury.

Zapadka prosi o dolary
W 1988 r. nawiązałem kontakt, z nieznanym mi osobiście, Marianem Faryniarzem z
Nowego Jorku. W imieniu i za zgodą RKW (także osobiście Żytkowskiego) zwróciłem
się listownie do niego o pomoc dla Solidarności. Podałem w nim sposoby ewentualnego
przekazania pieniędzy. Wtedy było tak, że jeśli ktoś z Zachodu wpłacił dolary do PKO
SA dla precyzyjnie określonej osoby w kraju, to ta – po nadejściu pieniędzy – mogła
sobie otworzyć konto. Podałem więc w liście swoje dane, dane Żytkowskiego, a także
nr konta jego żony (ona jedna z nas trojga je miała). Bardzo obszerne fragmenty tego
listy, pod tytułem „Jawnie”, ukazały się w największej gazecie polonijnej w USA „Nowy
Dziennik” (16-17.07. 1988 r.). Nie mam pojęcia dlaczego Faryniarz opublikował mój list. Na
marginesie dodam, że tydzień później „Nowy Dziennik” opublikował w całości tekst mojego
wystąpienia z 15.06.88 r., które wygłosiłem na zebraniu przedwyborczym do rad narodowych
w gorzowskiej „Przemysłówce”. Redakcja dała mu tytuł „Ani na ulicy, ani w sali…” i
opatrzyła go zdjęciem rozpędzania Solidarności przez SB podczas pochodu 1 maja 1988 r.
w Gorzowie. Zdjęcie podpisano m.in. „Mężczyzna trzymający transparent „Komunizm to
nędza i poniżenie” – Rafał Zapadka, autor artykułu.” Chcąc nie chcąc stałem się, w sezonie
ogórkowym, dwutygodniowym „bohaterem” nowojorskiej prasy polonijnej.

Pismaki piszą z inspiracji SB
Za wszystko w życiu trzeba płacić, a więc wkrótce nadeszły rachunki. Apel o pomoc
wykorzystała SB w celu dezintegracji naszego środowiska, zasiania nieufności, a nawet
zawiści. Wprost o tym napisał ppłk R. Sikorski (WUSW Gorzów Wlkp.) w meldunku
z 12.05.1989 r.: „Powyższy fakt został wykorzystany przez tut. prasę lokalną (z naszej
inspiracji - podkreślenie moje) i zbulwersowało w znacznym stopniu środowisko opozycyjno-
solidarnościowe” (pisownia oryginału). Powinności swej służby zrozumiał i ochoczo dał się
zainspirować J. Zys. (czyżby niejaki Zysnarski?). W „Ziemi Gorzowskiej (nr 36, 2.09.1988 r.)
wysmażył obstalowany przez SB artykuł „List z podziemia. Przyślijcie dolary, to założę sobie
konto”. Artykuł nie był jedyną wymierzoną we mnie akcją. Tzw. nieznani sprawcy rozkleili
w okolicach Pewex przy ul. Marcinkowskiego ogłoszenia napisane na maszynie „Pilnie
sprzedam bony PKO–SA dużo”, a w podpisie mój adres i numer telefonu. Przedsięwzięte
przez komuchów działania niestety trafił na podatny grunt w Radzie Regionu i część jej
członków też się dała zainspirować. Konta sobie nie otworzyłem, bo dolary nie nadeszły.
Po raz kolejny SB i partyjna gazeta, na dwa dni przed wyborami, wykorzystali dolary
przeciwko Solidarności. „Gazeta Lubuska” 2.06.1989 r. Wydrukowała tekst politruka Jerzego
Nogiecia „Więc gdzie są te dolary?”

Rada wymierza sprawiedliwość
Wracam do słynnego posiedzenia Rady Regionu. Po długich namowach Żytkowski dał się
przekonać i wyraził zgodę na senat. Zniknął powód do rezygnacji Hejmanowskiej. Następnie
akcję podjęli będący pod wpływem artykułu pieska łańcuchowego PZPR i SB, czyli J. Zys.
Np. Zbigniew Bodnar oświadczył, że jest przeciwny mojej kandydaturze na posła z powodu
listu w sprawie pieniędzy, a R. Lotoczko przyznał, że artykuł w “ZG” zrobił wiele złego w
środowisku Solidarności. Żytkowski powstrzymał się od jednoznacznego stwierdzenia, że
napisana przeze mnie prośba nie był moją prywatną inicjatywą.
Hejmanowska kolejny raz zmieniła zdanie i z rozbrajającą szczerością oznajmiła: „chcę
fotel senatorski, aby wreszcie odpocząć”. Do sejmu wybrano Rusakiewicza i Bożka.
Do senatu wyborów nie było, kandydaci przeszli przez aklamację. Przepadłem w
prawyborach, a Rada Regionu zaspokoiwszy potrzebę wymierzenia „sprawiedliwości za
apel o dolary”, desygnowała mnie – jak gdyby nigdy nic - na przewodniczącego Komitetu
Obywatelskiego „Solidarność”. Bez trudu pokonałem w wyborach W. Szczepanowskiego.

Kandydatur Solidarności do parlamentu nie zaakceptował Klub „Ład i Wolność” czyli K.
Marcinkiewicz i ludzie z późniejszego ZCHN. A Teresa i Władysław Klimek nakłaniali mnie
do przeciwstawienia się kandydaturze Żytkowskiego na senatora. Dawali mi do zrozumienia,
że wiedzą coś o nim, ale nie powiedzą … i nigdy mi nie powiedzieli. O ich intrygach
natychmiast powiadomiłem Żytkowskiego.

Hrybacz wymiękł
Od razu zaczęliśmy kampanię wyborczą, dużo wcześniej niż PZPR. 18.04. przyszło mi
stoczyć bój o udział Solidarności w komisjach wyborczych: 2 okręgowych i wojewódzkiej.
Poza mną w naszej delegacji byli Zbigniew Bodnar i Jerzy Hrybacz. Po przeciwnej stronie
creme de la creme gorzowskich czerwonych: przewodniczący WRN S. Nowak, sekretarz
KW Kinecki, szef WUSW Kosiorowski. Walczyłem o to, aby przewodniczącymi tych
komisji nie byli ludzie aparatu władzy i aby jak najwięcej naszych było w ich składach.
Tamci nie ustępowali. Targi się przedłużały. W pewnym momencie Hrybacz wyciął numer
i zadeklarował, bez uzgodnienia ze mną, że ustąpimy i nie będziemy się więcej targować.
Poprosiłem o przerwę w obradach. Nowak wspaniałomyślnie zaoferował nam swój gabinet,
abyśmy mogli uporządkować naszą linię negocjacyjną. Później już się Hrybacz nie odzywał.
Nie wywalczyliśmy wszystkiego co chcieliśmy. Np. na 17 miejsc w okręgowej komisji w
Gorzowie (nr 25) dostaliśmy 6, a walczyliśmy o 8.

„Szerszeń” donosi na Komitet
Od początku jego powstania SB inwigilowała i rozpracowywała Komitet Obywatelski,
któremu nadała kryptonim „BIS” (sprawa obiektowa GO-9413, ident. 5417/89). Bardzo
szczegółowe informacje o naszych poczynaniach dostarczał im TW „Szerszeń”. Z
zachowanych meldunków wynika, ze musiał być on jednym z nas (członek prezydium KO?
- prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw), bo wiedział bardzo dużo. Poza inwigilacją
SB tradycyjnie próbowała nas osłabić poprzez kolportowanie plotek wymierzonych
w kandydatów do parlamentu i działaczy Solidarności. W kwietniu i maju 1989 r.
Hejmanowska, D. Szafrańska, E. Łukszo, A. Cholewa, K. Modzelan i inni rozpowszechniali
wśród Solidarności fałszywą informację, jakobym był współpracownikiem SB. „Szerszeń”
regularnie raportował o negatywnych skutkach, jakie ta fałszywka wywoływała w
działalności KO.

Hejmanowska dzieli i rządzi
Po wyborach narastały nieporozumienia pomiędzy Żytkowskim a Hejmanowską, która
często nie zgadzała się ze stanowiskiem przewodniczącego Rady Regionu. Ten konflikt
przenosił się na posiedzenia Rady i wywoływał kontrowersje w sprawach tak oczywistych,
że ich powstanie musiało bulwersować. Np. 21.06.89 r. była rozpatrywana uchwała w
sprawie „Ziemi Gorzowskiej”. Wyrażono w niej m.in. opinię, że „tygodnik … nie powinien
być już dłużej organem PZPR”. Senator Hejmanowska jako jedyna głosowała przeciw tej
uchwale. Z czasem zbudowała w Radzie dość liczną grupę swoich zwolenników i odtąd
zebrania tego gremium były bardzo burzliwe. W sierpniu 89 r. zrezygnowała manifestacyjnie
z Prezydium Rady Regionu, a 12 października doprowadziła do próby wyeliminowania
niektórych osób z jego składu, doprowadzając do tajnego głosowanie wotum zaufania dla
każdego członka Prezydium oddzielnie (nikt nie został odwołany). Torpedowała także
inicjatywę powołania nowego obywatelskiego tygodnika pod nazwą „Feniks”. Ostatecznie
powstał tygodnik „Tydzień”, ukazywał się 1 rok i nie miał poparcia ZR NSZZ „Solidarność”.

RKW kończy wesołym obertasem
RKW nie zakończyła swego żywota po wyborach. Nadal dysponowała znacznymi środkami
finansowymi, które kontrolował Zbigniew Wiśniewski czyli Żytkowski. Dopiero w
maju 1990 r. zwołał on zebranie RKW na którym zaproponował przekazanie wszystkich
pieniędzy (!), jakie pozostały po działalności podziemnej, „Fundacji dla Solidarności”.
Według Żytkowskiego pozostało 6229 $ i tyle wpisano 28.05.1990 r. do aktu notarialnego
ustanawiającego Fundację, której fundatorami zostali: Zdzisław Wiernicki, Rafał Zapadka,
Bronisław Żurawiecki, Zenon Michałowski, Stanisław Żytkowski, Kazimierz Modzelan. AA
Zupełnym dla mnie zaskoczeniem było zwołanie jeszcze jednego zebrania RKW we wrześniu
1990 r. Byłem przekonany, że ta podziemna struktura – po oddaniu pieniędzy – umarła
śmiercią naturalną.
O zebraniu poinformowali mnie oddzielnie Michałowski i Modzelan. Powiedzieli, że
Żytkowski proponuje udzielenie pożyczek ze środków RKW, bo znalazł jeszcze jakieś
pieniądze. Wg nich 2300 $ chciał pożyczyć Zdzisławowi Wiernickiemu, a ok. 2700 $ ks.
Witoldowi Andrzejewskiemu. Odpowiedziałem moim kolegom, że nie będę brał udziału w
tym cyrku. Zaznaczyłem, że Żytkowski wprowadził mnie w błąd zapewniając, że wszystkie
podziemne pieniądze zostały przekazane Fundacji. Zebranie się odbyło i tylko Modzelan
był przeciwny udzieleniu tych pożyczek. Rozmawiałem 8.05.2009 r. z Z. Wiernickim i
dowiedziałem się, że pożyczonych dolarów nie oddał (zresztą komu miałby je oddać?).
W taki to sposób RKW zakończyła działalność wesołym obertasem.

Rafał Zapadka

P.S. Po opublikowaniu tego artykułu Pani S. Hejmanowska oświadczyła mi, że domaga się,
abym odtąd zwracał się do niej per pani. Kobietom nie odmawiam. Zachowała in pectore
powody swojej decyzji.

Discussion

No comments yet.

Post a Comment